Reklama

Być jak Joseph Conrad

Być jak Joseph Conrad

11.09.2017
Czyta się kilka minut
Tak, należy czytać i bezustannie powracać do „Jądra ciemności” w Conradowskim oryginale i we wszystkich innych jego wcieleniach, albowiem wciąż budzi niepokój, a tylko z nim mamy szanse w starciu ze zgrozą.
MARTINSCHUSCHI / PIXABAY
W

W tym roku Polska oraz spora część świata obchodzi Rok Josepha Conrada, pisarza kluczowego dla kultury Zachodu – nie tylko ze względu na jego olbrzymi i niezaprzeczalny wkład w literaturę światową, ale przede wszystkim z powodu krytycznego potencjału, który do dziś zachowała jego proza.

Conrad świadomie wybrał kulturę, w której żył i tworzył (i którą swym pisarstwem współtworzył). Ten świadomy akces (poprzedzony olbrzymią pracą, zarówno językową, jak i intelektualną) wiązał się również z zajęciem określonego, osobnego miejsca w tejże kulturze – nieco z boku, ale nie na marginesie. Dało mu to szansę przyglądać się temu światu jednocześnie od środka i z dystansu. To właśnie ta unikalna perspektywa sprawia, że Conrad jest dziś wciąż kluczowym punktem odniesienia nie tylko dla pisarzy (to akurat zrozumiałe), ale również dla filozofów, historyków czy socjologów, takich jak choćby Arlie Russell Hochschild, Adam Hochschild, Alberto Manguel czy Timothy Snyder (żeby wymienić tylko kilku byłych i obecnych gości Festiwalu Conrada).

Czytanie Conrada dziś, mimo że od czasu publikacji jego książek świat zdążył radykalnie i wielokrotnie zmienić swoje oblicze, zaraża nas tym samym niepokojem, którego doświadczył kapitan Marlow płynący w górę rzeki Kongo. Nie chodzi tu jedynie o przerażenie (choć niewątpliwie było ono udziałem Conrada, który na własne oczy zobaczył upiorne i wstydliwie ukrywane oblicze swojej epoki), ale o niepokój, który pobudza nas do twórczego działania. Z każdą kolejną przepłyniętą milą Marlow zmienia się, a ściślej: zmianie ulega jego sposób patrzenia na otaczającą go rzeczywistość.

Niepokój sprawia, że świat, wydawałoby się już rozpoznany i skolonizowany, staje się coraz bardziej obcy. Ten stan pogłębia się i przenosi na patrzącego, który coraz słabiej rozpoznaje nie tylko to, co dookoła, ale także samego siebie. I to właśnie ta sytuacja – zdaje się mówić nam Conrad oraz ci, którzy szukają u niego inspiracji – jest punktem wyjścia dla dalszych działań. Jest ona na wskroś pożądana, ale i niebezpieczna. Ryzyko polega na tym, że człowiek wyrwany z bezpiecznej swojskości może równie dobrze stworzyć coś wielkiego, jak stoczyć się w otchłanie przemocy i szaleństwa, o czym przekonał się agent Kurtz.

Jeszcze więcej Conrada

Pomimo tego ryzyka (a może właśnie z jego powodu), każdy sposób przypominania postaci i dorobku Josepha Conrada jest dla nas korzystny – choćby miał to być administracyjnie i odgórnie wyznaczony Rok Conrada. Można go świętować na wiele sposobów; jedne z nich są z pewnością bardziej wartościowe od innych. Nie będę się tu jednak skupiać na akcjach symbolicznych czy wymierzonych przede wszystkim w działania promocyjne, choć i te mogą mieć swoje znaczenie. Przejdę zaś do tego, co miłośników (aktualnych i potencjalnych) prozy Conrada interesuje najbardziej, czyli najrozmaitszych wydarzeń książkowych. O tyle to trudne, że zarówno pisanie, jak i wydawanie to procesy czasochłonne i rzadko da się je dopasować do sztywnych terminów rocznicowych obchodów. Tym razem nie ma jednak na co narzekać, dziać się będzie sporo, a to głównie za sprawą „Jądra ciemności”.

