Pewne w tej historii jest jedno: że 26 września 2022 r. ktoś wysadził Nord Stream. Reszta to spekulacje. To także gorący kartofel w relacjach polsko-niemieckich, a to za sprawą Wołodymyra Z., za którym Niemcy wystawili Europejski Nakaz Aresztowania (ENA); uważają, że należał do grupy, która wysadziła gazociąg. Polskie służby właśnie zatrzymały Ukraińca i teraz sąd ma orzec, czy Polska powinna wydać go Niemcom.
Zagadkowa historia ukraińskiego instruktora nurkowania
Także w tej sprawie więcej jest pytań niż odpowiedzi. Np. polskie służby już rok temu chciały zatrzymać Wołodymyra Z., ale go nie zastały. Był ponoć w Ukrainie. Później podobno wrócił (na granicy z mocy ENA powinien zostać zatrzymany; nie został) i nie był niepokojony aż do chwili, gdy chciał kupić w Polsce nieruchomość. Dopiero wtedy służbom MSWiA, prowadzącym rutynową kontrolę cudzoziemca, „wyskoczył w systemach” i musiały się po niego znów fatygować.
Inny wątek: żona Wołodymyra Z. powiedziała Radiu Zet, że gdy wysadzono Nord Stream, był z nią w domu. Później z mediów mieli wiedzieć o ENA, ale gdy służby przed rokiem przeszukiwały ich miejsce zamieszkania, o aresztowaniu nie było mowy. Żona może w mediach bronić męża, jak uważa za stosowne. A przed sądem może odmówić zeznań.
Decyzję, czy wydać Wołodymyra Z., podejmie Sąd Okręgowy w Warszawie. Ten nie będzie jednak oceniać, czy wysadzenie było w interesie Polski, ani nawet czy podsądny ma z tym coś wspólnego, lecz czy spełnione są formalne warunki wydania (np. czy to, za co jest ścigany, jest przestępstwem także w Polsce). Odmowa wydania jest możliwa, ale ma miejsce rzadko, bo fundamentem ENA jest zaufanie między państwami Unii.
Czy Wołodymyr Z. może korzystać ze statusu kombatanta?
Tu jednak pojawia się sposób, w jaki Wołodymyra Z. broni jego adwokat. Otóż twierdzi on, że skoro Ukraina jest w stanie wojny z Rosją, a Nord Stream należy do spółki rosyjskiej, która współfinansuje wojnę, to zgodnie z prawem międzynarodowym żaden Ukrainiec nie powinien być sądzony za to wysadzenie.
Konwencje genewskie rzeczywiście chronią kombatantów, czyli walczących w imieniu państwa-strony konfliktu. Tyle że Wołodymyr Z. z wojska, gdzie był księgowym, miał ponoć odejść dawno i jest cywilem. Jeśli wykonywał zadania zlecone przez służby specjalne lub siły zbrojne, to państwo, w imieniu którego działał, powinno było zapewnić mu ochronę, np. nową tożsamość. Chyba że to tożsamością Wołodymyra Z., instruktora nurkowego, posłużył się ktoś inny.
To jednak spekulacje. Weryfikacja faktów należy do sądu. O ile do procesu w ogóle dojdzie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















