Reklama

Chrześcijańska rewolucja

Chrześcijańska rewolucja

03.10.2016
Czyta się kilka minut
Czy wszyscy poddani Mieszka I ochrzcili się wraz ze swym księciem? Na czym polegały trudności z zakorzenieniem się chrześcijaństwa na ziemiach polskich?
Mieszko kruszy bałwany pogańskie, Jan Kazimierz Wilczyński, Albumy Wileńskie (1835 r.). il. Domena publiczna
O

Obchodzone w tym roku w Polsce 1050-lecie przyjęcia chrztu przez Mieszka I budzi naturalne zaciekawienie i pytania dotyczące tego wydarzenia. Wśród wielu kwestii dotyczących okoliczności wiążących się z początkami chrystianizacji naszego kraju istotna jest zwłaszcza ta podnosząca sprawę trudności recepcji nowej wiary, jej akceptacji przez szersze kręgi ówczesnej społeczności oraz oporu wyznawców starych wierzeń.

Wiemy przecież, że niewiele więcej niż pół wieku po chrzcie Mieszka I wybuchło w Polsce wielkie powstanie pogańskie, które wstrząsnęło podstawami państwa. Wiemy również, że pewne przeżytki religijności pogańskiej przetrwały na ziemiach polskich bardzo długo i nawet dziś jeszcze da się je zauważyć – obecne w formie przesądów, obrzędów folklorystycznych, legend czy popularnych wierzeń łączących się z kultem świętych.

Zaczniemy więc od naszkicowania stron swoistej konfrontacji religijnej, do jakiej doszło w Polsce w drugiej połowie X w., a więc zasadniczych cech religijności pogańskiej, różniących ją od nowej wiary. Następnie pokażemy fakty znane ze źródeł historycznych, obrazujące rozprzestrzenianie się chrześcijaństwa w naszym kraju. W końcu zaś nieodzowne będzie zaprezentowanie przeżytków religijności pogańskiej – i refleksja nad fenomenem ich przetrwania.

Stare i nowe

W każdej formacji pogańskiej całość życia społecznego i osobistego miała charakter sakralny. Święte moce przenikały każdy segment rzeczywistości: święte były rośliny, zwierzęta i źródła, przestrzeń domostwa i miejscowości, a także w ogóle bytów ożywionych i materialnych. Moce nadprzyrodzone przenikały też czas i przestrzeń, obecne były w czynnościach codziennych – zwłaszcza tych, które łączyły jednostkę ze społecznością.

Tymczasem wiara wyznawców chrześcijaństwa była początkowo zupełne odmienna, nie uznawali oni bowiem zrazu obecności sacrum w doczesności, zakładając jego istnienie jedynie w Państwie Bożym, którego władcą był Jezus Chrystus. Religie pogańskie nie miały charakteru totalnego, powszechnego – obowiązywały jedynie współplemieńców związanych z jakimś bogiem czy panteonem bóstw. Nadprzyrodzone byty pogańskie były też w swoich mocach poważnie ograniczone, gdyż łączyły się z konkretnymi miejscami albo obiektami, bez rozciągania ich siły sprawczej na całe uniwersum – jak to ma miejsce w chrystianizmie. Bóstwa były ponadto wyspecjalizowane w konkretnych działaniach, a ich kult miał znaczenie utylitarne: miał on przynosić doczesny pożytek – zdrowie, powodzenie, bogactwo. Eschatologia w pogaństwie niewiele znaczyła.

Przekonanie o ograniczonej mocy bogów sprawiało, że pogan cechowała względna tolerancja, a raczej obojętność wobec nie swoich bóstw i innych religii – dlatego chrześcijanie często mogli żyć i działać w społecznościach pogańskich bez przeszkód. Zdarzało się też, że tolerowano przyjęcie nowej wiary przez część ludu, podczas gdy inna jego część trzymała się starych wierzeń.

Polanie i reszta

W przypadku Mieszka I oraz jego państwa taka okoliczność jest jednak raczej wykluczona, gdyż teksty źródłowe mocno podkreślają, że Polanie – w odróżnieniu od innych ludów słowiańskich, np. tych mieszkających za Odrą – byli chrześcijanami. Być może wiązało się to z tym, że Kościół surowo zabraniał sprzedawania chrześcijan w niewolę do krajów arabskich, a tego rodzaju proceder był w owym czasie w naszym regionie Europy zjawiskiem powszechnym. Chrześcijańscy poddani Mieszka I byli zatem chronieni przed porywaniem i sprzedawaniem na wielkich targach niewolników w Magdeburgu i w Pradze.