Już od siedmiu lat możemy czytać tę powieść w przekładzie Magdy Heydel, za co winniśmy jej dozgonną wdzięczność. Jednak już lada moment pojawią się aż trzy kolejne wcielenia conradowskiego klasyka. „Serce ciemności” Jacka Dukaja, które jest nie tyle tłumaczeniem tekstu Conrada, ile jego spolszczeniem, czyli adaptacją, w której interpretacja autora „Lodu” widoczna jest już w samej warstwie językowej. Oprócz tego dwie powieści graficzne: „Kongo” Toma Tirabosco i Christiana Perrissina oraz „Jądro ciemności” Catherine Anyango i Davida Zane Mairowitza. Niejako na dokładkę szykuje się jeszcze wydanie w Wielkiej Brytanii tomu esejów „Conradology{”, z których jeden, autorstwa Jacka Dukaja, już mogliśmy przeczytać. Na warsztacie jest też nowy przekład „Tajnego agenta”, nad którym pracuje Maciej Świerkocki, a który w druku ma się ukazać jeszcze w tym roku.

Niemal wszyscy wymienieni autorzy oraz tłumacze pojawią się na tegorocznym Festiwalu Conrada. Nim jednak do tego dojdzie, przyjrzyjmy się bliżej pierwszym komiksowym adaptacjom Conrada w języku polskim.

Narysować znaczy doświadczyć

Komiks (czy też, jak kto woli, powieść graficzna) nie od dziś podejmuje tematy fundamentalne i trudne, do tego robi to z dużym powodzeniem. Mimo że jest to teza już od lat oczywista, o czym świadczyć może „Maus” Arta Spiegelmana czy „Przybysz” Shauna Tana, wciąż trzeba ją powtarzać, gdyż nie każdego jeszcze udało się do niej przekonać. Teraz mamy w rękach kolejny argument, gdyż do grona komiksowych arcydzieł dołączają dwa tomy obrazujące koszmar kolonialnej Afryki.

Ilustracje Tirabosco i Anyango łączy tyle, ile dzieli. Przede wszystkim oboje zdecydowali się na czerń i biel. I chyba trudno o lepszy pomysł. Podróżując w głąb kontynentu Marlow/Conrad powoli staje/ą się Kurtzem, a jego/ich stan ducha udziela się czytelnikowi. To wszystko za sprawą tej koszmarnej rzeki, sunącej po niej blaszanej łajby i tego, co dookoła: śmierci, duchoty i stęchlizny. Kolor tylko by rozpraszał, odwracał uwagę od tego, co najistotniejsze. Czarna Afryka musi zostać ukazana w czerni – nie ma innego wyjścia.

Anyango nie pozostawia żadnych złudzeń co do charakteru podróży, w jaką nas zabiera. Zapowiada to choćby sama okładka – czarna, niewyraźna twarz i ociekające krwią czerwone litery. Dosadniej się nie da. Ale ta graficzna bezpośredniość jest myląca. Realistyczna kreska Anyango często chowa się lub znika pod turnerowską mgiełką – szarą i zawiesistą. Tak jak Coppola budował nastrój wiatrakiem leniwie mielącym powietrze pod sufitem czy kropelkami potu na twarzy kapitana Benjamina Willarda, tak Anyango robi to wszechobecną szarością.

Tirabosco z kolei posługuje się mniej realistyczną kreską, która świetnie wpisuje się w konwencje fabularyzowanej biografii: momentami niepoważna, wręcz krotochwilna. I w tym lekkim, bezpretensjonalnym tonie nagle (chciałoby się powiedzieć: „wtem!”) pojawia się zgroza. Oczekiwana, nieodzowna i wielokrotnie zapowiadana, a mimo to zaskakująca. Jakby Tirabosco celowo usypiał naszą czujność, tylko po to, by zwiększyć siłę rażenia graficznego przekazu.

