Konferencja Episkopatu Szwajcarii uzyskała od Watykanu zgodę, by nie wypełniać nakazu prawa kanonicznego o niszczeniu akt procesów karnych w sprawach obyczajowych. Kanon 489 Kodeksu Prawa Kanonicznego mówi o zorganizowaniu w każdej kurii diecezjalnej tajnego archiwum, do którego dostęp ma tyko biskup ordynariusz.
A paragraf drugi tego kanonu nakazuje: „Każdego roku należy zniszczyć dokumenty obyczajowych spraw karnych, gdy oskarżone w nich osoby zmarły, albo spraw zakończonych przed dziesięciu laty wyrokiem skazującym, zachowując krótkie streszczenie faktów wraz z tekstem wyroku kończącego postępowanie”.
Które dokumenty idą do niszczarki
Można by pomyśleć, że przepis został wprowadzony celowo, by tuszować sprawy związane z pedofilią w Kościele (w rzeczywistości jego historia jest inna). Przypuśćmy bowiem, że polscy biskupi powołują długo zapowiadaną, niezależną komisję do badania przypadków wykorzystania małoletnich w Kościele i nadają jej uprawnienia do wglądu w tajne archiwa diecezjalne. Co komisja tam zastanie? Możliwe, że skrawki informacji. Cała nadzieja w tym, że ten kontrowersyjny przepis nie jest w Polsce sumiennie przestrzegany (takie głosy dotarły do nas z niektórych diecezji).
Niszczone akta procesów karnych zawierają m.in. zeznania świadków – w tym przede wszystkim osób skrzywdzonych. Przypomnijmy, że w Kościele osoby skrzywdzone wciąż mają tylko status świadka, a nie strony procesowej (stronami są oskarżony i Kościół). Zatem znikają świadectwa krzywdy i okoliczności przestępstwa. Podobny los spotyka ekspertyzy biegłych. Gdyby pedofil w sutannie dostał wyrok 15 lat pozbawienia wolności, kościelne akta jego sprawy znikną, zanim wyjdzie z więzienia.
Co prawda akta procesów o wykorzystanie seksualne osoby małoletniej przekazywane są do Dykasterii Nauki Wiary (w 2002 r. taki obowiązek wprowadził Jan Paweł II), ale przepis ten nie od razu przyjął się wśród hierarchów, poza tym dykasteria nie ma w zwyczaju udostępniania komukolwiek zawartości swoich archiwów.
Bunt biskupów wobec prawa kanonicznego
Taki stan rzeczy spowodował, że w 2023 r. doszło do bezprecedensowej sytuacji: biskupi Szwajcarii ogłosili w oficjalnym periodyku, że będą świadomie łamać nieprzystające do rzeczywistości prawo kanoniczne. Robili to przez dwa lata, jednocześnie starając się o autoryzację Watykanu. Bezpośrednim impulsem były wnioski z pilotażowego badania nadużyć seksualnych w Kościele od połowy XX wieku, zlecone przez instytucje kościelne Uniwersytetowi w Zurychu. W raporcie, jaki powstał, udało się opisać jedynie ułamek spraw (1002 przypadki wykorzystywania seksualnego z udziałem 510 oskarżonych osób i 921 ofiar), między innymi z powodu pustek w kościelnych archiwach.
W dyskusji kanonistów, jaka się po tym wywiązała, podważano potrzebę istnienia tajnych akt biskupich. Problem kanonu 489. podnoszono także w Niemczech – biskupi Trewiru i Essen wydali dekrety ignorujące kłopotliwy przepis.
Miłosierdzia dla przestępców, nie ofiar
W polskim Kościele problem nie jest dostrzegany. – Nie znalazłem żadnego prawniczego komentarza na ten temat – przyznaje pytany przez „Tygodnik”, chcący zachować anonimowość kanonista. I dodaje: – Ale skoro Stolica Apostolska dała Szwajcarom dyspensę od tego kanonu, najwyraźniej jest świadoma jego kontrowersyjności w obecnej sytuacji. Zmienić prawo kanoniczne może jednak tylko papież.
Nasz rozmówca podkreśla, że przepis nie został wprowadzony, by tuszować przypadki pedofilii. Zresztą nie pojawił się współcześnie, wraz z nowym, zreformowanym przez Jana Pawła II w 1983 r. kodeksem prawa kanonicznego, ale został do niego przeniesiony z poprzedniego kodeksu (z 1917 r.)., którego kanon 379 stwierdzał: „raz w roku dokumenty w sprawach karnych o charakterze obyczajowym powinny być spalone, w przypadku gdy oskarżony zmarł lub gdy upłynęło dziesięć lat od wyroku skazującego, pozostawiając jedynie krótkie streszczenie faktów i tekst ostatecznego wyroku”.
A w jakim celu przepis ten został w ogóle wprowadzony? Kanonista zauważa, że w pierwotnym zamierzeniu miał chronić intymność osób w sprawach delikatnych, bo obyczajowych. Byłby więc jednym z przykładów miłosierdzia Kościoła okazywanego przestępcom seksualnym, z pominięciem perspektywy i interesu ofiar.
Czy Polska pójdzie śladem Szwajcarii
Zapytaliśmy rzecznika Konferencji Episkopatu Polski, czy z uwagi na prace nad powołaniem eksperckiej komisji do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim w Polsce KEP zwróci się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o podobną dyspensę, jaką otrzymali Szwajcarzy. Po kilku dniach otrzymaliśmy taką odpowiedź: „Aktualnie ze strony Konferencji Episkopatu Polski nie ma głosów krytycznych wobec kan. 489 Kodeksu Prawa Kanonicznego oraz planów jego zmiany lub zawieszenia”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















