Reklama

Mity o wiekach ciemnych

Mity o wiekach ciemnych

04.07.2016
Czyta się kilka minut
Mało kto dziś dostrzega wokół siebie świadectwa dorobku średniowiecza. Tymczasem to ono dało podwaliny pod współczesną Europę.
Wnętrze katedry św. Piotra i Najświętszej Marii Panny w Kolonii. Szwajcarska litografia z 1900 r. Autor nieznany. Fot. wikipedia.org
Ż

Żyjący w XIV wieku Franceso Petrarca twierdził, że po upadku okresu światła (tj. antyku) zapanowała ciemność i trwała aż do współczesnego mu okresu narodzin humanizmu. Myślenie takie jest typowe dla prekursorów nowych prądów. Zygmunt Freud pisał, że „synowie z nienawiścią odnoszą się do epoki ojców, a uwielbiają epokę dziadów” – i także Petrarkę należy potraktować jako nieodzownego syna wczesnego odrodzenia. Jego twórcy nawiązywali do grecko-rzymskiej starożytności, która – w ich oczach – osiągnęła szczyt dokonań ludzkiego umysłu, usuwając zarazem w cień wszystko, co było wcześniej, właśnie w czasach średniowiecza.

Innym przykładem renesansowej pogardy dla tego, co średniowieczne, jest nazwa stylu gotyckiego. Jej twórca – XV-wieczny teoretyk architektury Leon Battista Alberti – uważał ów styl za wytwór barbarzyńskich Gotów, którzy zniszczyli imperium rzymskie. W jego pojęciu „gotyk” był zatem określeniem pejoratywnym, mającym prymitywny charakter tej sztuki.

Z czasem termin stracił swój ujemny ładunek, a gotyk doceniono. Jednak wiele innych ocen średniowiecza pozostaje nadal negatywnych – co dotyczy zwłaszcza religijności, ale też nauki utożsamianej ze scholastyką.

Narracje antykościelne

Ponieważ motywem przewodnim dla kultury europejskiej w średniowieczu była idea „christianitatis”, nie dziwi, że już w XV w. kulturę średniowieczną zaczęto identyfikować z Kościołem katolickim. Wystąpienia antykatolickie kierowały się zatem automatycznie także przeciw dorobkowi wieków średnich, co widoczne było zwłaszcza w krajach protestanckich, a także w późniejszych ruchach, potępiających religię chrześcijańską (zwłaszcza katolicyzm) jako ostoję zabobonu i ciemnoty.
Podobny obraz przyjęli później, już w XIX w., marksiści i ich spadkobiercy, a także niemarksistowscy działacze lewicowi. Przykładem takiej narracji może być popularna książka Józefa Putka „Mroki średniowiecza”. Putek – w okresie międzywojennym działacz ruchu ludowego (związany z jego lewym, antyklerykalnym skrzydłem) – odmalował w barwach niemal karykaturalnych życie wsi polskiej i rolę w nim Kościoła. Wydana po raz pierwszy w 1935 r., w czasach PRL-u książka doczekała się czterech wznowień – wpisywała się w oficjalną narrację komunistycznych władz, walczących o „rząd dusz” z Kościołem. W podobnym duchu władze organizowały obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego w latach 1958-66, jako konkurencyjne dla kościelnych obchodów Milenium Chrztu – choć z drugiej strony prowadzony wówczas program badań nad wczesnym średniowieczem przyniósł świetne i niezastąpione do dziś wyniki dla rzetelnego poznania tej epoki.

Niestety, taki obraz pobrzmiewa czasem i dziś w historycznej edukacji szkolnej. Ponadto podstawa programowa nadal jest tu przeładowana historią polityczną, a wątki związane z gospodarką, społeczeństwem, życiem codziennym i kulturą są jedynie jej uzupełnieniem. Nie ułatwia to refleksyjnego zrozumienia żadnej epoki, a tym bardziej średniowiecza – trwającego aż tysiąc lat. Taka edukacja, spłaszczona na dodatek testowymi egzaminami (egzekwującymi mimo buńczucznych zapowiedzi głównie wiedzę, a nie myślenie), nie pozwala uczniowi zrozumieć także dzisiejszego świata.

Mrocznej jesieni przypadki

Także przeglądając popularne strony internetowe czy obserwując kulturę masową, napotkać można wiele obiegowych opinii o wiekach średnich – i duża ich część wpisuje się niestety w „mroczną” narrację. Przykładem choćby określenie „jesień średniowiecza”, które zagościło nawet w filmowych cytatach („Pulp Fiction”, „Chłopaki nie płaczą”) – i wcale nie oznacza jakże barwnej kultury burgundzkiej, będącej przedmiotem rozważań Johana Huizingi w jego słynnej książce „Jesień średniowiecza” (1919), ani też bogactwa polskiej kultury w późnym średniowieczu, o której opowiadał Henryk Samsonowicz („Złota jesień polskiego średniowiecza”, wyd. 1971), lecz coś skrajnie negatywnego.