Wycieczka czarnym nurtem

„Jądro ciemności” jest doskonałą realizacją konwencji powieści drogi. Nie ma tu jednak miejsca na wygłupy w stylu Kerouaca. U Conrada podróż (pozostawmy na razie na boku jej wartości poznawcze) jest czystym koszmarem, i to nie tylko ze względu na doświadczenie zgrozy, które pozwala odpowiedzieć na pytanie o źródło ludzkiego zła. Oczywiście spotkanie z piekielnym cyrkiem króla Leopolda jest rzeczą pierwszorzędną i nadającą ton całej wyprawie, ale jest jeszcze kilka „atrakcji”, które w obu komiksowych adaptacjach są dość mocno wyeksponowane.

Na przykład bezcelowość i jałowość całego przedsięwzięcia. Handel kością słoniową – trudno o jaskrawszą i wyrazistszą ilustrację upadku zachodniej cywilizacji. Belgijskie Kongo stworzone zostało po to, by pozyskiwać, sprowadzać i handlować kośćmi zwierząt, które nie mają żadnej wartości użytkowej. I tak oto, nie po raz pierwszy zresztą, radośni mieszkańcy Europy wyznaczyli sobie cel polegający nie tyle na utrzymywaniu życia, ile życia pozbawianiu. Nie bez powodu Romain Gary w „Korzeniach nieba” wysłał swojego bohatera, który doświadczył II wojny światowej i grozy krematoryjnych kominów, na ratunek słoniom w Afryce. Zapewnienie bezpieczeństwa tym wielkim, wspaniałym zwierzętom było w jego oczach jakąś próbą odkupienia, uratowania twarzy ludzkości.

Tu jednak nie ma już nic do ratowania, zaszliśmy za daleko...

Nuda – to kolejna antyatrakcja tej równikowej wycieczki. Na pierwszych stronach „Konga” młody Conrad ogląda mapę Afryki, rzeka pośrodku kontynentu jawi mu się niczym „wielki fascynujący wąż”. Zderzenie z rzeczywistością, następujące kilkanaście stron dalej, jest spektakularne. Conrad odchodzi od obozowiska i idzie w stronę rzeki, żeby się odświeżyć, na brzegu wita go rozkładające się ludzkie ciało, oblezione przez robactwo i oskubywane przez ptaki.

Czy zło prowadzące do rozkładu, zniszczenia i śmierci może być fascynujące? Specjaliści od nekroturystyki pewnie by przytaknęli. Ale rozmyte w szarej mgle wykreowanej przez Anyango staje się kompletnie niechodliwym towarem.

Tu nie ma nic fascynującego. Czysta udręka.

Rasista?

Czytając dziś „Jądro ciemności” (lub obcując z jego adaptacjami), nie sposób zapomnieć o krytyce, z którą ta książka w ciągu ostatnich dekad się spotkała. Najgłośniej wybrzmiał głos Chinuy Achebego, który wprost oskarżył Conrada o rasizm. Za nim poszły inne wypowiedzi krytyczne. W komiksowych adaptacjach doskonale to widać. Afryka to nie-kontynent, a jej mieszkańcy to nie-ludzie. Bezimienni, niemi i niewidzialni, mimo że narysowani. Jak na okładce Anyango – niewyraźne i nieczytelne twarze.

W posłowiu do swojego tłumaczenia Magda Heydel przywołuje esej J. Hillisa Millera „Should We Read »Heart of Darkness«”, w którym autor twierdzi, że „Jądro ciemności” jest nie tyle wcieleniem rasizmu i seksizmu XIX-wiecznej Europy, ile ich objawieniem (revelation). W przypadku obu omawianych tu komiksów nie ma co do tego wątpliwości. Chłopięcy świat, w którym dla zabawy strzela się do ludzi i zwierząt (a który zbudowany jest na handlu kością słoniową, piętrzącą się w drewnianych szopach, składach, pilnowaną przez sieć urzędów i instytucji, nad którymi powiewa imperialna flaga), traktuje wszystkich, którzy znajdują się poza systemem, albo instrumentalnie, albo obojętnie.

