W XII wieku pod pewnym krzakiem w Chinach turlały się w zabawie dwa puchate kociątka, a z bezpiecznego dystansu ich harcom przyglądała się spokojnie mama. Scena ta przypomina moje codzienne życie domowe z kotami, mogę więc potwierdzić, że jest wiarygodna. Namalował ją chiński artysta Mao Yi, któremu wychodziły również całkiem urocze pieski (na pewno podobniejsze do psów niż te znane ze sztuki europejskiej, ale ta miała wszak własne konwencje).
Trzysta lat później, gdy w Europie stosowano już perspektywę (ale malowane psy nadal umiarkowanie przypominały te prawdziwe), w Korei dynastii Joseon, Yi Am malował słodkie niczym z internetu szczeniaczki, które zyskały taką popularność, że pokochano je i przez dekady naśladowano w nieprzyjaznej królestwu Japonii. Taką kopią jest prawdopodobnie wizerunek śmiesznego pieska niosącego w pyszczku pióro, który można zobaczyć w muzeum w Filadelfii. Wygląda jak ilustracja, która mogłaby powstać dziś. Lecz nie tylko dziś kochano te urocze stworzenia – w sposób taki, jaki wydaje się właściwy naszym czasom, czyli skupiając się na tym, że są miłe i zabawne, a nie tylko uznając je np. za alegorię wierności. No ale według współczesnych wyobrażeń w dawnych wiekach nie było miejsca na słodkości: była tylko albo rozpusta, albo pokuta.
Jakiś czas temu po internecie krążyły wycinki z rozmowy z jednym ze współczesnych polskich publicystów-prowokatorów czy etatowych kontrariuszy. Nie mam ochoty pokazywać nikogo palcem; kto chce, niech znajdzie sam. Ważne jest przekonanie naszego bohatera, że gdyby żył był w średniowieczu, to jego życie byłoby wspaniale proste, bo otrzymałby gotowy scenariusz: siać, żąć, mieczem machać, nie zaniedbywać modlitwy i cześć – żadna zbędna myśl nie mąciłaby głowy. Obawiam się, że niestety za taką wizją stoi ciche pragnienie, by świat przypominał grę RPG, w której zostaje się łotrzykiem, wojownikiem albo mnichem i zbiera kolejne punkty many (a przede wszystkim, by mistrz gry powiedział, co robić). I równie, niestety, całkiem powszechne jest przekonanie, że w jakichś „dawnych czasach” – może w średniowieczu, a może przed II wojną, w każdym razie „kiedyś”, świat mógł taką grę przypominać – każdy rzekomo robił tylko to, co do niego należało, i nadmiernie się nie zastanawiał.
A jednak mamy sporo dowodów, że – zapewne ku zgrozie ludzi marzących o zawężeniu swego horyzontu tylko do tego, co należy – dawni ludzie również rozpływali się nad śmiesznymi pieskami. Owszem, nierozsądnie byłoby zakładać, że „Jankes na dworze króla Artura” zbijałby ze wszystkimi piątki. Możliwe wręcz, że jakiś krewki kompan naszego tęskniącego za prostymi czasami bohatera w chwili zwyczajnego nieporozumienia, takiego, jakie dzisiaj kończy się łagodnym bluzgiem, rozkwasiłby naszemu bohaterowi nos – bo, jak przypominał Norbert Elias w swoim wspaniałym studium o przemianach obyczajów w średniowiecznej Europie (oraz znakomita komedia „Goście goście”), była to epoka cechująca się większą niż dziś porywczością w przeżywaniu namiętności i jeśli poszczono, to o chlebie i wodzie, a jeśli się kłócono, to na noże.
Ale nie możemy powiedzieć, że nie było podobieństw. Anna Brzezińska, mediewistka oraz autorka powieści historycznych i fantastycznych, specjalizuje się w przypominaniu takich dokumentów, które kalibrują nieco wyobraźnię, rozpędzoną albo w marzeniach o tym, że kiedyś istniał doskonale prosty świat, albo wprost przeciwnie – że XXI wiek poprzedzała tylko „śmierć i halucynacje z niedożywienia”. W dokumentach tych przejawiają się migawki „współczesnego” modelu życia, w którym – między rozpustą i pokutą oczywiście – rodzice bawią się wesoło z dziećmi, ojcowie wypełniają obowiązki przy kąpieli niemowlaków, a pieski są kochane. Nie jest to wynalazek „sentymentalnej” rzekomo współczesności, w której jak na złość nikt nie chce chodzić spać w szyszaku.
Najlepszej kalibracji co do „wczoraj” i „dziś” dostarcza jednak uprzytomnienie sobie, jak powszechną i nieśmiertelną jest ludzka skłonność do graffiti i świńskich żartów. Zawsze odwiedzając jakieś zabytkowe miejsce wypatruję podpisów, które ktoś pracowicie wydłubał w kamieniu, zwłaszcza ładnym charakterem pisma. A że sprawy te lubią chodzić w parze – niedawno przypomniałam sobie, że najstarszy odnaleziony sztubacki rysunek, dokładnie taki, jaki widnieje na marginesach zeszytów, ławkach szkolnych i przystankach autobusowych (państwo dobrze wiecie jaki), datowany jest na V lub VI wiek p.n.e.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















