Co niedzielę przed kościołem św. Józefa w Pekinie można dostać katolicką gazetkę „Tiangguang” (Światło niebios), wydawaną przez stołeczny oddział podlegającego komunistycznym władzom Patriotycznego Stowarzyszenia Chińskich Katolików. Próżno w niej jednak szukać informacji o życiu Kościoła, czy nawet ogłoszeń parafialnych.
W wydaniu z 1 października pierwsza strona, wydrukowana na czerwono, przytacza – z okazji 75. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej – najważniejsze myśli przewodniczącego Xi Jinpinga. Z poprzednich numerów dowiemy się z kolei o szczycie forum współpracy Chiny–Afryka czy rozwoju technologicznym Państwa Środka. Za to niczego o pielgrzymce Franciszka, który na początku września pielgrzymował do Indonezji, Papui-Nowej Gwinei, Timoru Wschodniego i Singapuru.
Kościół oficjalny i Kościół podziemny w Chinach
Jeszcze żaden papież nie postawił stopy w Chinach – trasa wrześniowej pielgrzymki ominęła Państwo Środka i tym razem. Jak wskazywała jednak część komentatorów, w azjatyckiej podróży „chodziło tak naprawdę o Chiny”. Zdawało się to niejako potwierdzać wypowiedź Franciszka dla dziennikarzy na pokładzie powrotnego samolotu z Singapuru do Rzymu, w której zaznaczył, że Chiny są „obietnicą oraz nadzieją” Kościoła i wyraził – nie pierwszy raz – nadzieję, że kiedyś je odwiedzi.
Relacje Chin z Watykanem pozostają niezwykle skomplikowane, od kiedy w 1951 r. Pekin pod rządami Mao Zedonga, wówczas świeżo upieczonego przywódcy nowych komunistycznych Chin, zerwał relacje ze Stolicą Apostolską. Władze wydaliły zachodnich misjonarzy i zdelegalizowały Kościół, a biskupi, księża i świeccy wierni papieżowi zeszli do podziemia. Komunistyczna Partia Chin zbudowała własne struktury katolickie, wierne nie Watykanowi (co wedle logiki władz w Pekinie godziłoby w suwerenność narodową), a sobie.
W 1957 r. powołano do życia Patriotyczne Stowarzyszenie Chińskich Katolików, które nie uznając zwierzchnictwa papieża, wyznaczało „swoich” biskupów, podlegających ścisłej kontroli politycznej. Związek formalnie nie przyjął też decyzji Watykanu podjętych po 1949 r., w tym reformy liturgicznej po Soborze Watykańskim II.
Choć Watykan nigdy formalnie nie uznał Stowarzyszenia za wspólnotę schizmatycką, to w praktyce tak ono do niedawna jeszcze funkcjonowało. Dość powiedzieć, że do wczesnych lat 90. msze w większości „oficjalnych” kościołów w Chinach odprawiane były jedynie po łacinie, w rycie trydenckim.
Próby porozumienia Watykanu z władzami Chin
Aby zapobiec jeszcze większemu rozłamowi w Kościele, Watykan od dziesięcioleci próbuje wypracować porozumienie z Pekinem. Za pontyfikatu Jana Pawła II zaczęto uznawać niektórych „oficjalnych” biskupów, co zbiegło się z końcem maoizmu w Chinach i początkiem ery reform za przywództwa Deng Xiaopinga. Antykomunistyczne sympatie polskiego papieża były jednak dla władz w Pekinie trudnym orzechem do zgryzienia.
Politykę ostrożnego otwarcia na Chiny kontynuował Benedykt XVI, który w liście z 2007 r. wyraził nadzieję na dialog z władzami, ale podkreślił zarazem, że istnienie struktur kościelnych niezależnych od Watykanu jest niezgodne z katolicką doktryną. O nawiązywaniu formalnych relacji z państwowym Kościołem nie było nawet mowy.
Papież Franciszek krytykowany za pobłażanie chińskim komunistom
Zbliżenie z Chinami znacznie przyspieszyło za Franciszka, który w swej ideowej postawie skręcił wyraźnie w lewo względem swych poprzedników: wskazywał na błędy gospodarki wolnorynkowej, wypowiadał się krytycznie o NATO itp. Pekin zdaje się to zauważać i doceniać. Chińskie media rządowe poparły chociażby słowa Franciszka z marca 2023 r. o tym, że Kijów powinien mieć „odwagę białej flagi” i zacząć negocjacje pokojowe z Rosją (na Zachodzie wypowiedź ta wywołała powszechne oburzenie).
