Bez trzosa, torby i sandałów

Idziecie między wilki, trzeba się będzie porządnie uzbroić. Głupotą byłoby samemu włazić w ręce wroga. No i, broń Boże, iść w pojedynkę. Trzeba się zorganizować – najlepiej powołać Stowarzyszenie do Walki z Wilkami i Zawilczeniem naszego Lasu.
Czyta się kilka minut

Wspólnymi siłami, i dzięki pomocy z wysokości, zdołamy tę wilczą watahę pokonać, zetrzeć z powierzchni ziemi. Jednym słowem: dla wilków między nami miejsca nie ma!

Jezus wie, co mówi; czego jak czego, ale wrogów Mu nie brakowało. Przez dobrych parę lat musiał konspirować, ukrywać się, a nawet uciekać i szukać schronienia. Żył w nieustannym zagrożeniu z wielu stron. Jego rodacy chcieli zrzucić Go w przepaść, ówczesny establishment religijno-polityczny obmyślał inne, bardziej wyrafinowane sposoby zgładzenia Jezusa. Nawet we własnym domu nie czuł się bezpiecznie. Nic więc dziwnego, że finał jego działalności był, jaki był, gdyż po prostu inny być nie mógł.

W tym wszystkim jest jednak pewna rzecz, obok której nie można przejść obojętnie. Od pewnego momentu Jezus zaczął sam szukać swoich wrogów. Chciałoby się powiedzieć: prowokował los. Wystarczy przypomnieć awanturę z kramarzami w świątyni jerozolimskiej. Jednak przypisywanie Jezusowi tego typu motywów działania wystawiałoby nam bardzo kiepskie świadectwo. Udowadniałoby, że Go nie znamy, a jeśli znamy – to tylko ze słyszenia lub widzenia.

Wróćmy do wilków. Nie wspomnieliśmy o jeszcze jednej, może najgroźniejszej watasze: o wilkach przebierańcach, czyli wilkach w owczych skórach. Na tę watahę trzeba szczególnie uważać, wytrwale ją tropić i unicestwiać. Nie ma nic gorszego niż złodziej domowy – a co dopiero wilk domowy! Jednak wybierając się na polowanie, zanim załadujemy sztucery, musimy się na chwilę zatrzymać i popatrzeć w lusterko.

Dlaczego? Otóż nie sposób nie zauważyć, że Jezus, wysyłając uczniów na głoszenie nauk, wyposaża ich w dziwną broń. Zamiast ich uzbroić, rozbraja – jakby mieli iść do cywila, a nie na wojnę. Więcej: każe im iść między wilki, tak jak pielgrzymi wchodzą do świątyni, czyli bez trzosa, torby, a nawet – jak kapłani do miejsca najświętszego – bez sandałów. Czyli iść do ludzi, tak jak szedł Jezus. A On szedł nie po to, by nad kimkolwiek tryumfować czy kogokolwiek wdeptywać w błoto, ale by ratować w pierwszym rzędzie tych, którzy zabijają sami siebie przez mnożenie złych myśli, słów i czynów. Jezus robi więc wszystko, by wilki ocalić, a nie wytracić.

A lusterko? Ono jest po to, by polując na wilki, nie ustrzelić siebie. Co by o nas, ludziach, nie powiedzieć dobrego, jedno jest również pewne: nie raz i nie dwa bywaliśmy wilkami. Niejeden z naszych bliźnich nosi na sobie ślady naszych zębów i pazurów. A od czasów Jezusa, od wydarzeń na Golgocie wiadomo przecież, że krzywda wyrządzona człowiekowi jest zawsze krzywdą raniącą Boga. Miałby więc Jezus powód, by na nas zapolować. A przecież żyjemy!

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2013