Reklama

TP Historia - 85.Boniecki

Być blisko siebie

Być blisko siebie

20.05.2019
Czyta się kilka minut
MATERIAŁ SPONSOROWANY Krzysztof Gierat, dyrektor KFF: Kino uczy empatii, szczególnie filmy pokazywane na Krakowskim Festiwalu Filmowym. Zależy nam na historiach, których próżno szukać w prasie czy telewizji.
„Miasto psów”, reż. Jesse Alk JESSE ALK / MATERIAŁY PRASOWE KFF
A

ALEKSANDRA WOJTASZEK: W poprzednich edycjach Krakowskiego Festiwalu Filmowego dominowały intymne filmy o rodzinie. Tym razem więcej jest historii o ludziach z marginesu.

KRZYSZTOF GIERAT: Najwięcej mamy dokumentów, które mówią o wykluczeniu, odrzuceniu, ale także dominacji i próbie podporządkowania sobie jednych ludzi przez drugich.

Kino uczy empatii?

Z pewnością! Filmy pokazują historie, których próżno szukać w prasie czy telewizji. Starają się także przekazać je w sposób pogłębiony, w całej ich złożoności. To właśnie cecha charakterystyczna Festiwalu. Nie pokazujemy filmów o problemach ogólnych, jak globalizacja czy ocieplenie klimatu, ale konkretne ludzkie historie.

„Wiatr” otwierający tegoroczną edycję opowiada na przykład o halnym i jego wpływie na mieszkańców Podhala.

To film o zagadkowej sile przyrody, ciekawy także z powodów formalnych – thriller dokumentalny, który pokazuje, co można zrobić z gatunkiem, gdy śmiało wkracza się w schematy typowe dla filmów fabularnych. Samo zjawisko halnego to raczej pretekst, choć czasem dosłownie pokazuje się jego niszczycielską moc. To przede wszystkim piękne, a przy tym dowcipne kino o góralszczyźnie. Towarzyszyliśmy temu projektowi od początku i nawet martwiliśmy się, czy nie wyjdzie obraz nazbyt lokalny, ale świetne przyjęcie na festiwalu Visions du Réel w Nyon dowodzi jego uniwersalności.

Górale bywają egzotyczni nie tylko dla szwajcarskiej, ale i dla polskiej publiczności.

Dlatego producenci wprowadzili polskie napisy w partiach mówionych gwarą. W rodzimym konkursie jest jeszcze jeden film, którego temat i formuła powinny zachwycić widzów za granicą. „Syndrom zimowników” opowiada o stacji polarnej na Antarktydzie, gdzie polski naukowiec przeprowadzał w latach 70. eksperymenty na odizolowanej grupie polarników. Z dzisiejszej perspektywy były one mocno nieetyczne – utrudniano na przykład naukowcom łączność z krajem. Te badania miały pomóc amerykańskim misjom marsjańskim, do których, jak wiemy, nigdy nie doszło.

Z kolei w filmie „Miasto psów” zajmujący się bezdomnymi psami bohater tłumaczy, że to nadmiar cierpienia nauczył go empatii wobec innych stworzeń.

Dopiero po zakończeniu selekcji dostrzegamy, jak niektóre filmy ze sobą korespondują. W „Mieście psów”, opowiadającym o bezpańskich psach żyjących na ulicach Delhi, wolność okazuje się przekleństwem – zwierzęta są chore i przymierają głodem. A w polskim obrazie „O psach i ludziach” przedstawiamy historię dyrektora warszawskiego zoo, który w trakcie wojny przechowywał uciekinierów z getta w klatkach dla zwierząt – w ten sposób stały się one narzędziem wolności i ocalenia. Właśnie takie relacje między filmami okazują się często najciekawsze.

Zwierzęta powracają także w „Czwartym królestwie”, gdzie ludzie żyjący na marginesie amerykańskiego społeczeństwa szukają ratunku w przyjaźni z kotami i psami.

