Zmarł Andrzej. Poważnie chorował, ale była nadzieja, były polepszenia. A teraz taka wiadomość. Człowiek niezwykły, zasłużony. Wybitny profesor, przez dwie kadencje rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, uczeń Wojtyły. O tym wszyscy, dalsi i bliscy, będą teraz mówić. Tak to bywa z wybitnymi zmarłymi.
Dla mnie Andrzej był kimś bardzo bliskim. Nie dlatego, że znałem go od dziecka. Uczyłem religii (w salce przy tzw. kościele młodzieżowym w Grudziądzu) jego starszą siostrę Jolę. Byłem pierwszy rok księdzem, pochłoniętym obowiązkami, ale Szostków poznałem wyjątkowo dobrze. Nie byli anonimowymi osobami w tłumie. Wiele by pisać.
Niektórzy z nas, księży, chodzili do ich domu. Ja także. Wiedziałem, że Andrzej jest pilnym uczniem z dobrymi stopniami, ministrantem. Ale nie pamiętam rozmów z nim ani niczego, co teraz by można opowiedzieć. Do czasu, kiedy się dowiedziałem, że wstąpił do naszego nowicjatu.
Kiedy teraz usiłuję odtworzyć drogi naszej znajomości i przyjaźni, z trudem wyodrębniam konkretne wydarzenia. Ale pamiętam spotkania. Nie było ich wiele, co jednak nie miało znaczenia dla naszej – wolno mi chyba tak powiedzieć – przyjaźni. Każde było czymś oczywistym i normalnym. Nie opowiadaliśmy sobie, co który z nas robił, co czytał, co pisze. Mówiliśmy o życiu.
Ile ważnych tekstów napisał i ile wygłosił, trudno dziś powiedzieć. A przecież głosił nie tylko wykłady ze swoich specjalności. Był księdzem, a więc prowadził też rekolekcje wielkopostne, mówił kazania, spowiadał. Był człowiekiem pracowitym, a jednocześnie nie miałem nigdy wrażenia, że nie ma czasu na rozmowę, niekoniecznie otchłannie mądrą. Oraz na grę w szachy. To była z pewnością jedna z jego największych wielkich pasji.
Odszedł od nas człowiek mądry. Wcale nie mamy ich w nadmiarze. Nigdy nie widziałem, by swoją mądrością budował dystans do siebie, by dawał nam, mniej mądrym, do zrozumienia, że jest kimś lepszym. Z pewnością nigdy tak o sobie nie myślał. To cecha ludzi naprawdę wielkich. Podejrzewam, że niektórzy z nas przez jego prostotę nie byli w stanie dostrzec jego wielkości jako człowieka.
Taka ona jest, ta prawdziwa wielkość. Człowiek na co dzień wydaje się nam całkiem zwyczajnym, choć wcale zwyczajnym nie jest.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.









