Mój przyjaciel Andrzej. Jaka była prawdziwa wielkość księdza Szostka

Odszedł człowiek mądry. Nigdy nie widziałem, by swoją mądrością budował dystans do siebie, by dawał nam, mniej mądrym, do zrozumienia, że jest kimś lepszym.
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara

Zmarł Andrzej. Poważnie chorował, ale była nadzieja, były polepszenia. A teraz taka wiadomość. Człowiek niezwykły, zasłużony. Wybitny profesor, przez dwie kadencje rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, uczeń Wojtyły. O tym wszyscy, dalsi i bliscy, będą teraz mówić. Tak to bywa z wybitnymi zmarłymi. 

Dla mnie Andrzej był kimś bardzo bliskim. Nie dlatego, że znałem go od dziecka. Uczyłem religii (w salce przy tzw. kościele młodzieżowym w Grudziądzu) jego starszą siostrę Jolę. Byłem pierwszy rok księdzem, pochłoniętym obowiązkami, ale Szostków poznałem wyjątkowo dobrze. Nie byli anonimowymi osobami w tłumie. Wiele by pisać. 

Niektórzy z nas, księży, chodzili do ich domu. Ja także. Wiedziałem, że Andrzej jest pilnym uczniem z dobrymi stopniami, ministrantem. Ale nie pamiętam rozmów z nim ani niczego, co teraz by można opowiedzieć. Do czasu, kiedy się dowiedziałem, że wstąpił do naszego nowicjatu.

Kiedy teraz usiłuję odtworzyć drogi naszej znajomości i przyjaźni, z trudem wyodrębniam konkretne wydarzenia. Ale pamiętam spotkania. Nie było ich wiele, co jednak nie miało znaczenia dla naszej – wolno mi chyba tak powiedzieć – przyjaźni. Każde było czymś oczywistym i normalnym. Nie opowiadaliśmy sobie, co który z nas robił, co czytał, co pisze. Mówiliśmy o życiu.

Ile ważnych tekstów napisał i ile wygłosił, trudno dziś powiedzieć. A przecież głosił nie tylko wykłady ze swoich specjalności. Był księdzem, a więc prowadził też rekolekcje wielkopostne, mówił kazania, spowiadał. Był człowiekiem pracowitym, a jednocześnie nie miałem nigdy wrażenia, że nie ma czasu na rozmowę, niekoniecznie otchłannie mądrą. Oraz na grę w szachy. To była z pewnością jedna z jego największych wielkich pasji. 

Odszedł od nas człowiek mądry. Wcale nie mamy ich w nadmiarze. Nigdy nie widziałem, by swoją mądrością budował dystans do siebie, by dawał nam, mniej mądrym, do zrozumienia, że jest kimś lepszym. Z pewnością nigdy tak o sobie nie myślał. To cecha ludzi naprawdę wielkich. Podejrzewam, że niektórzy z nas przez jego prostotę nie byli w stanie dostrzec jego wielkości jako człowieka. 

Taka ona jest, ta prawdziwa wielkość. Człowiek na co dzień wydaje się nam całkiem zwyczajnym, choć wcale zwyczajnym nie jest.      

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Mój przyjaciel Andrzej