To „objawienie” rasizmu i seksizmu, o którym pisze Miller, jest tu bardzo wyraźne. Przemoc jest niezbywalną częścią świta – to przekonanie, do którego dochodzimy towarzysząc bohaterom płynącym w górę rzeki. W „Kongu” słaby i bezradny Conrad kuli się pod kolejnymi razami, jakimi szczodrze raczy go rzeczywistość.

Swoją drogą ciekawe, jak na komiksową adaptację zareagowałby nieżyjący już Achebe. Być może zrewidowałby swoje sądy?

Po zgrozę

Po lekturze obu graficznych opowieści z całą mocą narzuca się odpowiedź na pytanie, które postawił Miller. Tak, należy czytać i bezustannie powracać do „Jądra ciemności” w Conradowskim oryginale i we wszystkich innych jego wcieleniach. Popkulturowe trawestacje sprawiają bowiem, że ta piekielna wyprawa powoli wchodzi nam w krew, że coraz trudniej się z niej otrząsnąć, coraz trudniej zapomnieć. Rodzi się w nas niepokój, którego już nie można zignorować. I właśnie o to chodzi.

Mnogość oraz rozmaity charakter adaptacji Conradowskiej prozy (a także biografii) pokazuje dobitnie, że nieżyjący już od prawie wieku autor z Berdyczowa nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. I nie chodzi tu o żadną ponadczasowość czy uniwersalność, lecz raczej o uchwycenie kluczowego dla nowoczesności nerwu, który wciąż daje o sobie znać.

W filmie Spike’a Jonze’a ludzie ustawiają się w kolejce, aby móc, choćby na chwilę, zobaczyć świat oczami Johna Malkovicha. To samo powinniśmy zrobić z Josephem Conradem. Nie dlatego, że jego opis świata i rządzących nim mechanizmów wciąż pasuje do naszej rzeczywistości (żadna proza nie starzeje się w tak wspaniały sposób), ale dlatego, że sama jego metoda percypowania świata wciąż kryje w sobie olbrzymi potencjał, z którego korzystać mogą współcześni twórcy.

Conrad uczy nas, że tylko wzniecając w sobie niepokój mamy szanse w starciu ze zgrozą. ©

SZYMON KLOSKA (ur. 1976) jest publicystą, blogerem i bibliofilem, pracownikiem Krakowskiego Biura Festiwalowego. Prowadził liczne programy telewizyjne i audycje o literaturze, m.in. „WOK – Wszystko o kulturze”, „Książki na lato”, „Piątka z literatury” czy „Myślnik”. Współorganizator Festiwalu Literatury dla Dzieci.

Tom Tirabosco jest urodzonym we Włoszech szwajcarskim artystą i grafikiem, współautorem powieści graficznej „Kongo” (2014) opartej na prozie Josepha Conrada.

Catherine Anyango jest szwedzką artystką kenijskiego pochodzenia. Przez 10 lat kształciła się w londyńskiej szkole Royal College of Art. W 2010 r. opublikowała autorską adaptację graficzną powieści Josepha Conrada „Jądro ciemności” (jedna z plansz po lewej), która okazała się olbrzymim sukcesem i została przetłumaczona na sześć języków. W swoich pozostałych pracach posługuje się rysunkiem, filmem, rzeźbą i narzędziami optycznymi, przy pomocy których stara się na nowo spojrzeć na znane i oswojone przestrzenie.

Maciej Świerkocki jest tłumaczem literatury anglojęzycznej, pisarzem, scenarzystą, krytykiem literackim. Doktor nauk humanistycznych, ukończył filologię angielską i filozofię na Uniwersytecie Łódzkim. W latach 1987–2011 wykładowca na Wydziale Filologicznym UŁ. Autor pięciu powieści i blisko 70 przekładów książkowych. Współpracownik m.in. „Odry” i „Literatury na Świecie”. Pomysłodawca i współredaktor (z Jerzym Jarniewiczem) serii literackiej „Twarze kontrkultury” (Wyd. Officyna). Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Polskiej Akademii Filmowej, członek honorowy Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury. Juror konkursu literackiego Dublin IMPAC International Literary Award (2014). Odznaczony m.in. Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2014) i medalem „Za zasługi dla miasta Łodzi” (2015).

