Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Donald Trump, syn Assadullaha z Szahristanu

Donald Trump, syn Assadullaha z Szahristanu

19.03.2018
Czyta się kilka minut
Nazywając swojego drugiego syna Donaldem Trumpem, Sajjed Assadullah Puja liczył, że zapewni mu to życiowy fart. Póki co imię ściąga na Afgańczyka i jego rodzinę same nieszczęścia.
Assadullah Puya z synem, Donaldem Trumpem, Kabul, 15 marca 2018 r. / Fot. Rahmat Gul / AP Photo / East News
Assadullah Puya z synem, Donaldem Trumpem, Kabul, 15 marca 2018 r. / Fot. Rahmat Gul / AP Photo / East News
D

Donald Trump, syn Assadullaha, przyszedł na świat w deszczowy, zimny dzień, 3 września 2016 r. w zapomnianej przez Boga i ludzi marnej wiosce w powiecie Szahristan w prowincji Dajkundi, w samym sercu Afganistanu. Przy jego narodzinach nie było lekarza, pielęgniarki czy nawet akuszerki, a poród odbierała sąsiadka. Dziecko, chwalić Boga, urodziło się zdrowe i silne. „Miał białe włosy, wyglądał wypisz, wymaluj, jak Donald Trump” – opowiadał Assadullah korespondentom agencji informacyjnej AFP i gazety „New York Times”. – „Pomyślałem, że jak dam synowi na imię Donald Trump, to może też mu się w życiu poszczęści, też do czegoś dojdzie”.

Assadullah, wychowany w biedzie, w nędznej wiosce, której mieszkańcy od pokoleń ledwie wiążą koniec z końcem dzięki zbiorom migdałów, zaszedł w życiu dość daleko. Mimo biedy, a nierzadko i głodu na przednówku, skończył szkoły i wykształcił się na nauczyciela. Właśnie podczas nauki, w szkolnej bibliotece wpadł mu w ręce wydany po persku poradnik dzisiejszego prezydenta Ameryki pod tytułem „Jak stać się bogatym”. Potem Assadullah oglądał Trumpa w telewizji, gdy prowadził program „Praktykant”. „Wiele nad tym myślałem i przyszło mi do głowy, że jeśli dam synowi na imię Donald Trump, może pomoże mu to odnieść podobny sukces”.

Póki co jednak szczęśliwe imię ściąga mu na głowę tylko kłopoty i przekleństwa. Najpierw wyrzekła się go rodzina. Na afgańskiej wsi imiona dzieciom wybierają zwykle dziadkowie. Samemu wybierając imię dla syna, Assadullah naruszał świętą tradycję. Ojciec, krewni i sąsiedzi pokładali się ze śmiechu, kiedy Assadullah mówił, jakie imię chce nadać dziecku. Kiedy w końcu pojęli, że nie żartuje, uznali, że postradał zmysły. Oburzony ojciec zapowiedział, że nigdy nie pozwoli, żeby pod jego dachem mieszkał ktoś, noszący takie pogańskie miano. Assadullah uparł się, więc ojciec i krewni kazali mu się wynosić.

Assadullah, jego żona Dżamila, dziewięcioletnia córka Fatima, starszy syn, ośmioletni Karim i najmłodszy, półtoraroczny Donald Trump wyjechali więc do afgańskiej stolicy, Kabulu, gdzie za 30 dolarów miesięcznie wynajmują niewielką klitkę z wychodkiem w podwórzu, w szyickiej dzielnicy, przy głównej drodze, przy której wieczorami zbierają się miejscowi narkomani.

Ale i tu klątwa „Donalda Trumpa” dopadła Assadullaha i jego rodzinę. Początkowo nikt ich nie znał, nikt nie zaczepiał – do czasu, aż jakiś pracownik z urzędu stanu cywilnego nie sfotografował metryki małego Donalda Trumpa, syna Assadullaha, i nie opublikował zdjęcia w internecie. Kiedy sąsiedzi zwiedzieli się, że Assadullah nazwał swojego syna Donaldem Trumpem, ani on, ani jego żona nie mogą już spokojnie wyjść na ulicę. Ścigają ich szyderstwa, wyzwiska, pogróżki, sąsiedzi każą się im wynosić. Niektórzy nawet grożą Assadullahowi śmiercią za to, że nadał synu nieznane w islamie imię. Inni wyklinają go, że skazał dziecko na pośmiewisko, unieszczęśliwił do ostatnich jego dni.

Kiedy poszedł na skargę do urzędu stanu cywilnego, że bez jego zgody opublikowano metrykę dziecka, został wyśmiany, a jeden z pracowników zagroził, że powinno się zaraz wezwać tajną policję, której na przesłuchaniu zaraz by wyśpiewał, dlaczego nazwał syna imieniem amerykańskiego prezydenta.

Znaleźli się bowiem i tacy, którzy twierdzą, że zrobił to specjalnie, żeby w ten sposób załatwić sobie i rodzinie wyjazd do Ameryki. Dobiegający trzydziestki Assadullah przysięga, że podobna myśl nawet mu przez głowę nie przeszła i że nie złamał żadnego prawa, bo afgański kodeks cywilny daje rodzicom prawo nadawać dzieciom imiona niekoniecznie zgodne z muzułmańskim zwyczajem.

W rozmowie z zagranicznymi dziennikarzami Assadullah przyznał, że martwi się trochę, co będzie, jak Donald Trump pójdzie kiedyś do szkoły. „Koledzy z klasy będą mu pewnie dokuczać, pewnie będzie się musiał nieustannie bić” – mówił. – „Ale do diabła z ludźmi! Imienia mu nie zmienię!”.

Assadullaha, ojca Donalda Trumpa z Szahristanu niepokoi nieco fakt, że gdy tylko zrobiło się o nim głośno, pojawili się zazdrośnicy, którzy postanowili go przebić i odebrać mu tę niewielką chociaż satysfakcję, którą czerpie z myśli o własnej odwadze i oryginalności. Oto gazeta „New York Times”, ta sama, która rozsławiła afgańskiego Donalda Trumpa na cały świat donosi, że do jej kabulskiego korespondenta zgłosił się pewien Afgańczyk, zapewniając, że dwa lata temu urodzili mu się bliźniacy i jednemu z chłopców dał na imię Barack Obama, a drugiemu Władimir Putin. Przy okazji pokłócił się z żoną, która drugiego z synów wolała nazwać Donaldem Trumpem, ale on, jako ojciec, uparł się przy Putinie. Afgańczyk nazywa się Ghulam Ali Pajman i pochodzi z Szahristanu. Tego samego co Assadullah od Donalda Trumpa.

Czytaj także: Strona świata - specjalny serwis Tygodnika Powszechnego z analizami i reportażami Wojciecha Jagielskiego

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Niezły uparciuch, nauczyciel, wprawdzie żadnego prawa nie złamał, ale też wybrał patrona dla swego dziecka. Ten drugi, ojciec Putina i Baraka, również nie w ciemię bity. Widać mak obrodził na bogato. A przecież mógł dać mu na imię Mikołaj Kopernik albo Guy Debord i byłoby nawet bardziej reveluncjonimbus. Dżizas, jak będę miał syna to dam mu imię Osama, a jak córkę to Tradycja.

Nie bardzo wiem jak to skomentowac dosadnie i kulturalnie. Oczywistym jest, ze szyderstwa ze strony doroslych sa karygodne a rozpad rodziny z powodu imienia bez sensu (tak sie konczy zbytnie przywiazanie do tradycji) ale przeciez takie zachowania byly calkowicie do przewidzenia.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]