Liberalni komentatorzy krytykują papieża za zbyt uległą postawę wobec chińskich władz. Według nich Franciszek, określając Chiny jako „kraj z tysiącletnią kulturą, który ma zdolność do dialogu i porozumiewania się większą niż wiele demokracji”, niejako legitymizuje autorytarne rządy Komunistycznej Partii Chin. Wytykają mu też, że w przeciwieństwie do swych poprzedników nie spotkał się nigdy z przywódcą Tybetańczyków Dalajlamą XIV, mimo że co najmniej dwa razy była ku temu okazja. A także to, że nigdy nie potępił Pekinu za prześladowanie muzułmańskiej mniejszości ujgurskiej w Sinciangu, prowincji w zachodnich Chinach, gdzie przez „obozy reedukacji” miało przejść ponad milion osób.
Przede wszystkim jednak do papieża przywarł zarzut o to, że nie roztacza parasola ochronnego nawet nad samymi katolikami. W liście do chińskich wiernych z 2018 r. Franciszek zastrzegł, że „w kwestiach politycznych chińscy katolicy powinni być dobrymi obywatelami, kochać swoją ojczyznę i służyć swojemu krajowi z pilnością i uczciwością, najlepiej jak potrafią”. Słowa spotkały się z oburzeniem i komentarzami, że papież zdaje się nie chcieć dostrzegać trudności, z jakimi na co dzień zmagają się lojalni wobec Watykanu katolicy w Państwie Środka.
Pekin kilkakrotnie łamał umowy z Watykanem
Ugodowa retoryka papieża względem Chin znajduje odzwierciedlenie we współpracy instytucjonalnej. W 2018 r. Watykan i Pekin podpisały tymczasową umowę, odnawianą co dwa lata (obecnie dopinane są ostatnie szczegóły przed kolejnym jej przedłużeniem), której celem jest zakończenie sporu w kwestii mianowania biskupów – to, czego wcześniej w sposób mniej formalny próbowali poprzedni papieże. Szczegóły dokumentu są poufne, wiemy jednak, że Franciszek uznał „oficjalnych” biskupów, a część „podziemnych” hierarchów została zaaprobowana przez władze w Pekinie. Nowi mają być nominowani kompromisowo: to papież ma ostateczny głos w ich zatwierdzeniu, ale wybiera z kandydatur Pekinu.
Umowa wywołała duże obawy o to, że Chiny wykorzystają ją do jeszcze większej marginalizacji Kościoła „podziemnego”. Największy krytyk Watykanu, kard. Joseph Zen (w latach 2002-2009 biskup Hongkongu, aktywny na rzecz utrzymania niepodległości miasta od ChRL) – nazwał umowę „zdradą”, która „poprowadzi stado prosto w paszczę wilka”.
Architekt porozumienia, watykański sekretarz stanu kard. Pietro Parolin (przez media wskazywany jako jeden z poważnych kandydatów na następcę Franciszka) – bronił umowy, zaznaczając, że po raz pierwszy od 1949 r. wszyscy biskupi są w pełnej komunii z papieżem. Faktycznie, w ciągu ostatnich sześciu lat w Chinach wspólnymi siłami ordynowano blisko dziesięciu nowych katolickich biskupów. Z kolei drugie tyle „nieoficjalnych”, wyświęconych w przeszłości poza zasadami narzuconymi przez chiński aparat, poprosiło i otrzymało publiczne uznanie ich roli także przez władze polityczne w Pekinie.
Jednak od 2018 r. Pekin kilkakrotnie złamał postanowienia umowy, instalując nowych biskupów bez uzgodnienia ze Stolicą Apostolską. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce w kwietniu 2023 r., kiedy komunistyczne władze mianowały Giuseppe Shen Bina na biskupa diecezji szanghajskiej, pomijając przy tym papieża. Ostatecznie po paru miesiącach Franciszek, pozbawiony pola manewru, zgodził się na nominację, uzasadniając to potrzebą działania dla „większego dobra” i naprawy kanonicznych nieprawidłowości. Przeciwnicy układania się z Pekinem odnieśli zaś gorzkie zwycięstwo.
Pięcioletni plan sinizacji chrześcijaństwa
Bezradność Kościoła wobec coraz silniejszej kontroli religii przez Pekin widać też w innym ważnym dokumencie regulującym życie Kościoła w Chinach, stworzonym przez organy KPCh: „pięcioletnim planie sinizacji chrześcijaństwa” na lata 2023-2027, będącym kontynuacją pierwszej takiej „pięciolatki” z okresu 2018-2022.
