Błogosławieństwo niewiedzy

Tak opisałbym – jak w tytule – swój debiut w dwóch słowach. Pisząc pierwszą książkę, „Miedziankę. Historię znikania” (2010), byłem dziennikarskim wolnym strzelcem, nieco zmęczonym doraźnością tematów opisywanych w swoich własnych tekstach.
Czyta się kilka minut
"...przecież jesteś zajęty tylko sobą. Nie powieścią, wierszem czy esejem – sobą" (Paweł Potoroczyn) / il. Daniel Garcia
"...przecież jesteś zajęty tylko sobą. Nie powieścią, wierszem czy esejem – sobą" (Paweł Potoroczyn) / il. Daniel Garcia

Książka miała być od tego odskocznią – niczym więcej. Słowa „debiut” używałem tylko w kategoriach technicznych – to w końcu miał być mój pierwszy tekst opublikowany w tej formie. Nie myślałem o tym, co może spowodować, jak zafunkcjonuje, czy się będzie podobać. Nie zdawałem sobie sprawy, że „Miedzianka” wpłynie na moje dalsze losy. Realiów panujących w wydawniczym świecie nie znałem do tego stopnia, że wysłałem książkę do wydawnictwa w październiku, licząc, iż do grudnia się ukaże (do końca roku musiałem rozliczyć stypendium, z którego korzystałem przy jej pisaniu). Przy okazji mogę tu odpowiedzieć na maile, które dostaję od czasu do czasu od autorów będących jeszcze przed debiutem. Ich treść można streścić w jednym zdaniu: „Kogo trzeba znać, by wydać w tym kraju książkę?”. Odpowiadam: nikogo. Wysłałem tekst na mail podany na stronie internetowej Wydawnictwa Czarne. Książka się ukazała, ale rok później, niż planowałem. Urzędnicy w Ministerstwie Kultury mieli na szczęście więcej wyobraźni niż ja sam – pozwolili mi rozliczyć stypendium później.

Ta beztroska dobrze mi zrobiła, nigdy później nie pisało mi się tak lekko i intuicyjnie jak w przypadku „Miedzianki”. Książka miała doskonałe recenzje i została obsypana nominacjami do wszystkich najważniejszych nagród literackich w kraju. Chwała Bogu, żadnej nie dostała. Tak doskonałe przyjęcie było dla mnie wystarczająco dużym wyzwaniem. Za wszelką cenę starałem się nim nie przejmować, nie brać sobie do serca tych wszystkich pochwał i peanów. Podświadomie wiedziałem, że gdy przyjdzie mi kiedyś napisać coś, co nie spotka się już z takim entuzjazmem, o wiele trudniej będzie mi się pogodzić ze słowami krytyki. Dzięki temu do dziś niezbyt się przejmuję tym, co dobrego i złego mówią i piszą o mnie inni. Staram się też nie ekscytować nominacjami do literackich nagród, wiem już, że łaska jurorów i recenzentów na pstrym koniu jeździ.

Pisząc debiutancką książkę, chciałem tylko, by tekst był takim, jakim sam chciałbym go przeczytać. Był, i to w zupełności mnie satysfakcjonowało. Wszystko, co się wydarzyło później, traktowałem jako miły, ale niezbyt istotny skutek uboczny. Tej metody staram się trzymać, gwarantuje stabilność i swobodę w tym, co jest najważniejsze, czyli w pisaniu.


FILIP SPRINGER jest reporterem i fotografem. Finalista Nagrody Literackiej Nike w 2012 r. za reportaż „Miedzianka. Historia znikania”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2014