Drugie życie w imperium Putina. Kariery Wiktora Buta i Anny Chapman

Niegdyś trafili na pierwsze strony gazet, teraz od czasu do czasu pojawiają się na scenie, aby wnieść halabardę. Czym zajmują się dziś „handlarz śmiercią” Wiktor But i niewydarzona putinowska Mata Hari, rudowłosa Anna Chapman?
z cyklu ROSYJSKA RULETKA
Czyta się kilka minut
Wiktor But po deportacji z Bangkoku do Nowego Jorku. 16 listopada 2010 r. // Domena publiczna / Wikipedia
Wiktor But po deportacji z Bangkoku do Nowego Jorku. 16 listopada 2010 r. // Domena publiczna / Wikipedia

Wiktor But był ważnym trybikiem w machinie nielegalnych dostaw broni, jaka rozkręciła się po rozpadzie ZSRS. Rzutki handlarz, umoczony w przeróżnych dziwnych akcjach i transakcjach od lat dziewięćdziesiątych po koniec pierwszej dekady XXI wieku. Formalnie był tylko przewoźnikiem, zarabiał krocie na przewozach międzykontynentalnych (w szczytowym momencie rozwoju firmy miał ok. 150 samolotów, pozyskanych głównie z demobilu). A nieformalnie? Dokumentacja zgromadzona przez autorów raportów ONZ i Amnesty International świadczy o przewożeniu nielegalnych ładunków, w tym „krwawych diamentów” i broni. 

Aresztowanie i ekstradycja do USA

Wpadka w Tajlandii w 2008 r. położyła kres szemranym geszeftom Buta. Rosyjska dyplomacja stawała na rzęsach, aby nie dopuścić do jego ekstradycji do USA. Nawet Duma Państwowa wystosowała do władz tajlandzkich panegiryk broniący nieskazitelnego rycerza niosącego światu pokój. Przed amerykańskim sądem But odpowiadał za spisek mający na celu pozbawienie życia obywateli USA oraz spisek w celu nielegalnej sprzedaży broni organizacji FARC, uznanej przez Stany Zjednoczone za terrorystyczną. W 2012 r. został skazany na 25 lat. Amerykanie od początku dawali do zrozumienia, że But spędzi za kratami co najmniej dziesięć lat, o wcześniejszych targach nie może być mowy. Natomiast rosyjskie władze i służby dyplomatyczne przy każdej nadarzającej się okazji działały na rzecz uwolnienia Buta. 

Czemu But był tak ważny dla Moskwy? W śledztwie nie chciał pójść na ugodę ani na współpracę, wypierał się konsekwentnie winy oraz jakichkolwiek powiązań z ludźmi władzy w Rosji. Ale czy bez „kryszy” (patronatu ze strony ludzi z grupy trzymającej władzę) mógł kręcić tak szeroko zakrojone interesy? Znawcy mechanizmów w rosyjskich środowiskach wysoko postawionych osób (cywilnych i wojskowych) jednoznacznie stwierdzają, że nie mógłby nawet palcem kiwnąć, gdyby nie był ważnym ogniwem w tym czarnorynkowym łańcuchu. Jego działalność obejmowała kawał świata. Był pierwowzorem głównego bohatera legendarnego filmu „Pan życia i śmierci”.

W grudniu 2022 roku otworzyło się okienko możliwości i Wiktor But został wymieniony na amerykańską koszykarkę Brittney Griner (aresztowaną w Rosji za posiadanie substancji niedozwolonych – miała w bagażu niewielkie ilości wkładów zawierających marihuanę; została skazana ostentacyjnie i niewspółmiernie do wagi niewielkiego wykroczenia na 9 lat łagru). 

Wiktor But pod skrzydłami propagandy

Wiktor But został w Rosji powitany z pompą – dla Putina i spółki miało znaczenie to, że w śledztwie nie opowiedział Amerykanom o swoich powiązaniach z politycznym establishmentem i nie zdradził tajemnic swojej „kryszy”. Propagandyści wysławiający Buta pod niebiosa widzieli go wśród deputowanych Dumy Państwowej obok tak zasłużonych postaci jak choćby Andriej Ługowoj, najbardziej radioaktywny poseł, oskarżony przez brytyjski wymiar sprawiedliwości o otrucie Aleksandra Litwinienki polonem.