Trzeba jednak pamiętać, że tego rodzaju ochrona nie musiała od razu obowiązywać wszystkich poddanych Mieszka, bo nawet jeśli granice państwa piastowskiego sięgały brzegów Bałtyku, Bugu i Odry, to za Polan/Polaków uważano jedynie mieszkańców Wielkopolski.

Fenomen ten przetrwał zresztą w nazwie regionu: Wielkopolska to inaczej Stara Polska, obszar plemienia zdobywców, w odróżnieniu od Nowej/Małej Polski, do której władza piastowska przeniosła się po zdewastowaniu Starej Polski w latach 30. XI w., na skutek powstania pogańskiego i najazdu czeskiego.

Kłopoty z ewangelizacją 

Z pewnością aktywność ewangelizacyjna ograniczyła się na początku do Polan/Polaków, mieszkańców Wielkopolski. Reszta kraju musiała czekać na swoją kolej. Wynikało to z niewielkiej liczby duchownych, którzy zjawili się w państwie Mieszka I w roku 966. Wiemy, że w Czechach – gdzie obecność chrześcijaństwa poświadczona jest o wiek wcześniej niż w Polsce – w X stuleciu było zaledwie kilkunastu kapłanów.

Ponadto w nieprzyjaznym, a czasami wrogim pogańskim otoczeniu kapłani przebywali pod ochroną władzy – w grodach. Stąd wiele języków słowiańskich potwierdza pierwotną tożsamość kapłana chrześcijańskiego z człowiekiem władzy: polskie „książę” pokrewne jest słowu „ksiądz”, a atrybut kapłana to przecież książka, która związana jest językowo i z księdzem, i z księciem. Podobnie jest z czeskimi słowami: kniže (książę), kněz (ksiądz) oraz kniha (książka).

Nieliczni i zamknięci w grodach kapłani mieli ograniczony wpływ na ludność. Bardzo długo byli to ludzie obcego pochodzenia, nieznający miejscowego języka. Nawet potem, gdy kapłanami zostawali już Polacy, sytuacja nie ulegała wyraźnej zmianie, bo przecież językiem liturgii pozostawała nieznana miejscowym łacina.

Parafie w Polsce zaczęły powstawać dopiero pod koniec XII oraz w XIII w., a wraz z nimi nastąpiły intensywniejsze kontakty ludzi z kapłanami. Jednak aż do XIX w. w wielu miejscach naszego kraju najbliższy kościół znajdował się w odległości nawet kilkunastu kilometrów od najdalszych wsi należących do danej parafii. Bywało, że ludzie wychodzili na nabożeństwo w sobotę wieczorem, nocowali pod kościołem i wracali do domu w niedzielę. Do dziś pozostałością tego zjawiska są obszerne dachy starych kościołów – podcienia, tzw. soboty: miejsca noclegu wiernych w sobotnie wieczory, przemieniane zwykle w stragany w niedzielne popołudnie, bo niegdyś każde większe zgromadzenie wiązało się z handlem, zwykle wymiennym.

Poważną trudnością w recepcji nowej wiary było też przyzwyczajenie ludności do „przyziemności” religijności tradycyjnej – nastawienie na korzyści doczesne i wymaganie, aby Bóg im ich dostarczał. Tę właściwość potwierdza do dziś język, bo przecież „bogaty” jest ten, kogo obdarza swoimi łaskami nadprzyrodzoność, zaś „u-bogi” („u” to stara, indoeuropejska forma braku czegoś, wyraźna do dziś np. w słowach „ujma” czy „ujmować”) to ten, komu niebiosa nie sprzyjają. I jest tak pomimo tego, że chrześcijaństwo kładło i kładzie mocny nacisk na ubóstwo.

Taktyczna konieczność

Zwierzchnicy Kościoła nalegali na kapłanów, by prowadzili jak najszerszą ewangelizację. Już papież Grzegorz Wielki (zmarły w 604 r.), świadomy siły przywiązania ludzi do doczesności religii, zalecał misjonarzom, aby nie zwracali uwagi na sprawy drugorzędne, lecz skoncentrowali się na tym, aby lud w ogóle przyjął chrześcijaństwo.