Wszyscy ludzcy bohaterowie „Miasta psów” czują się niespełnieni, choć z odmiennych powodów, podobnie jak różne są ich pochodzenie i marzenia. Tak samo jak w przypadku mieszkańców nowojorskiego skupu odpadów w „Czwartym królestwie”. Wcześniej bezdomni tam znaleźli schronienie, które jednak czasem bywa także więzieniem, marzą więc o ucieczce. „Sure, we can” – ironia zawarta w nazwie tego miejsca jest w tym kontekście bardzo wymowna. Ciekawe, że w obydwu tych filmach eksperymentuje się z gatunkiem dokumentu. Pojawiają się występy wokalne czy teatralne, które dopełniają całość, znosząc jednocześnie sztywne granice formalne.

To mieszanie się gatunków jest typowe dla dzisiejszego kina ­dokumentalnego?

W ostatnich latach dokument bardzo zmienił się wizualnie, chętniej używa animacji, inscenizacji aktorskiej, kreuje też bohatera, nawet przy pomocy autentycznych archiwaliów. Różnice między gatunkami faktycznie się zacierają – być może kiedyś nie będzie już różnych kategorii? Zresztą coraz częściej w konkursach filmów fabularnych wygrywają dokumenty. Dla nas ważny jest przekaz filmu, jego uczciwość, ale też sposób realizacji – musi być to dzieło artystyczne, na którym autorskie piętno odciska twórca. Z tego zresztą słynie polskie kino dokumentalne.

Jak jeszcze dokument zmienił się w ciągu tych prawie dwóch dekad, od kiedy szefuje Pan Krakowskiemu Festiwalowi Filmowemu?

Dokument już nie trzyma się reguł tak ortodoksyjnie jak kiedyś, choć może wtedy po prostu tego nie dostrzegaliśmy. W międzyczasie poznaliśmy też termin Marcela Łozińskiego „zagęszczanie rzeczywistości”, a Marcin Koszałka twierdzi, że każde włączenie kamery jest ingerencją w rzeczywistość.

Pytanie o granice ingerencji w życie bohaterów towarzyszyło mi podczas oglądania dwóch filmów o bezdomnych – holenderskiej „Opery ulicznej” oraz polskiego dokumentu „Listy do Artura”.

Poprzedni film reżysera Ramóna Gielinga „Erbarme dich” także opowiadał o inscenizacji teatralnej realizowanej wśród ludzi odrzuconych, uliczników. Widać, że to temat, który go pasjonuje i nad którym potrafi pracować, dotrzeć do filmowanych ludzi, odkryć prawdę o nich.

Z kolei komentarze z offu reżyserki filmu o bezdomnym Arturze wydają się początkowo pretensjonalne, ostatecznie jednak dzięki nim widz zaczyna się zastanawiać nad relacją reżysera dokumentu i jego bohaterów.

Tak samo odbierałem ten film. Dzienniki reżyserki, które słyszymy w tle, są bardzo egzaltowane, brzmią chwilami jak memuary gimnazjalistki, ale faktycznie pozwalają dostrzec, jak osobista relacja między reżyserką a bohaterem filmu zmienia się w trakcie realizacji. Reżyser nie jest przecież automatem ani bezdusznym obiektywem kamery.

Ale zazwyczaj nie może też zmienić życia swoich bohaterów.

To nierozstrzygalne dylematy, szczególnie gdy nasz bohater wymaga wsparcia czy opieki. Helena Třeštíková, laureatka Smoka Smoków, przez wiele lat podążała za swoimi bohaterami, zwykle kilkoma równolegle. Przychodził jednak moment, kiedy musiała zadecydować o zakończeniu realizacji – zmontować historię, puścić ją w świat, a bohatera zostawić. Napisano liczne rozprawy o tym, na ile reżyser może i powinien wchodzić w relację ze swoim bohaterem. Jacek Bławut, kręcąc film o alkoholikach, miał dylemat, czy powinien dawać im te „pięć złotych na bułkę”. Najbardziej skrajnym przypadkiem jest oczywiście reportaż wojenny, gdy czasem nie wiadomo – filmować czy biec pomagać?