Ale But nie zrobił zawrotnej kariery politycznej (przynajmniej na razie). Zaraz po powrocie został z przytupem przyjęty w szeregi Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR). Legitymację członkowską „handlarzowi śmiercią” wręczył przewodniczący partii Leonid Słucki (założyciel LDPR Władimir Żyrinowski już wtedy nie żył). But otrzymał przydział na dość niski szczebel hierarchii: w 2023 r. został wybrany jedynie do zgromadzenia ustawodawczego obwodu uljanowskiego. 

Jest teraz oficjalnie przedstawiany jako członek uljanowskiej legislatury regionalnej i pod takim tytułem podróżuje po kraju oraz bliskiej i zaprzyjaźnionej zagranicy. 31 marca zawitał na Białoruski Uniwersytet Państwowy w Mińsku, gdzie spotkał się ze studentami. Jak głosi dyżurny komunikat, po wystąpieniu gościa „odbyła się dyskusja na temat przyczyn i tendencji rywalizacji geopolitycznej, jej podstaw egzystencjalnych, bezpieczeństwa narodowego i tożsamości”. Brzmi wielce uczenie. But wzywał do zacieśnienia bratniej współpracy Rosji i Białorusi w obronności, farmacji i nauce. Nie można mieć nawet cienia wątpliwości, że tak wybitny znawca geopolityki miał wiele do powiedzenia, a i dyskusja w takim gronie pod czujnym okiem służb była szczera i żarliwa. 

Czy rzeczywiście But zaczął nagle uwielbiać spotkania ze studentami? Bardziej przykuwa uwagę to, że Mińsk wizytują przywódcy jednego z klanów rządzących w Libii po obaleniu Kaddafiego. W październiku 2024 r. Białoruś odwiedził generał Saddam Haftar, syn Halify Haftara. Haftar senior ma dobre układy z Moskwą, a dla Kremla po upadku reżimu Asada w Syrii właśnie Libia stała się ważnym przyczółkiem w Afryce (z rosyjskich baz w Syrii sprzęt i broń przewieziono w dużej części właśnie do Libii). W połowie lutego br. do Łukaszenki przylecieli obaj Haftarowie. Co ciekawe, samolotem rządowym, z którego korzysta białoruski prezydent. Też pewnie rozmawiali „na temat przyczyn i tendencji rywalizacji geopolitycznej, jej podstaw egzystencjalnych itd.”.

Czy Wiktor But spotkał się w Mińsku tylko ze studentami stołecznego uniwersytetu? O tym nic nie wiadomo. Może to tylko zwyczajna koincydencja.

Nowe zarzuty i nowa rola Wiktora Buta

W październiku 2024 r. w „The Wall Street Journal” ukazał się artykuł pod tytułem „Putinowski handlarz śmiercią powrócił do biznesu i sprzedaje broń Ruchowi Huti”. Według autorów, w sierpniu ubiegłego roku But zawarł umowę z przedstawicielami jemeńskiego Ruchu Huti na dostawę automatów Kałasznikowa za 10 mln dolarów, broń miała być dostarczona w październiku do portu na zachodzie Jemenu, a opisana jako żywność. Huti są zainteresowani, według enuncjacji „WSJ”, także rosyjskimi rakietami i zestawami artyleryjskimi.

But uznał materiał „WSJ” za kłamliwą wrzutkę. I dodał, że te rewelacje amerykańskich pismaków były związane z… urodzinami prezydenta Putina (7 października). Ale z niektórymi „amerykańskimi pismakami” But jednak rozmawia. W każdym razie tak stwierdził w wywiadzie dla popularnego rosyjskiego dziennika, tuby kremlowskiej propagandy, „Komsomolskiej Prawdy”. 

W komentarzach dla amerykańskich mediów (powiedział, że często proszą go o opinię) opowiada propagandowe farmazony o tym, jak znakomicie radzi sobie rosyjska gospodarka objęta sankcjami, że skoro USA nie chcą sankcji uchylać, to niech nie uchylają, proszę bardzo. Do amerykańskich odbiorców But chce dotrzeć z przekazem, że rosyjskie i amerykańskie społeczeństwa więcej łączy niż dzieli, na przykład „obejmujące niemal całe kontynenty terytorium”. Przemyca też formułki wygłaszane przez Putina: że Rosja może się zgodzić jedynie z formułą porozumienia pokojowego, uwzględniającą wszystkie cele, które sobie postawiła w związku ze „specjalną operacją wojskową”.

