Budżet księcia Mieszka

Nie tylko polityka i religia decydowały o tym, co tysiąc lat temu kształtowało się między Bałtykiem, Odrą i Karpatami. Jak wyglądała gospodarka powstającego państwa polskiego?
Czyta się kilka minut
Denar Mieszka I / Fot. Domena publiczna
Denar Mieszka I / Fot. Domena publiczna

Pisząc o procesie powstawania państwa polskiego oraz innych państw Europy Środkowej w X wieku, zwykle zwraca się uwagę na kwestie polityczne oraz chrystianizację i jej wpływ na kulturę, co doprowadziło do swoistej europeizacji tych obszarów. Rzadko natomiast zwraca się uwagę na kwestie ekonomiczno-gospodarcze. Tymczasem również one były kluczowe dla ówczesnego rozwoju naszego regionu.

Gospodarcze odrodzenie

Kryzys i upadek Imperium Rzymskiego, a następnie trwające kilkaset lat niepokoje doprowadziły do feudalizacji społeczeństw Europy Zachodniej i Południowej oraz do zaniku gospodarki towarowo-pieniężnej i miast (oraz funkcji, jakie one pełniły w państwie Rzymian). Z obiegu zniknął pieniądz – i choć niektórzy władcy, jak Karol Wielki, a potem np. Bolesław Chrobry, wybijali serie monet (srebrnych denarów), to miały one jednak przede wszystkim znaczenie polityczne i prestiżowe.

Zmiany przynosi dopiero wiek X, kiedy w Europie utrwalają się silne organizmy państwowe, jak Francja czy Rzesza niemiecka. Powstrzymują one najazdy Wikingów, Słowian czy Węgrów, co z czasem prowadzi do odczuwalnej poprawy warunków życia ludności wieśniaczej, a także, w konsekwencji, do wzrostu populacji.

Rosną więc plony, a wraz z nimi potrzeba ich sprzedaży lub wymiany na produkty rzemieślnicze, ozdoby czy sukno. Dzięki nadwyżkom odradzają się zaś miejsca ich wymiany – targi. Obok nich pojawiają się, za zgodą władców, targi specjalne – doroczne, zwane z niemiecka jarmarkami.

Z kolei wokół targów powstają osiedla, w których mieszkają handlarze i rzemieślnicy. Wkrótce oprócz praw ekonomicznych zaczynają oni domagać się także przywilejów politycznych: własnych władz samorządowych i większej niezależności od seniora. Zawiązują wzmocnione przysięgą wspólnoty – komuny rządzone przez kolegialne władze.

W ten sposób powstają samorządowe miasta – średniowieczny twór, istniejący do dziś.

Bałtyk jak jezioro

Kolejną sferą i zarazem zagadnieniem gospodarki europejskiej wczesnego średniowiecza, która ma związek z początkami państwowości polskiej, jest strefa bałtycka. Jej cechą charakterystyczną było istnienie wokół tego morza emporiów handlowych. Wzorem dla nich były podobne ośrodki, znane z VII wieku na wybrzeżu Morza Północnego.

Rozpoznanie, a następnie przeniesienie tego modelu na wybrzeża Skandynawii – m.in. w Ribe, Hus, Hedeby, Birce i na Gotlandię, która była pomostem do Europy Wschodniej – na początku VIII stulecia dynamizuje wymianę handlową nad Bałtykiem. Wkrótce podobne ośrodki handlowo-rzemieślnicze powstają na wybrzeżu południowym, słowiańskim (Gdańsk, Puck, Bardy-Kołobrzeg, Kamień Pomorski, Szczecin, Wolin, Menzlin, Ralswiek, Rostock-Dierkow, Rerik-Gross Strömkendorf, Starigard-Oldenburg), a także na wschodnim wybrzeżu, bałtyjskim (Truso-Janów Pomorski, Wiskiauten).

Prowadzi to do powstania interkontynentalnej sieci kontaktów. W IX i większej części X wieku jest ona nastawiona na handel dalekosiężny, głównie morski. Sprawia to, że o ówczesnym Bałtyku możemy mówić jak o wewnętrznym jeziorze.

Parcie ku morzu

Cechą charakterystyczną tych emporiów jest rozpoznawane przez archeologów bogactwo obracanego tu asortymentu: od produktów własnego rzemiosła po arabskie srebro i jedwab. Ośrodki te powstają w miejscach naturalnych portów: w ujściach rzek. Mają zaawansowane przystanie, składające się z pomostów czy pirsów. Ibrahim ibn Jakub pisze o wolińskim porcie, do którego budowy użyto przepołowionych pni; miał on posiadać też latarnię morską: „garnek Wulkana”, zwany też „ogniem greckim”.

Początkowo są to osady otwarte, później dopiero otaczane wałami – jak Hadeby, których umocnienia do dziś budzą podziw (miały 10 metrów wysokości). Kolejną ich cechą jest przewaga funkcji gospodarczych nad politycznymi. Jak wskazują źródła pisane, ale też ślady materialne, są to osady o charakterze wieloetnicznym, charakteryzujące się dużą tolerancją. Według Adama z Bremy na Wolinie mieli mieszkać, obok Słowian i anonimowych barbarzyńców, także Grecy i Sasi, choć nie mogli występować jawnie z oznakami swego chrześcijaństwa. W innych osiedlach, jak w Birce, obok siebie funkcjonowały świątynie pogańskie i kościoły chrześcijańskie.