Jak zdobywa się zaufanie bohaterów?

Bardzo długo, bo niezbędny jest etap przygotowawczy, gdy przebywa się z bohaterami bez filmowania, nawet jeśli wiele wtedy bezpowrotnie umyka. Liczni twórcy mówią o tym, że trzeba oswoić bohatera, zaprzyjaźnić się. Ważne, aby zrozumiał on, że nie zostanie skrzywdzony. Z kolei Wojciech Kasperski, który często realizuje filmy w Rosji, twierdzi, że należy doprowadzić do stanu, w którym ludzie przestają widzieć kamery. Dlatego dokumenty często robione są bardzo skromną ekipą.

Juror tej edycji, autor filmu „O ojcach i synach”, który zwyciężył w ubiegłym roku, przez trzy lata mieszkał z rodziną dżihadystów.

Talal Derki musiał oszukać swoich bohaterów, powiedzieć im, że jest korespondentem wojennym, ideowo z nimi związanym. To oczywiście ogromny problem etyczny, ale zakładam, że zwyciężyła w nim potrzeba pokazania światu, gdzie leży źródło zła. Tymczasem w filmie widzimy normalną, kochającą się rodzinę, może nieco inną niż europejska, ale w wielu kwestiach podobną. Ojciec, choć surowy, czasem nawet okrutny, bywa przecież także dobroduszny. Dba o synów, jednocześnie szkoląc ich na wojowników świętej wojny.

Specjalne pasmo festiwalu poświęcone jest Finlandii, która przoduje w rankingach najlepszych miejsc do życia. Filmy będą szukać źródeł tego fenomenu czy raczej mrocznych tajemnic?

Pojawi się między innymi film Jörna Donnera „Fuck Off 2” – kontynuacja nakręconego przed laty dokumentu o fińskim społeczeństwie, w którym wcześniejsze tezy skonfrontowane zostaną z nowymi czasami. Fińska kinematografia dokumentalna w ogóle należy do światowej czołówki – zapewne dlatego, że opowiada nie tylko o własnym społeczeństwie, ale o problemach całego globu. Dlatego pasmo otworzy film „Bogowie z Molenbeek”, którego akcja rozgrywa się w brukselskiej dzielnicy uważanej za wylęgarnię terrorystów. Dwaj mali chłopcy rozmawiają w nim na poważne tematy: mówią o religii, życiu i śmierci. To niezwykle ważny film, bo pokazuje, jak możemy, niezwykle się różniąc, nadal być blisko siebie. ©

KRZYSZTOF GIERAT (ur. 1955) jest filmoznawcą, dyrektorem artystycznym Krakowskiego Festiwalu Filmowego, współtwórcą Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie oraz inicjatorem Festiwalu Filmu Niemego. W latach 1993-94 wiceprezydent Krakowa. Członek Polskiej Akademii Filmowej oraz Europejskiej Akademii Filmowej.

59. Krakowski Festiwal Filmowy

26 maja do 2 czerwca 2019

Centrum festiwalowe: Małopolski Ogród Sztuki Kina: Kino Pod Baranami, Kijów.Centrum, Mikro, MOS, Aula ASP, Agrafka, Paradox

Pokazy plenerowe: Kino pod Wawelem, Barbakan

„Tygodnik Powszechny” i Fundacja Tygodnika Powszechnego są partnerami festiwalu. Zapraszamy na spotkania z twórcami i bohaterami filmów:

▪ Po filmie Piotra Jaworskiego „Syndrom zimowników” – krakowskie Kino pod Baranami, 28 maja, 18.00, prowadzenie Łukasz Kwiatek

▪ Po filmie Tomasza Knittla „Złota” – krakowskie Kino pod Baranami, 30 maja, 18.45, prowadzenie Paweł Bravo

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]