Być albo nie być

W piątek, 29 stycznia, na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej" i na drugiej stronie "Rzeczpospolitej" przeczytałem komentarze redakcyjne dotyczące rezygnacji Donalda Tuska z walki o prezydenturę. Wnioski i oceny komentatorów były biegunowo odmienne. Świat nie wyszedł z normy; gdyby opinia "Rzepy" niczym się nie różniła od opinii "Wyborczej", byłby to fakt znacznie dziwniejszy i bardziej niepokojący.
Czyta się kilka minut

W dyskusji, która wybuchła po ogłoszeniu decyzji Tuska, najbardziej zastanawia mnie rozkład reakcji. Rzecz w tym, iż najbardziej cieszą się zwolennicy premiera (jeszcze wczoraj przekonujący, że byłby on najlepszym kandydatem i pewnym zwycięzcą wyborów), a najbardziej rozczarowani, a nawet: wściekli, są jego przeciwnicy. Co więcej: o ile radość zwolenników wynika z racjonalnych kalkulacji (i jest w niej element udawania), o tyle złość przeciwników robi wrażenie zupełnie szczerej. Można odnieść wrażenie, że na uczestnictwie Tuska w wyborach najbardziej zależało tym, którzy go najmocniej zwalczali.

Wściekłość sztabowców Lecha Kaczyńskiego (i szerzej: zwolenników PiS-u) można zrozumieć: decyzja premiera przekreśla ich dotychczasowe plany i osiągnięcia. Ich wysiłek skierowany był dotychczas na walkę z Tuskiem; zarys kampanii był gotowy, artykuły w zaprzyjaźnionych gazetach zamówione. I wszystko na nic; pracę trzeba rozpoczynać od nowa.

Wyborczy pojedynek Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska jeszcze wczoraj wydawał się nieunikniony. Wydawało się, że główni bohaterowie spektaklu nie mają żadnego wyboru, że muszą odegrać przypisane im role. Decyzja Tuska pokazała, że wybór jest możliwy, że polityka nie sprowadza się do postawy "nie chcę, ale muszę". Gdybym miał dzisiaj oceniać ten wybór, rzekłbym, że jest on odważny i w bliskiej perspektywie wzmacnia pozycję premiera. Konsekwencje dalsze nie wydają mi się wyraźne ani oczywiste. Ale też: człowiek stojący na dole niewiele może powiedzieć o tych, którzy stoją u szczytu schodów.

Ogłaszając swą decyzję, Donald Tusk powiedział o kilka zdań za dużo na temat różnic między skalą władzy prezydenta a premiera. Tusk nie powinien lekceważyć tego, z czego rezygnuje, w ten sposób bowiem obniża wartość swej decyzji. Zresztą, rzecz nie w tym, by umniejszać rangę urzędu prezydenta, lecz w tym, by ten urząd był jak najlepiej sprawowany.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2010