Zauważalna część internetu (a zatem po prostu społeczeństwa) ma od niedawna nowego idola. Posty chwalące jego dokonania osiągają rekordowe liczby polubień i udostępnień, teoretycy „walki z systemem” tworzą kolejne przychylne mu interpretacje, a gadżety z jego wizerunkiem sprzedają się znakomicie. Nie dzieje się to wyłącznie w Ameryce, zresztą w epoce wirtualnej globalizacji nic nigdy nie dzieje się w jednym miejscu, wszystko wydarza się wszędzie i równocześnie. Także w Polsce wyroili się już rozmaici apostołowie owego bohatera, który wsławił się tym, że – jak czytam na pewnym skrajnie lewicowym profilu – „odklikał” (cytat dosłowny) Briana Thompsona, dyrektora generalnego firmy UnitedHealthCare. Chodzi oczywiście o Luigiego Mangione, starannie wykształconego, pochodzącego z rodziny potentatów w branży handlu nieruchomościami 26-latka, który 4 grudnia na Manhattanie zamordował Thompsona z zimną krwią, strzelając mu kilkukrotnie w plecy.
Co w tym czynie jest bohaterskiego, co jest bohaterskiego w samym Mangione? Otóż – przekonują jego polscy fani – jest to bojownik z niesprawiedliwym systemem. Mściciel, który wziął odwet na bezwzględnych krwiopijcach, od lat żerujących na trudach i znojach zwykłych obywateli. Może nawet prorok nadchodzącej rewolucji, która zaprowadzi wreszcie wolność, równość i braterstwo. Czemu na pierwszy ogień wziął Thompsona? A czym się szef wielkiej korporacji różni od dyktatorów, których polityczne zabójstwa jakoś nas nie oburzają? Dlaczego więc mielibyśmy przykładać inną miarę do „zbrodniarzy kapitalistycznych” (znowu dosłowny cytat)? Beneficjentów barbarzyńskiego systemu, którego ofiarą – takie są domniemania – padł być może sam Mangione, cierpiący na poważne kłopoty z kręgosłupem. Czy odmówiono mu finansowania z ubezpieczenia? Czy przekonał się na własnych bólach i niedolach, jak bezwzględnymi zasadami rządzi się rynek usług zdrowotnych w USA?
Co ciekawe, dwa posty wyżej na tym samym profilu można znaleźć ubolewania nad przemocą, jaką państwo polskie stosuje wobec aktywistów Ostatniego Pokolenia (przypomnijmy: chodzi o zapowiedź nieinwazyjnego przenoszenia ich na chodniki, jeśli postanowią blokować ulice bez uzyskania zgody na organizację protestu). Gdzieś indziej ci sami ludzie, którzy rozważają zalety Mangione i skwapliwie lajkują biorące go w obronę wywody, głośno potępiają pomysł wyemitowania w Kanale Zero wywiadu z Januszem Walusiem – zabójcą afrykańskiego lewicowego polityka Chrisa Haniego. Ci z kolei, którzy Walusia uważają za śmiałka, dzielnie walczącego z komunizmem w RPA, lamentują nad upadkiem moralności tych gloryfikujących zabójcę Thompsona…
Cóż, wbrew pozorom nie ma w tym nic osobliwego. Zarówno skrajna prawica, jak i skrajna lewica usprawiedliwiają przemoc jako środek, odpowiednio, przywracający harmonię przedustawną (skrajna prawica), albo przyspieszający nastanie harmonii przyszłej (skrajna lewica). Przy czym pojęcie „skrajna” rozumiem tutaj – najogólniej rzecz biorąc – jako „uznająca prymat idei nad faktami”. Czyli – co z tego prymatu wprost wynika – nielicząca się z potrzebami, wrażliwością, a nawet istnieniem tych, którzy mają odmienne wartości, przekonania i potrzeby. Słowem, nielicząca się z rzeczywistością. Za bardzo zapatrzona w teoremat, któremu realia, jak na złość, nieustannie stawiają opór. Żeby ten opór wyjaśnić, a jednocześnie zachować teoremat w mocy, potrzebny staje się ktoś, kogo da się za to obciążyć winą. Choć pod wieloma względami bardzo różne, zwłaszcza na poziomie deklaracji i retoryki, obie te postawy spotykają się więc tam, gdzie wyłania się figura uosobionej przeszkody. „Zbrodniarz kapitalistyczny”, „kułak”, „Żyd”, „lewak” itd. Element w ideologicznej układance, który należy przestawić, wyeliminować, „odklikać”, żeby cała reszta płynnie wskoczyła na właściwe miejsce. Nie-człowiek, pojęciowa abstrakcja.
W takim zideologizowanym krajobrazie zacierają się wszelkie różnice, w tym różnica pomiędzy krwawym dyktatorem a prezesem firmy działającej zgodnie z prawem i logiką rynku. Brutalną i niesprawiedliwą, to prawda, niemniej ustanowioną przez ustrój, który zmianę logiki dopuszcza wyłącznie w ramach gry polityczno-wyborczej, nie zaś przy pomocy karabinu. Dokładnie z tego samego powodu w takim zideologizowanym krajobrazie dochodzi do absurdalnych zniekształceń i inwersji. Młodociany psychopata zabijający niewinnego człowieka na chodniku to bohater, ale policja przenosząca na chodnik ludzi bezprawnie blokujących ruch drogowy to przykład straszliwej przemocy i opresji. Wróg polityczny zabijający jednego z naszych to degenerat i morderca, ale nasz pobratymiec robiący to samo to heros, którego wynosimy na sztandary (czy raczej T-shirty, kubki i breloczki).
Na koniec zasadna wątpliwość: czy nie za wielką wagę przykładam tutaj do ideologii? Ostatecznie ludzie od dawna, zwłaszcza w epoce mass mediów, fascynują się zbrodniarzami bez żadnych teoretycznych kontekstów. Nic więc w przypadku Mangione nowego nie ma, może poza skalą, ale to z kolei efekt internetu i społecznościówek. Odpowiem, że przemoc rozprzestrzenia się najszybciej tam, gdzie pojawia się opowieść pozwalająca ideologicznie ją uzasadnić. Wpisać w etos, kodeks, szlachetny cel, projekt budowy lepszego jutra. Dlatego właśnie wobec wszelkich opowieści, w których jakaś grupa lub jednostka uporczywie blokuje nadejście nowego wspaniałego świata, należy zachowywać daleko idącą nieufność.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















