Reklama

Coraz bardziej szaro

Coraz bardziej szaro

06.03.2006
Czyta się kilka minut
Z szarą strefą jest jak z wódką. Całej nikt nie wchłonął. Starać się jednak - koniecznie trzeba.
N

Nielegalna działalność gospodarcza występuje w dwóch postaciach. Tej, która wiąże się z przestępstwami ściganymi w oparciu o kodeks karny (produkcja i dystrybucja narkotyków czy nielegalnej pornografii, przymuszanie do prostytucji itd.), i tej, która narusza inne przepisy prawa (podatkowego, autorskiego). Tę drugą zwykliśmy nazywać "szarą strefą" lub "gospodarką nierejestrowaną". Do jej występowania mamy stosunek ambiwalentny. Z jednej strony politycy, zwłaszcza zajmujący się gospodarką, martwią się ubytkiem dochodów podatkowych czy wypieraniem z rynku firm zarejestrowanych przez producentów nielegalnych (a przy tym, jak pokażemy to dalej, sami rozwój szarej strefy stymulują). Nieco inaczej jednak do tej kwestii podchodzą "szarzy obywatele", świadomie wykorzystujący "szary rynek" jako źródło zaopatrzenia w tanie produkty. W rosnącej liczbie państw takie postępowanie nie spotyka się ze szczególnym potępieniem moralnym, a co więcej, tam, gdzie potępienie takie ma jeszcze miejsce, jest przejawem raczej obłudy niż puryzmu moralnego. (Przypomnieć tu można sprawę polskiego futbolisty, grającego wówczas w lidze niemieckiej, Tomasza Hajty, który przyłapany został na kupnie nieopodatkowanych papierosów i stał się negatywnym bohaterem bulwarowej prasy). Także - nie bez związku z tym "permisywizmem moralnym" - stosowne służby administracyjno-policyjne wykazują coraz mniejszy zapał w zwalczaniu nierejestrowanej działalności gospodarczej, a ich aktywność ma w rosnącym stopniu charakter typowej "pokazuchy", ograniczając się do widowiskowych akcji, organizowanych najczęściej w okresach kampanii przedwyborczych.

I dlatego szara strefa rozwija się dynamicznie wszędzie na świecie i dostarcza coraz większą część produkcji. Szacować można, że w skali globalnej jest to jedna czwarta (w przybliżeniu - 10-15 bilionów dolarów), w krajach wysokorozwiniętych blisko jedna piąta, w krajach postsocjalistycznych jedna trzecia, a w Trzecim Świecie nawet jedna druga PKB. Badania potwierdzają także, przynajmniej dla krajów rozwiniętych (gdzie oszacowania są najdokładniejsze), wyższą dynamikę szarej strefy niż gospodarki legalnej. Według wyliczeń Friedricha Schneidera i Roberta Klinglmaira, w ostatniej dekadzie XX wieku w 18 wysoko rozwiniętych państwach, członkach OECD, wielkość produkcji nierejestrowanej zwiększyła się - średnio z 13 do 17 proc. PKB.

W interesie

W Polsce, w zależności od tego, kto liczy, wielkość szarej strefy określana jest jako jedna siódma do jednej czwartej produkcji. GUS w swoich ostatnich badaniach uznał bowiem, że jest to 14,4 proc. PKB, a najwybitniejszy światowy specjalista od shadow economy, Austriak Friedrich Schneider, ocenia ją na 27,6 proc. To, że rozrzut oszacowań szarej strefy jest tak duży, dotyczy także innych krajów. Podobnie jak to, że oceny urzędowych instytucji statystycznych są z reguły niższe niż instytutów naukowych i niezależnych badaczy.

Przyczyny są powszechnie znane. Zalicza się do nich: wysokie podatki i parapodatki (głównie składki na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne), rosnącą korupcjogenność, zmiany moralności publicznej oraz erozję państwa prawa. Skoro takie są czynniki "rozwoju", to prosta logika podpowiada, że dla zwalczania szarej strefy należałoby: obniżać podatki, deregulować gospodarkę (więcej rynku, mniej decyzji administracyjnych), upraszczać i doskonalić prawo, wymuszając jego bezwzględne przestrzeganie oraz edukować moralnie obywateli, zarówno szaraczkowych jak i - zwłaszcza - "vipowych".

Jak wykonać dwa ostatnie zadania - nie wiem. Co więcej, mam poważne obawy, czy są one wykonywalne (jak na przykład edukować polityków PiS, skoro w każdym swoim wystąpieniu pokazują, że są doskonali?). Dwa pierwsze zadania zresztą tylko pozornie wydają się łatwiejsze. Wzrost obciążeń podatkowych następuje bowiem na wyraźne życzenie wyborców, którzy domagają się wyższych świadczeń społecznych (obiecując im to, politycy raczej nie wspominają, że możliwe jest to tylko poprzez powiększenie ciężarów fiskalnych). Podobnie rzecz ma się z komplikowaniem systemu prawnego i zwiększaniem ingerencji administracyjnych w gospodarkę. Są one przecież podejmowane "w interesie społecznym", przy - co najmniej milczącej - aprobacie wyborców (co prawda, podejmując "działania w interesie społecznym", politycy nie nagłaśniają znanej prawidłowości, że im bardziej skomplikowany system prawno-administracyjny, tym większa korupcja).

Wahadełko

Co gorsza, empiria dowodzi, że obniżanie podatków, nawet w powiązaniu z abolicją podatkową, przestało być skutecznym lekarstwem na zmniejszanie szarej strefy. Wprawdzie pierwszą reakcją na złagodzenie obciążeń podatkowych jest wzrost liczby zarejestrowanych firm, wzrost produkcji i dochodów podatkowych. Po dość krótkim czasie (rok, dwa) efekt ten jednak zanika i szara strefa wraca do poprzednich rozmiarów. Najprawdopobodniej jest tak, że po obniżeniu podatków część "nielegałów" myśli sobie: "skoro to już tylko 20, a nie 30 proc., to nie opłaca mi się oszukiwać i narażać na groźbę kary". Po pewnym czasie, kiedy do owych - powiedzmy - 20 proc. wszyscy się przyzwyczajają, pojawia się myślenie: "przecież 20 proc. moich dochodów to jest strasznie dużo i opłaca mi się zaryzykować groźbę kary, sprzedając swój towar w sposób nierejestrowany". Na to, że taki mechanizm funkcjonuje, wskazuje także inny brutalny fakt - szara strefa powiększa się, choć zapewne wolniej, także tam, gdzie podatki są stałe.

To, że można wykazywać duży sceptycyzm co do odniesienia pełnego sukcesu w walce z "ukrytą gospodarką", nie oznacza, że takiej walki prowadzić nie należy. Przy czym jej powodzenie możliwe jest tylko wtedy, kiedy działa się we wszystkich kierunkach: prawnym - upraszczając prawo i nie dopuszczając do demoralizacji prawnej obywateli poprzez kolejne: "falandyzacje", "kaliszyzacje" i "kaczyzacje" prawa ("państwo prawa" polega przecież przede wszystkim na tym, że prawa przestrzega władza państwowa!); administracyjnym - poprzez deregulację gospodarki; podatkowym - poprzez upraszczanie systemu podatkowego i zmniejszanie podatków; a także - choć tu mój umiarkowany optymizm sięga stanów zerowych - poprzez edukację obywatelską i moralną.

Takie kompleksowe działania pewien efekt mogą przynieść. Tylko wtedy jednak, kiedy - powtórzę - stosować się będziemy do rady ze starego sowieckiego dowcipu, podkreślającej, że "starać się - koniecznie - trzeba".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]