Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Boski młyn

Boski młyn

16.05.2004
Czyta się kilka minut
Widowisko Moje góry, zrealizowane pod opieką Anny Polony w krakowskiej PWST, trudno nazwać przedstawieniem. Na środku sceny, siedząc przy sosnowym stole, czytali teksty: Stanisława Staszel (autorka ich wyboru) i Jerzy Trela. Po ich prawej stronie siedziała na ławach góralska kapela Jana Karpiela Bułecki, po lewej - chór góralek.
W

Wszyscy, poza Trelą, byli ubrani w stroje góralskie. Przez całe, blisko godzinne widowisko, nikt nie zmienił miejsca. Teksty przerywała góralska muzyka i śpiew. Scenę zamykał ekran, na którym wyświetlano fotografie ks. Tischnera: samotnego, w góralskim kubraku i kapeluszu, przysiadającego na płocie czy ogrodzeniu pastwiska albo podczas górskiej wspinaczki. Tischner - duszpasterz, moralista, góral troszczący się o przyszłość swoich ziomków. Zanurzony w góralskiej kulturze, czemu dawał świadectwo w kazaniach wygłaszanych do ludzi gór (też wykorzystanych w spektaklu).

Zaczęło się od “franciszkańskiej" pieśni Jana Kasprowicza - “Witajcie, kochane góry...", wyrecytowanej jakby dla zaznaczenia wzajemnej fascynacji kultury literackiej i ludowej oraz podkreślenia, że, jak “Księgę ubogich", życie i światopogląd Tischnera przenikała atmosfera gór: przyrody i ludzi. To był hołd dla góralskiej kultury, wyraz dumy, która przepełniała Księdza Profesora i była impulsem do stawiania góralskiej społeczności wysoko poprzeczki. Tischner bał się, że kiedyś ta kultura zaginie. Apelował więc o pamięć dla duchowości i sfery moralnej, istniejących obok gwary, muzyki i innych zewnętrznych przejawów kultury góralskiej, ale stanowiących o jej wartości i sile. Źródeł tej kultury doszukiwał się w pięknie przyrody. Przekonany, że piękno najlepiej przekonuje człowieka do wartości, starał się przekazywać słuchaczom swoje myśli w jak najpiękniejszej formie. Jego teksty - raz mówione gwarą, innym razem literacką polszczyzną - przesycone są więc metaforami, przypowieściami, przykładami z literatury i nawiązaniami do folkloru.

Załóżmy, że naturalnym odruchem człowieka jest wątpienie, szukanie sensu. Czy jednak pytamy się “dlaczego", gdy spotka nas coś pięknego? Nie, bo piękno samo się tłumaczy, odkrywa w człowieku potrzeby wyższego rzędu. Na podhalańskich łąkach rośnie kłujący dziewięciornik, którego nie zje krowa ani nawet mniej wybredna owca. Wydaje się do niczego. Gdy jednak zakwitnie, łąka robi się piękniejsza, wyjątkowa. Czy podziwiając ją, będziemy pytać “po co"? Człowiek tym różni się od zwierząt, że ma duszę. Jak młyn miele ziarno na mąkę, tak dusza - jak boski młyn - “miele" trudy życia, bolączki i nieszczęścia, na modlitwę i troskę o bliźniego, na wartość... Człowiek potrafi zapomnieć o sobie w imię piękna i dobra.

W pewnym podaniu powiedziano, że człowiek czynu stanie po śmierci w niebie otoczony swoimi czynami, myśliciel sądzony będzie ze swoich myśli, zaś artysta stanie przed Bogiem nagi i samotny. Wszystkie jego dzieła zostaną na ziemi, bo w niebie nikomu na nic się nie przydadzą. Dzieła sztuki są bowiem jak drogowskazy, wskazujące wędrowcom drogę do miasta. Drogowskazy, jak drogi, mogą czasami prowadzić do tego samego miejsca okrężną trasą. Jeśli jednak ktoś już dotarł do celu podróży, na co mu drogowskaz?

Na skraju sceny stała przydrożna kapliczka z figurą Chrystusa Frasobliwego. Nie została do niczego “użyta": nie wspomniana, nie ograna - stała jakby mimochodem. Mimo to, miała głęboki sens: stała się znakiem pewnej kultury, z jej otoczeniem i drogowskazami dla wciąż szukających właściwej drogi do ostatecznego celu - do Miasta. Po zapadnięciu kurtyny dalej wskazywała kierunek. Jaki? Dla każdego pewnie inny, jego własny.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]