Tolerowano zatem dawne pogańskie miejsca kultowe, starając się zarazem postawić tam kościół. Dokładnie w dni dawnych świąt wprowadzano te kościelne. Niektóre prerogatywy pogańskich bożków przypisano świętym – oczywiście tak, by nie uszczuplić boskich praw Chrystusa, który otrzymał atrybuty królewskie, tak aby Jego moc była zrozumiała dla każdego. W miejscu dawnych uroczysk stawiano krzyże.

Tego rodzaju konieczność ewangelizacyjna – niejako taktyczna – sprawiła, że wiele przekonań dawnej wiary żyje do dziś w pewnych rytuałach czy przesądach. To zatem ze względu na pradawną moc dawnych bóstw opiekuńczych domostwa, których siła skoncentrowana była na granicy-progu, staramy się witać gości przed progiem – kiedyś czyniono tak, aby pokazać naszym bóstwom domowym, że nie są oni groźni. Z tego samego powodu pan młody wnosi do domu świeżo poślubioną żonę.

I do dziś najważniejszym świętem rodzinnym są dawne „gody”, utożsamiane z Bożym Narodzeniem, a w czasie karnawału straszymy duchy głośną muzyką i hukiem petard, aby bały się zabierać naszych bliskich, jak to czyniły w czasach, gdy większość ludzi umierała właśnie zimą, traktowaną jako pora śmierci – czego świadectwem są dawne baśnie. Często stare przekonania ulegały przekształceniu: dawniej wierzono, że duchy zjawiały się na granicach czasu (wieczorem lub rano, między nocą a dniem) – dziś, gdy mamy zegarki, nadprzyrodzone ma zjawiać się o północy, w porze „cywilizowanego” przełamania czasu.

Nie powinno dziwić, że chrześcijaństwo nie wyparło takich przekonań – i jeszcze mnóstwa innych, których nie sposób tu wymienić. Wiara Chrystusowa to przecież religia złożona, w części abstrakcyjna, która – choć zrodziła wiele elementów naszej cywilizacji – jest przede wszystkim nakierowana na eschatologię. A zwykli ludzie potrzebują konkretu i nadprzyrodzonego wsparcia w doczesności, oddalania lęku i niepewności w codziennych, nieraz trudnych wyborach. ©

Prof. ANDRZEJ PLESZCZYŃSKI jest kierownikiem Zakładu Historii Powszechnej Średniowiecznej na UMCS w Lublinie. Autor książek, m.in. „Przestrzeń i polityka. Studium rezydencji władcy wcześniejszego średniowiecza. Przykład czeskiego Wyszehradu”; „Przekazy niemieckie o Polsce i jej mieszkańcach w okresie panowania Piastów”.

Powyższy materiał udostępniony został na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa – Bez Utworów Zależnych – Użycie niekomercyjne (CC BY-NC-ND 3.0)

AKCJA SPOŁECZNA FUNDACJI TYGODNIKA POWSZECHNEGO „POLSKA HISTORIA 966–2016. BĘDZIE SIĘ DZIAŁO!”
– to spotkania prowadzone przez wybitnych historyków, ukazujące młodzieży licealnej w niestandardowy sposób historię lokalną i powszechną oraz jej bohaterów. Tematem głównym tej edycji jest 1050. rocznica chrztu Mieszka I.
Prezentujemy Państwu wykład dr. hab. Andrzeja Pleszczyńskiego, który odbył się 29 września z udziałem uczniów LO im. T. Kościuszki w Lubaczowie.
Kolejne wykłady odbędą się m.in. w Siemianowicach Śląskich, Wschowie, Zduńskiej Woli, Szczecinie, Trzebiatowie i Gdańsku.
Więcej informacji na powszech.net/bedziesiedzialo
Szkoły i instytucje zainteresowane udziałem w akcji prosimy o kontakt pod adresem bedziesiedzialo@tygodnik.com.pl


Powyższy materiał udostępniony został na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa - Bez Utworów Zależnych - Użycie niekomercyjne (CC BY-NC-ND 3.0)

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

To bałamutne, huczne świętowanie kolejnych rocznic rzekomego "chrztu Polski" jest dokładnie tym samym propagandowym oszustwem, jakie na masową skalę uprawiała komunistyczna władza PRL-u. Jedno wielkie pranie mózgu. Wystarczy zmienić nagłówki i hasła na transparentach - zamiast Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej wstawić ów 'chrzest', zamiast portretów Lenina, Stalina czy Gomułki - owego Bogu ducha winnego Mieszka, na okrasę Cyryla i Metodego i mnóstwo, jak najwięcej krzyżyków. Obrzydliwa hucpa.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]