Biorąc pod uwagę bogactwo i znaczenie tych emporiów, nie dziwi, że historiografia polska podkreśla, iż już u początku swego państwa Mieszko I parł ku morzu i Wolinowi, który miał zająć w latach 60. X wieku (czego huczną, tysięczną rocznicę obchodzono w 1967 r. na fali Tysiąclecia Państwa Polskiego). Dziś historycy wątpią jednak, aby Mieszko opanował gród woliński. Ośrodek ten nie upadł, jak inne w X-XI wieku, właśnie w związku z powstaniem i stabilizacją państw w tym regionie. Mieszko zatem nie mógł skorzystać z interesów wolińskich, choć kontakty i aspiracje na północy posiadał, o czym świadczy ślub jego córki z władcą szwedzkim.

Książęce przychody

Skąd w takim razie Mieszko czerpał środki na kosztowną budowę państwa?

Tereny Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, stanowiły obszar eksportu futer i skór, bursztynu, a nade wszystko niewolników. Źródła arabskie wskazują, że w zamian za niewolników do Europy Środkowej i Północnej trafiał z Hiszpanii i Azji Centralnej srebrny pieniądz arabski – dirhemy odnajdowane masowo dla okresu sprzed 960 r.

Szczególnie dużo skarbów zmagazynowano w latach 50. X wieku w Wielkopolsce i w okolicy Kijowa, który już wtedy był poważną metropolią. Ilość znalezionego kruszcu wskazuje, że skala handlu niewolnikami była olbrzymia, dochodząca do kilku tysięcy ludzi rocznie. Nie bez przyczyny w łacińskiej Europie, ale też w języku arabskim termin „Słowianin” zaczął oznaczać „niewolnika”...

Za materialny ślad handlu niewolnikami uważa się też specjalne drewniane grody na wzgórzach – punkty etapowe dla wędrujących ludzkich karawan. Jednym z największych jest olbrzymi gród w Naszacowicach nad Dunajcem, położony nad szlakiem wiodącym z Kijowa do Pragi, która była wtedy jednym z głównych centrów handlu niewolnikami (trafiali oni potem przez m.in. Verdun do krajów arabskich).

Handel niewolnikami ustawał po ugruntowaniu się chrześcijaństwa w tej części Europy, gdyż prawo kanoniczne zakazywało sprzedawania w niewolę chrześcijan. Jednak zrezygnować z łatwego dochodu było ciężko, skoro wiele lat po przyjęciu chrztu czeski władca był za to upominany przez swego biskupa praskiego, a późniejszego świętego – Wojciecha.

Skąd brano niewolników? Jak wskazują badania archeologiczne, w połowie X wieku wyludniona zostaje zachodnia i południowa Wielkopolska, a następuje kolonizacja części wschodniej – gnieźnieńskiej. Jednocześnie zaczęto tam składać w ziemi depozyty srebra. Wiele wskazuje, że dokonano wówczas przesiedlenia części ludności, która nie zginęła w walce, zaś inną część najprawdopodobniej właśnie sprzedano w niewolę. Podobne zjawiska depopulacji widoczne są m.in. na Mazowszu.

Nie było to wówczas odosobnione zjawisko w Europie – starczy przypomnieć przesiedlenie mieszkańców wielkopolskiego Giecza do Czech przez czeskiego Brzetysława, podczas jego najazdu na Polskę w 1038 r. Przemieszczenia mas ludności i mieszanie jej pozwalało Piastom zniszczyć tradycyjne wspólnoty i potencjalny opór, a tym samym budować nową strukturę. Metody te są zresztą znane i stosowane do dziś.

Płacidła przed pieniądzem

Po tym, jak w okresie chrystianizacji ustaje handel niewolnikami, aż do XIII wieku handel dalekosiężny prawdopodobnie nie odgrywa większej roli w rozwoju gospodarczym ziem polskich. Tutejsze targi rozwijają się przede wszystkim dzięki wymianie lokalnej, co sprawia, że działania te zostawiają nikłe ślady źródłowe aż do XII-XIII wieku.

Krystalizująca się władza Piastów obejmuje kontrolę nad targami, które stają się instytucją państwową, jako część monopoli monarszych. Podlegają specjalnemu prawu targowemu (ius forense), które stanowi część prawa książęcego. Od tej pory tylko Piastowie mogą wskazywać, gdzie targi będą się odbywać, i mogą pobierać od nich podatki. Targi, podobnie jak średniowieczne karczmy, stają się zatem także miejscem manifestacji władzy, poboru podatków, ale też rozrywki.

Jeszcze do XII wieku w obiegu dominować będą tzw. płacidła. Funkcję tę pełnią określonej wielkości i jakości kawałki tkaniny lnianej, zwanej płatkami (stąd płacidło).

Dopiero w tym stuleciu wypiera je na dobre pieniądz.


Dr PAWEŁ MIGDALSKI jest historykiem, adiunktem na Uniwersytecie Szczecińskim. Zajmuje się m.in. tematyką miejsc pamięci oraz stosunkami słowiańsko-duńsko-niemieckimi.


Powyższy materiał udostępniony został na licencji creative commons uznanie autorstwa – bez utworów zależnych – użycie niekomercyjne (CC BY-NC-ND 3.0)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 01-02/2017