Wśród utartych półprawd o wiekach średnich można wymienić tezę o braku higieny w tym okresie – czemu przeczą częste znaleziska i wzmianki źródłowe (np. o łaźniach). Tymczasem to raczej ludzie kolejnych epok częściej się perfumowali, niż myli... Mamy mity o rogatych i barbarzyńskich Wikingach, którzy – w takiej postaci – są w istocie produktem XIX-wiecznej mitologii nordyckiej (jako przeciwstawienie kreowanych wówczas niemieckich tradycji germańskich).

Popularne wyobrażenia wzmacniają też takie bestsellery jak powieść „Imię róży” Umberta Eco (potem sfilmowana), gdzie poczesne miejsce zajmuje wszechobecna inkwizycja, tortury i płonące stosy. Owszem, w różnych częściach Europy krwawo rozprawiano się z heretykami (np. krucjaty przeciw albigensom we Francji), ale najczęściej procesy inkwizycyjne kończyły się wtedy na wyrzeczeniu się błędów przez podejrzanych i ich powrocie na łono Kościoła – jak w przypadku wielkiego sądu inkwizycyjnego w Szczecinie z lat 1392-94 przeciw kilkuset pomorskim i marchijskim waldensom.

To dopiero kolejna epoka przyniesie słynne dzieło „Malleus Maleficarum” („Młot na czarownice”), które przyczyniło się do masowych „polowań”. Czasem stosów stały się w Europie dopiero „humanistyczne” stulecia XVI i XVII.

Nauki, kobiety, poematy...

Do innych stereotypów należy też pogląd, iż ludzie średniowiecza żyli bardzo krótko, średnio 30 lat. Tymczasem owa średnia bierze się stąd, że w statystyce uwzględnia się zwykle wysoką umieralność małych dzieci (zjawisko niedotyczące przecież tylko średniowiecza). Statystyka nie oznacza więc, że mało kto dożywał 30.-40. roku życia. Jeśli spojrzymy np. na ród Piastów, to jego przedstawiciele nierzadko żyli ponad 60 lat, a rekordziści – jak Mieszko III (z przydomkiem nomen omen Stary) czy Mieszko Plątonogi – nawet ok. 80 lat.

Ze średniowieczem kojarzy się też powszechny analfabetyzm. Oczywiście nie można tej epoki przyrównywać do wieku XIX czy XX, gdy wprowadzono obowiązkową edukację elementarną. Ale gdy spojrzymy na przekazy i częste znaleziska materiałów piśmiennych, np. na wczesnośredniowiecznej Rusi, to należałoby z innej strony rozważać współczesną wtórną analfabetyzację społeczeństw.

Uczonymi w piśmie byli wtedy tak mężczyźni, jak i kobiety – by wspomnieć św. Hildegardę z Bingen, czy pierwszego polskiego literata znanego z imienia – Gertrudę, córkę Mieszka II. Podważa to kolejny mit o średniowieczu: zepchnięcie kobiet na margines życia, co w istocie miało miejsce dopiero w czasach późniejszych. Tymczasem choćby w miastach czy wsiach zakładanych na prawie niemieckim kobiety miały takie same prawa jak mężczyźni do własności, dysponowania majątkiem i dziedziczenia.

Wieki średnie to w końcu czas powstawania licznych uniwersytetów – instytucji, gdzie ścierały się myśli i idee, często dalekie od prawideł teologii. I to przy kościołach działały wcale liczne szkoły. Zaś uczeni z tamtej epoki dawali podwaliny pod odkrycia wieku rozumu – jak XIII-wieczny śląski optyk i filozof Witelon.

Często spotykanym nieporozumieniem jest też niezauważanie kultury świeckiej, wynikające z utożsamienia średniowiecznej kultury z religią. A przecież to z tej epoki pochodzą – do dziś popularne i ekranizowane – legendy o Robin Hoodzie, Rolandzie i Cydzie czy opowieści arturiańskie. Nie były one znane tylko na Zachodzie, docierały też na Wschód, czego dowodem liczne zaczerpnięte z nich imiona rycerstwa polskiego, czy malowidła z XIV-wiecznej wieży w Siedlęcinie (koło Jeleniej Góry) przedstawiające opowieść o Lancelocie.

Nie możemy zapominać wreszcie o romansach rycerskich Chrétiena de Troyes (czasem wręcz lubieżnych), „Powieści o róży” Wilhelma z Lorris i Jana Meun, twórczości minnesingerów: Wolframa von Eschenbacha, margrabiego brandenburskiego Ottona IV ze Strzałą, ostatniego księcia Rugii ze słowiańskiej dynastii Wisława III czy śląskiego Piasta Henryka IV Probusa.

