Donaldowi Tuskowi do sztambucha

Wszystko wskazuje na to, że to właśnie Donald Tusk będzie nowym premierem. Zadecydowała o tym w dużej mierze mobilizacja internetowo-esemesowa, która skłoniła do pójścia do urn 13 procent tych, którzy dawniej nie głosowali. Poszli, bo chcieli odetchnąć świeżym powietrzem, podobnie zresztą jak ci, którzy dwa lata temu mieli już dość ówczesnego zaduchu. W takich razach zwycięstwo przynosi wyraźną ulgę i krzepiące poczucie, że da się jednak coś zmienić.
Czyta się kilka minut

Można się spierać, czy to osobista zasługa Donalda Tuska, czy też po prostu jemu - z braku innych - przyszło ratować honor Polaków, ale jest czymś niewątpliwym, że Donald Tusk w ostatnich czasach przestał być dobrze zapowiadającym się chłopcem. Dojrzał, wydoroślał, rysy twarzy mu się wyostrzyły, przestał myśleć przede wszystkim w kategoriach partyjnych, zrozumiał, czym jest państwo. Może więc dobrze, że wygrał dopiero teraz, bowiem nie za bardzo potrafił przekładać doświadczenia z boiska piłkarskiego na boisko polityczne. Kapitan w drużynie nie za wiele znaczy. Decyduje to, kto go otacza, do jakiego stopnia utalentowana jest reszta graczy. I trzeba - szczególnie w Polsce - pamiętać, iż nie wolno pod żadnym pozorem marnować ludzi uzdolnionych i kompetentnych.

Każdy, kto zostanie sam na placu boju, choćby miał tłumy klakierów, bezapelacyjnie przegra, tym bardziej, im bardziej zawzięcie będzie zwalczał konkurentów, zamiast szukać sojuszników.

Łatwo to powiedzieć, trudniej przełamać się wewnętrznie i wyciągnąć rękę do kogoś, z kim się spieram. Donaldowi Tuskowi można o tyle wierzyć, że sprosta zadaniu, iż wyrósł on w tradycji kojarzenia odrębności małej kaszubskiej ojczyzny z patriotyzmem tej dużej, pisanej wielką literą. Wie też dobrze, czym była różnorodność jego ukochanego Gdańska i nawarstwiający się przez wieki dorobek tego miasta. Podobnie jak znana grupa wrocławian, rozumie on, że nic się naprawdę od nas nie zaczyna i nic się na nas nie kończy. Tym bardziej Donald Tusk zaskoczył niejednego, mówiąc o potrzebie cudu w naszym kraju. Ale przecież nie cudu darowanego nam przez kogoś. W naszej historii rzeczywiście o cud modlono się nieraz, ale ostatecznie Cud Niepodległości, Cud nad Wisłą czy Cud Solidarności sprawione były polskimi rękoma i naszym wysiłkiem. Cud, którego dziś nam trzeba i który rodzi się na naszych oczach, to skok cywilizacyjny, wyrwanie kraju z odwiecznego zacofania. Wszyscy, którzy się do tego przyczyniają, zasługują na wdzięczność.

Nie bez powodu nasi ojcowie zszyli symbol kraju z dwu kontrastowych kolorów i tak już pozostało. Z tym tylko, że niejednokrotnie ,,biali" Polacy ginęli wbrew swoim poglądom w powstaniach i na barykadach, a ,,czerwoni" nieraz budowali zręby demokratycznego ustroju. Polska - jak mawiano - to wielka, wspólna Rzecz, która niebotycznie przerasta każdego z nas.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2007