Magda Heydel (ur. 1969) jest polonistką, anglistką, przekładoznawczynią, tłumaczką m.in. dzieł Josepha Conrada, T.S. Eliota, Seamusa Heaneya, Teda Hughesa, Alice Oswald, Dereka Walcotta, Virginii Woolf oraz Roalda Dahla. Pracuje na Wydziale Polonistyki UJ, gdzie kieruje studiami magisterskimi z przekładoznawstwa. Jest redaktor naczelną pisma „Przekładaniec. A Journal of Translation Studies”. Opublikowała m.in. „Obecność T.S. Eliota w literaturze polskiej” (2002) i „Gorliwość tłumacza. Przekład poetycki w twórczości Czesława Miłosza” (2013) oraz, wraz z Piotrem Bukowskim, antologie „Współczesne teorie przekładu” (2009) i „Polska myśl przekładoznawcza” (2013). Dwukrotnie (w roku 2008 i 2011) otrzymała nagrodę „Literatury na Świecie”.

Jacek Dukaj (ur. 1974) jest pisarzem, eseistą, tłumaczem, absolwentem filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zadebiutował jako 16-latek opowiadaniem „Złota Galera” opublikowanym w lutym 1990 r. w miesięczniku „Fantastyka”. Kolejne opowiadania ukazywały się drukiem w magazynie literackim „Fenix” oraz w „Nowej Fantastyce”, a w 1997 r. ukazał się debiut książkowy, powieść „Xavras Wyżryn”. Autor „Czarnych oceanów” (2001), „Extensy” (2002), „Córki łupieżcy” (2002), „Innych pieśni” (2003), „Perfekcyjnej niedoskonałości” (2004), „Lodu” (2007) oraz licznych opowiadań zgromadzonych m.in. w tomie „W kraju niewiernych”. Pomysłodawca antologii „PL+50. Historie przyszłości” (2004). Film animowany Tomasza Bagińskiego „Katedra” na podstawie opowiadania Dukaja został w 2003 r. nominowany do Oscara. Wielokrotny laureat nagród im. Janusza A. Zajdla, kilkukrotnie nominowany do Paszportu „Polityki”, otrzymał również nominację do nagrody literackiej Nike, Nagrody Mediów Publicznych Cogito i Angelusa; laureat nagrody Kościelskich oraz Europejskiej Nagrody Literackiej 2009. Jego teksty publicystyczne i recenzje publikowane były m.in. w „Nowej Fantastyce”, „Feniksie”, „Science Fiction”, „Czasie Fantastyki” i „Dekadzie Literackiej”. Publikował również w „Gazecie Wyborczej” oraz w „Tygodniku Powszechnym”. Jeszcze w tym roku ukaże się spolszczenie powieści Josepha Conrada, „Serce ciemności” jego autorstwa.

Festiwal Conrad nie jest poświęcony twórczości słynnego pisarza, ale w ramach każdej edycji oferujemy naszej publiczności co najmniej kilka wydarzeń związanych tematycznie z powieściami i opowiadaniami naszego patrona. Nie inaczej będzie w tym roku. Dziś przedstawiamy dwa z nich. Po pierwsze dyskusję z udziałem twórców dwóch powieści graficznych (adaptacji „Jądra ciemności” oraz komiksowej biografii pisarza), którzy opowiedzą o swojej pracy i jej znaczeniu dla popularyzacji prozy Conrada. Po drugie zaś panel translatologiczny, do którego zaprosiliśmy tłumaczy Magdę Heydel (przełożyła „Jądro ciemności”) i Macieja Świerkockiego (przekłada „Tajnego agenta”), a także Jacka Dukaja, który spolszczył „Heart of Darkness” nadając powieści Conrada tytuł „Serce ciemności”. Jak spolszczenie Dukaja ma się do wcześniejszych przekładów? Czy przesłanie Conradowskiej literatury wciąż jest aktualne, a jeśli tak, to w jaki sposób powinniśmy je prezentować nowym – przede wszystkim młodym – czytelniczkom i czytelnikom? Oto pytania, które postawimy naszym gościom.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]