Z cesarzem przeciw Słowianom

Niepokojący jest też – wynikający z lektury naszych podręczników – obraz ówczesnych dziejów politycznych Polski, gdzie czas ten wydaje się epoką permanentnych wojen z Niemcami. Świadczyć miałyby o tym walki Mieszka I z Wichmanem, bitwa pod Cedynią, walki Chrobrego z Henrykiem II, najazd Henryka V (oblężenie Głogowa, bitwa na Psim Polu) itd.

Tymczasem obraz ten jest bardziej odzwierciedleniem wpływu stosunków polsko-niemieckich na interpretację przeszłości w wiekach XIX i XX. Natomiast wczytując się w źródła z epoki, okazuje się, że margrabia Wichman był nie tylko wrogiem Mieszka I, ale też cesarza Ottona I. Bitwa pod Cedynią, której przyczyny są niejasne, staje się coraz bardziej wątpliwa pod kątem jej lokalizacji. Mieszkańcy Głogowa podjęli obronę bardziej nie ze strachu przed cesarzem, ale przed własnym władcą, a bitwę na Psim Polu wymyślili późniejsi kronikarze. Częstsze i bardziej krwawe były natomiast walki, w których pierwsi władcy Polski występowali jako sojusznicy niemieckich Ottonów przeciw Słowianom Połabskim – lub wyprawy Krzywoustego na Pomorze, których efektem były sterty bielejących kości (o czym pisali autorzy żywotów św. Ottona z Bambergu).

Zresztą mitologizowanie i nadawanie innego znaczenia dawnym starciom miało miejsce nie tylko w nowożytnej Polsce – przykładem niech będzie bitwa pod Lyrskov w 1043 r., kiedy to Duńczycy pokonali Słowian. Tymczasem niemal tysiąc lat później Lyrskov stało się dla Duńczyków... antyniemieckim miejscem pamięci. W XIX w., a także w czasie II wojny światowej i krótko po niej, w Danii wykorzystywano to starcie w propagandzie antyniemieckiej, przesuwając je coraz dalej i dalej na południe... Lyrskov okazało się przydatne w sytuacji, gdy od połowy XIX stulecia roszczenia Niemców do spornych terenów na pograniczu niemiecko-duńskim spychały Duńczyków coraz dalej ku północy Jutlandii.

Żyjące średniowiecze

Czechosłowacki emigracyjny historyk František Graus pisał kiedyś o „przeszłości, która żyje”. Niestety, także tę „żywą” przeszłość rzadko dziś dostrzegamy. Tymczasem gdy rozejrzymy się wokół, stwierdzimy, że podwaliny pod współczesną Europę dało właśnie średniowiecze.

To wówczas zachodzą procesy państwotwórcze, w dużej mierze idące w parze z chrystianizacją. To w wieku X wyłania się niemal współczesna mapa polityczna kontynentu. Oto na gruzach państwa Karolingów krystalizują się Francja i Niemcy, na wschodzie pojawiają się m.in. Ruś, Polska, Czechy, Dania, Szwecja, Norwegia, Węgry, Chorwacja, Serbia (Raszka).

Chrystianizacja tych państw, począwszy od dworów i elit, umacnia młode organizmy, włącza je do kultury europejskiej – łacińskiej lub greckiej. Wraz z nią przybywa architektura murowana, stając się widocznym symbolem rządów nowych dynastii (także Piastów) i ich aspiracji. Niektórzy władcy – jak Bolesław Chrobry i współczesny mu węgierski Stefan I Święty – biorą nawet udział w próbie odbudowy uniwersalnego imperium romanum: ideowego tworu jednoczącego kontynent w dualizmie władzy duchowej (papieża) i świeckiej (cesarza i królów).

Wielkie zmiany w strukturze osadniczej zwłaszcza Europy Środkowej przynosi wtedy właśnie średniowieczna tzw. kolonizacja wewnętrzna (melioratio terre), która zrodziła się w Niderlandach na początku XII w. i rozeszła na wschód i zachód. Prąd ten przyniósł do Europy Środkowej między XII i XIV wiekiem samorządowe miasta (budowane według określonego modelu: z rynkiem, kościołem parafialnym, siatką ulic o zwykle szachownicowym układzie i obwarowaniami), a także samorządowe wsie (mierzone we włókach, zwykle o formie ulicówki lub owalnicy z nawsiem, na którym znajdowała się świątynia).

