Ciągle w kinie

Od kilku dni czytamy sobie o filmie poświęconym Edwardowi Gierkowi. Powiada się tu i ówdzie, że jest to film bardzo niedobry, że aktorstwo, scenariusz i dialogi są na cztery nogi.

31.01.2022

Czyta się kilka minut

FOT. GRAŻYNA MAKARA /
FOT. GRAŻYNA MAKARA /

Wszystko to, jak wiadomo, się zdarza – zarówno w kinie fabularnym, jak i w rzeczywistości, też oczywiście często-gęsto fabularyzowanej, dajmy na to, przez Jarosława Kaczyńskiego i jego kolegów.

Oto narzekania na złe filmy uważamy za aktywność z gruntu jałową. Słowem, nie robią na nas wrażenia zjadliwości, że ktoś źle udaje w filmie Jaruzela, dajmy na to, że scenariusz to groch z kapustą, że twórcy nie przeczytali choćby najcieńszego bryku na temat peerelowizny lat 70. XX w., i że ogólnie popłynęli. Wisłą do Morza Czarnego, co, jak wiemy (nie wszyscy) jest niewykonalne, dopóki Jarosław Kaczyński nie każe (a każe) Błaszczakowi z Czarnkiem przekopać się z Sandomierza do Odessy. Są to wszystko zarzuty śmieszne, dlatego że dziś nie można do nikogo mieć pretensji, że jest nieutalentowany, leniwy bądź ma zbyt wielkie, a nieuzasadnione mniemanie o sobie i historii ojczystego kraju. Tak to sobie można było krzywdzić bliźniego ćwierć wieku temu, teraz zaś krzywdzenie polega na robieniu mu kuku w inny sposób. O tym będzie za moment, chcemy bowiem jeszcze dodać ze trzy grosze na temat filmu o Gierku.


CZYTAJ TAKŻE

 

EDWARD ROZRZUTNY: W filmie o I sekretarzu PZPR nie znajdziemy ani prawdy czasu, ani prawdy ekranu. Ważne jest tylko to, że tytułowego bohatera można użyć we współczesnych wojnach kulturowych >>>


Wywołał on myśl krągłą jak złoty rubel, że jeśli idzie o kino poświęcone postaciom historycznym, to powstają tu filmy będące raczej najsłodszymi adoracjami, w ogóle zaś nie kręci się filmów traktujących głównych bohaterów naszej historii w sposób nieżyczliwy i brutalny. To jest kolejna zagadka tutejszych rozumów. Chętnie byśmy sobie obejrzeli taki film – dla przykładu – o Stefanie Batorym, człowieku ponoć dość przykrym w obejściu, co niejako widać po buzi. I to w zasadzie byłoby na tyle, jeśli idzie o nasze zdanie na temat kinematografii polskiej obecnej doby.

Przejdziemy teraz do obiecanej, szerokiej oczywiście bardzo, tematyki krzywdzenia człowieka przez człowieka. Oto trwają prace nad bardzo wyśmiewaną ustawą, zwaną już powszechnie „lex Kaczyński”. Jej istotą są różniaste rozwiązania prawne i bezprawne na czas szalejącej epidemii. Jest owa ustawa, jak zresztą całe ostatnio uchwalane prawo w Polsce, ilustracją działań bardzo amatorskich, bardzo doraźnych, oczywiście nieudolnych, ale też ziejących groźbami. Grożenie ludziom, to ważne do zapamiętania, jest esencją mentalności dzisiejszych władz na każdym szczeblu drabiny rządzenia. A więc groźby i kary – to elementy, bez których nie da się dziś planować żadnych ustaw.

W tej najnowszej, jak czytamy, znalazł się zapis mówiący, że każdy pracownik będzie mógł donieść na kolegę, jeżeli uzna, że został przezeń zarażony COVID-19. W projekcie jest nawet wysokość grożącej za ten haniebny czyn grzywny. To piętnaście tysięcy złotych. Mamy tu dwie kwestie – oto Jarosław Kaczyński jest, co wiemy, geniuszem i ma zdolności nadprzyrodzone. Widzi wirusy. Gospodarz widzi, jak wirus wylatuje z nosa jednego z jego kolegów i wlatuje do buzi drugiego. ­Gospodarz to sobie rzecz jasna notuje, bo on notuje wszystko. No więc w oparciu o ten boski dar powstała owa ustawa. ­Geniusz z Żoliborza przecenia jednak szarego człowieka. Ludzie nie widzą wirusów, nie mogą na sto procent wiedzieć, od kogo się zarazili, więc nie mogą tego udowodnić, ale bardzo lubią pokombinować, jak by tu wyszarpnąć forsę od nielubianego kolesia z pracy. Jak zrobić mu solidne kuku, tzn. przy okazji doprowadzić do jego izolacji, a może i jakoś – to jest do opracowania – porządnie go ku przestrodze oznakować. Jakimś z daleka widocznym piktogramem na przykład.

Kwestią ostatnią jest wynikające z tego, co powyżej, nasze przekonanie, że w najbliższym otoczeniu umiłowanego przywódcy nie ma już nikogo z jakim takim wykształceniem. Są już sami czarownicy i znachorzy. Nie ma edukatorów i popularyzatorów przyrody, nie ma kogoś, kto powie: „Gospodarzu, infekcje kropelkowe przenoszą się nieco inaczej niż, weźmy, proste choroby weneryczne. Te zakażenia odbywają się inaczej”.©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Felietonista „Tygodnika Powszechnego”, pracuje w Instytucie Literackim w Paryżu.

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2022