Na początku trzeba zaznaczyć, że sama koncepcja sinizacji religii, rozumianej jako akulturacja, czyli dostosowanie do miejscowych realiów, nie jest niczym nowym. Dyskusje na ten temat toczą się przynajmniej od czasów Matteo Ricciego, XVI-wiecznego jezuity z Włoch, uważanego za ojca akomodacji, polegającej właśnie na tłumaczeniu zasad chrześcijańskich z uwzględnieniem tradycyjnych wierzeń ludów.
W Chinach Ricci przybrał chińskie imię Li Ma-tou i ubierał się w jedwabne szaty godne mandarynów (cesarskich urzędników). Dzięki znajomości języka, zwyczajów oraz szerokiej wiedzy na temat buddyzmu i konfucjanizmu, Ricciemu udało się wprowadzić chrześcijaństwo na dwór cesarski w Pekinie. Jezuita uważał, że kult przodków – tak ważny w chińskiej tradycji – można przyrównać do kultu świętych. W swoim nauczaniu posługiwał się też chińską terminologią teologiczną: to dzięki niemu przetłumaczono na chiński wiele religijnych tekstów, a przede wszystkim Biblię.
Partia komunistyczna chce kontrolować życie religijne Chińczyków
Jednak teraz bardziej niż o adaptację kulturową chodzi o upolitycznienie religii i kontrolę nad wszystkimi sferami życia, która przyspieszyła po objęciu przez Xi Jinpinga przywództwa w 2013 r. Zwłaszcza że podobne „pięciolatki” stworzono dla buddyzmu czy taoizmu, religii od wieków zakorzenionych w Chinach – trudno więc tu mówić o potrzebie przeszczepiania wierzeń na nowy grunt.
W komentarzu „Sinizacja to nie akulturacja” George Weigel, słynący z konserwatywnych poglądów amerykański pisarz katolicki, stwierdził, że ma ona w rzeczywistości być „bodźcem dla hegemonistycznych dążeń chińskiego reżimu komunistycznego” i „wezwaniem do służalczego przyzwalania na reżimowy program kontroli społecznej”.
Wątpliwości rozwiał Shen Bin, wspomniany wcześniej biskup mianowany bez zgody papieża, który stwierdził, że sinizacja „ma na celu przystosowanie Kościoła do społeczeństwa socjalistycznego i jest to podstawowym warunkiem jego przetrwania w Chinach”.
Faktycznie dokument nie zawiera żadnej wzmianki o papieżu, czy nawet o umowie z 2018 r. Za to cztery razy pojawia się imię chińskiego przywódcy, a pięć razy stwierdzenie, że katolicyzm powinien nabrać „chińskiej specyfiki”. To charakterystyczny zwrot urzędniczego języka komunistycznych władz, rządzących krajem właśnie wedle zasad „socjalizmu z chińską specyfiką”.
W chińskich kościołach Xi Jinping zamiast Matki Bożej
Według nowego raportu amerykańskiej komisji ds. międzynarodowej wolności religijnej, wdrażaniu strategii towarzyszy usuwanie krzyży z kościołów i zastępowanie wizerunków Chrystusa i Matki Bożej portretami Xi. W analizie odnotowano też cenzurowanie tekstów religijnych, zmuszanie duchownych do głoszenia ideologii KPCh i wywieszania jej haseł w kościołach.
Chińscy katolicy, z którymi „Tygodnik” rozmawiał o sytuacji Kościoła w ich kraju, przyznają, że w ciągu ostatnich lat zauważyli znaki zacieśnienia kontroli nad życiem religijnym. Opowiedzieli o tym, że parafie wymuszają na nich udział w szkoleniach patriotycznych czy wypełnianie quizów wiedzy o KPCh na specjalnych aplikacjach.
Jednak – jak zauważyła część z nich – na samych mszach rzadko słychać elementy patriotyczne. Ba, nie wszyscy są świadomi lub nie chcą się do tego przyznać, że plan sinizacji w ogóle istnieje. Nie do końca też wiedzą, co by mógł on dla nich oznaczać. Na WeChacie (najpopularniejszym komunikatorze w Chinach) nadal wstawiają filmiki i zdjęcia z liturgii czy wyjazdów rekolekcyjnych, na których próżno szukać partyjnych wpływów.
Osobom oswojonym z wszechobecną propagandą, która spogląda na nich w drodze do pracy, na osiedlu mieszkaniowym czy w szkole dzieci, trudno odczuć zacieśnianie kontroli politycznej, jeśli nie dotyka ich ona w sposób namacalny i brutalny. Dlatego większość woli poruszać się między dwoma światami: intymnym światem własnych przeżyć religijnych a światem bardziej na pokaz. Tę sztukę Chińczycy opanowali do perfekcji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