W rosyjskich mediach But jest przedstawiany jako specjalista od polityki Stanów Zjednoczonych. Przecież siedział tyle lat w amerykańskim więzieniu, to zna USA od podszewki.

Oficjalna działalność Buta nosi demonstracyjnie pokojowy charakter. W zeszłym roku w Sewastopolu otwarto wystawę popełnionych przez niego w więzieniu obrazów (choć nagłówek wiadomości wywołał jednoznaczne skojarzenie: jak But i wystawa, to raczej kałachy czy haubice, a nie szkice nastrojowe). Na wystawie można też było obejrzeć osobiste rzeczy „handlarza śmiercią”. W wywiadach mówił, że malarstwo to w jego pojęciu nie tylko broń, ale też lekarstwo.

Anna Chapman i duchowe wibracje

Na targach książki But wpisuje czytelnikom dedykacje w egzemplarzach dwóch pozycji, w których dziennikarz Aleksandr Gasiuk spisał jego dzieje („Historia prawdziwa handlarza bronią”, „Wiktor But. Niepokonany”). Sam But książki nie napisał. Natomiast swoją kolejną książkę wydała Anna Chapman, bohaterka afery szpiegowskiej sprzed piętnastu lat (Chapman była wysłana do USA przez rosyjskie służby w celach szpiegowskich, została przyłapana na gorącym uczynku przez amerykańskie służby i wraz z całą paczką rosyjskich śpiochów odesłana do Rosji w ramach wymiany). W tym tygodniu reklamowała swoje dzieło o zwiewnym tytule „BondiAnna” na zjeździe biznes-klubu pod Moskwą (napisał o tym zauroczony osobowością i umysłowością Anny bloger Timofiej Martynow). Książka została wydana pół roku temu, ale nadal daje autorce powód, aby o sobie przypominać. 

Dwa lata temu Anna zmieniła nazwisko – teraz nie nazywa się już Chapman (choć pod takim nazwiskiem wydała książkę, zapewne też dla zmylenia przeciwnika), lecz Romanowa (napisałam o tym na blogu „17 mgnień Rosji”). W mediach kolportowane były też sensacje, że zakupiła w Dubaju skromny apartamencik za 600 tys. dolarów. Ale w oficjalnych doniesieniach Anna twierdzi, że mieszka w Rosji. Prowadzi też niezmiennie program w stacji telewizyjnej Ren TV „Tajemnice Chapman”, choć po niegdysiejszych śmiałych sesjach fotograficznych można założyć, że nie ma już nic do ukrycia.

Korzystając z przywiędłej już nieco popularności, Anna rozwija działalność jako nauczycielka życia dla tych, którzy błądzą w ciemnościach i poszukują własnej drogi. Uczy, jak prawidłowo się odżywiać, ćwiczyć i myśleć. Jak pisze „żółta prasa”, za konsultację w dziedzinie psychologii (specjalność Anny to „wysokie wibracje”, cokolwiek to znaczy) Chapman kasuje od kilkudziesięciu do 150 tysięcy rubli. Na wzmiankowanym wyżej zjeździe pod Moskwą opowiadała, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach: musisz sformułować, jaki cel chcesz osiągnąć, potem zrozumieć, że na pewno jest na świecie człowiek, który ci w tym pomoże, i wreszcie – znaleźć takiego człowieka. Proste? Proste. 

Podczas sesji Anna dzieli się „siedmioma sekretami nawiązywania znajomości”, a w swoich przekazach medialnych głosi wyłącznie głębokie myśli: „Najważniejsze w życiu to znalezienie harmonii z samym sobą i otaczającym światem” albo „Zrozumiałam, że mogę albo poszukiwać sposobów, jak udoskonalać ludzi, albo pokochać ich takimi, jacy są już teraz”. Warte każdych pieniędzy, nieprawdaż?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”