Tym, co odróżniało wsie od miast, było posiadanie wolnego prawa targowego (z czym związana była wolność wymiany na targu, o każdej porze i przez każdego obywatela miasta), a także wolność wykonywania rzemiosła. Najważniejszymi elementami prawa miejskiego dla ówczesnych były przywileje prawne: wolność osobista (stąd przysłowie: „Stadtluft macht frei” – powietrze miejskie czyni wolnym), własne sądownictwo, dziedziczenie i zbywalne prawo do ziemi. Wtedy też pojawiło się wiele nowinek agrotechnicznych: trójpolówka, podział ziemi na niwy, pług koleśny obracający skibę, brony, pierwsze nawożenie, w końcu na większą skalę narzędzia żelazne (i liczni kowale – stąd do dziś popularność nazwisk Kowalski czy Schmidt).

Wszystko to doprowadziło nie tylko do uzbożowienia gospodarki i zmiany nawyków żywieniowych oraz zapełnienia pustek osadniczych, ale też do zakończenia procesu chrystianizacji, gdyż modelowa wieś i miasto kolonizacyjne winny mieć kościół i swego plebana.

W ten sposób pojawiła się siatka osadnicza, ale też i drogowa, która w zasadzie przetrwała do dziś. Obraz osiedli ludzkich zmieni się dopiero w czasach rewolucji przemysłowo-technicznej w XVIII-XIX w., gdy miasta przekroczą swe średniowieczne umocnienia, pojawią się zakłady przemysłowe, osiedla będą się rozbudowywać w kierunku linii kolejowych itd.

Z mroku dziejów

Czy więc średniowiecze było ciemne? Zwłaszcza jeśli porówna się je do kolejnej epoki – renesansu (w wielu krajach zwanego Złotym Wiekiem), kiedy to płonęły liczne stosy, a w naszej części Europy chłopów przywiązano do ziemi... A jednak to wieki średnie pozostają nadal okresem silnie zmitologizowanym – co wynika nie tylko z negatywnego nastawienia myślicieli kolejnych epok, ale też z instrumentalnego traktowania tego okresu w wieku XIX, gdy pojawił się jego szczególny „renesans”: rodzące się nacjonalizmy szukały dawnej wielkości państw i narodów właśnie w odległym średniowieczu (wiek XX, ze swymi ustrojami totalitarnymi, nie był pod tym względem lepszy). To wszystko – oraz niewielka liczba przekazów źródłowych i znikoma refleksja nad wiekami średnimi w edukacji szkolnej – powoduje, że właśnie wokół tej epoki narosło mnóstwo mitów utrwalanych przez kulturę masową.

Trudno jest ująć tysiąc lat dziejów Europy jedną klamrą – już choćby z racji swego długiego trwania jest to epoka niejednorodna, zawierająca wiele nurtów i prądów. Jest to więc czas i głodu, i dobrobytu; wzrostu populacji i epidemii dziesiątkujących kontynent; chrystianizacji, fanatyzmu i herezji... I był to też czas, gdy z mroku dziejów wyłoniła się Europa taka, jaką znamy dziś: kultywująca judeochrześcijańską i antyczną, grecko-rzymską tradycję. ©

Dr PAWEŁ MIGDALSKI (ur. 1979) jest historykiem, pracuje na Uniwersytecie Szczecińskim. Zajmuje się tematyką miejsc pamięci, historiografią i stosunkami słowiańsko-duńsko-niemieckimi, a także dydaktyką historii.



 Powyższy materiał udostępniony został na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa - Bez Utworów Zależnych - Użycie niekomercyjne (CC BY-NC-ND 3.0)


Akcja społeczna Fundacji Tygodnika Powszechnego „Polska historia 966–2016. Będzie się działo!” – to spotkania prowadzone przez wybitnych historyków, ukazujące młodzieży licealnej w niestandardowy sposób historię lokalną i powszechną oraz jej bohaterów. 

Tematem głównym tej edycji jest 1050. rocznica chrztu Mieszka I.

We wtorek, 14 czerwca, dr PAWEŁ MIGDALSKI odwiedził LO im. Filomatów Chojnickich w Chojnicach – powyżej drukujemy podsumowanie jego wystąpienia.
Natomiast prof. MARIAN RĘBKOWSKI 17 czerwca odwiedził z wykładem gryfickie LO im. Bolesława Chrobrego – treść wykładu już wkrótce w „TP”.

Kolejne wykłady w ramach akcji społecznej Fundacji Tygodnika Powszechnego „Polska historia 966–2016. Będzie się działo!” odbędą się już w nowym roku szkolnym.

Więcej informacji, zapisy wideo ze spotkań, relacje, galerie na powszech.net/bedziesiedzialo
▪ Szkoły i instytucje zainteresowane udziałem w akcji prosimy o kontakt pod adresem bedziesiedzialo@tygodnik.com.pl

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]