W niedzielę 26 stycznia obchodzimy Ogólnopolski Dzień Transplantacji, ustanowiony na pamiątkę pierwszego udanego przeszczepienia nerki (w 1966 roku).
Wdzięczność wobec lekarzy i rodzin dawców
To okazja nie tyle do świętowania – osoby zaangażowane w rozwój programów transplantacyjnych wzdragają się nawet przed używaniem słowa „rekord”, przypominając, że niejako po drugiej stronie „lustra” są bliscy zmarłych dawców – co refleksji i wdzięczności. Wobec lekarzy i całych zespołów transplantacyjnych, wobec koordynatorów, którzy działając w szpitalach pracują nad pozyskiwaniem narządów do przeszczepień.
Jednak nie tylko im trzeba dziękować. Ministra zdrowia Izabela Leszczyna na dwa dni przed Ogólnopolskim Dniem Transplantacji odwiedziła Warszawski Uniwersytet Medyczny, którego szpital jest największym ośrodkiem transplantacyjnym w kraju. Mówiła o wdzięczności wobec rodzin, które wyrażają zgodę na pobranie narządów – choć tak naprawdę miała na myśli to, że rodziny nie wyrażają sprzeciwu. Polskie przepisy nic nie mówią o konieczności uzyskania zgody rodziny, ale praktyka wskazuje, że przy sprzeciwie lekarze odstępują od pobrania, nawet jeśli oznacza to, że ktoś straci być może jedyną, być może ostatnią, szansę na życie. Wdzięczność należy się tym – jak podkreśliła Izabela Leszczyna – którzy za życia jasno komunikują swoją wolę oddania narządów do przeszczepienia.
Konieczne zmiany w transplantologii
Rosnące liczby przeszczepień nie oznaczają, że rozwiązaliśmy wszystkie problemy. Jeszcze stosunkowo niedawno polska transplantologia była w kryzysie, a pandemia dodatkowo ją poturbowała. W tej chwili nie ma zawirowań, sprawy są – można powiedzieć – na właściwej ścieżce, ale to dopiero początek drogi.
Trudno nie zauważyć, polska transplantologia „stoi” przeszczepami od zmarłych dawców. W 2024 r. szpitale zgłosiły 917 potencjalnych dawców narządów, a narządy pobrano od 710 (nie wszyscy potencjalni dawcy są ostatecznie kwalifikowani do pobrania narządów). Rok wcześniej było to odpowiednio 764 i 573, a w 2022 roku – 640 i 445. Widać efekty wzmocnienia pozycji koordynatorów w całym procesie – to oni przekonują szpitale do zgłaszania zmarłych dawców, rozmawiają także z rodzinami osób zmarłych, które potencjalnie mogą być dawcami narządów do przeszczepów.
Problemy transplantologii dziecięcej
Problemem, jak mówił podczas wizyty Leszczyny na WUM prof. Mariusz Kuśmierczyk, kierownik Kliniki Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii UCK WUM, jest słaby poziom dawstwa pediatrycznego. Choć potrzeby są duże, a potencjalnych dawców nie ma wielu, w tej chwili narządy do przeszczepień pozyskuje się głównie dzięki rodzicom, którzy sami proszą lekarzy, by narządy ich zmarłego dziecka mogły trafić do czekających na przeszczep.
To z jednej strony wiadomość poruszająca, z drugiej – jednak mocno niepokojąca. Choć można zrozumieć, dlaczego lekarze nie inicjują takich rozmów (szacunek dla tragedii rodziców, obawa przed pogłębieniem ich bólu), bez zmiany podejścia trudno będzie rozwinąć ten obszar.
Mało przeszczepień od żywych dawców
Słabo, na tle innych krajów, wyglądają dane dotyczące przeszczepień od żywych dawców – to zaledwie kilka procent wszystkich operacji (przede wszystkim nerek). Narządy do takich operacji pozyskiwane są zwykle od osób z najbliższej rodziny, w tym małżonków (choć najczęściej są to przeszczepy rodzic-dziecko lub między rodzeństwem). Sporadycznie wykonywane są tzw. przeszczepy krzyżowe lub łańcuchowe. Tymczasem przeszczepianie narządów od żywych dawców daje większe szanse (choć oczywiście nie gwarancję), że cały proces zakończy się sukcesem.
Choć liczba przeszczepień od zmarłych dawców rośnie, nie można tego powiedzieć o przeszczepach od dawców żywych. Wskaźnik liczby przeszczepionych nerek od żywych dawców wynosi w Polsce 0,8 na milion mieszkańców i jest jednym z najniższych w Europie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















