Przed kilkoma dniami na licytacji w domu aukcyjnym Desa Unicum za 1,5 mln zł sprzedano „Chłopca i orła” Mirosława Bałki. Powstała w 1988 r. rzeźba stała się jedną z ikonicznych prac w kolekcji warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Była kilkakrotnie wystawiana, ale nigdy nie była jego własnością.
Depozyt, który wywołał burzę
W 2008 r. zdeponowała ją Fundacja Egit, która w ubiegłym roku poinformowała, że wycofuje pracę Bałki. Jednocześnie złożyła propozycję sprzedaży rzeźby do kolekcji MSN-u. Muzeum wystąpiło do MKiDN o dotację w wysokości 1,35 mln zł na wykup depozytu. Nie uzyskała jednak pełnego wsparcia, a zaproponowana przez muzeum kwota 850 tys. zł została przez właścicieli odrzucona.
Ostatecznie „Chłopiec i orzeł” trafił na aukcję, wycofanie zaś rzeźby, a następnie jej sprzedaż wywołała ostre kontrowersje. Zbiory Fundacji Egit, o czym wielokrotnie mówiono, miały być bowiem zalążkiem Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Dodatkowo członkinią zarządu fundacji jest Anda Rottenberg, znana i ceniona krytyczka, kuratorka oraz pomysłodawczyni stworzenia warszawskiego muzeum.
Prestiż, a cena dzieł sztuki
Sprawa „Chłopca i orła” dobitnie przypomina o skomplikowanych relacjach zachodzących między rynkiem sztuki a instytucjami publicznymi. Obecność dzieła w muzeum w formie depozytu, jego wystawianie, prezentacja w muzealnych katalogach znacząco wpływa na jego cenę rynkową. Instytucja publiczna swym autorytetem i prestiżem niejako potwierdza wartość tego obiektu oraz nadaje mu rozpoznawalność.
Dlatego też MSN w wydanym oświadczeniu podkreślił, że tylko zakupy i dary zapewniają trwałość i stabilność zbiorów. W związku z tym wiele muzeów, w tym MSN, „ogranicza lub rezygnuje z depozytów w swoich kolekcjach”. Trzeba też pamiętać, że to muzeum ponosi koszty przechowywania oraz konserwacji depozytów – dlatego do Fundacji Egit zwrócono się z prośbą o zwrot kosztów związanych z konserwacją i magazynowaniem pracy Bałki.
Muzea są także beneficjentami: mają w swoich zasobach dzieła, które z różnych powodów, także cenowych, są poza ich zasięgiem. Zyskuje publiczność. Dlatego nawet najważniejsze muzea przyjmują depozyty.
Bez państwa nie będzie kolekcji publicznych
Łatwo oburzać się na właścicieli dzieł, że wycofują depozyty z muzeum i chcą je sprzedać, ale nie jest to nowa sytuacja i wiele muzeów na świecie wypracowało już sposoby radzenia sobie z wycofywaniem depozytów. Jednak tu jest potrzebna aktywność państwa.
Poprzedni rząd dotował zakupy do zbiorów publicznych. Były wśród nich nabytki nietrafione, błędne, a ceny – czasem nieadekwatne do ich wartości. Jednak przełamano trwający całe dekady imposybilizm. Po zmianie władzy powołano komisję ekspercką opiniującą zakupy do muzeów, które podlegają MKiDN.
Pozostaje jednak kluczowe pytanie: czy polskie państwo nadal będzie wspierać zakupy do zbiorów publicznych? Rząd ma problemy budżetowe, są inne pilne wydatki. Ale to są także ważne inwestycje, bo to m.in. muzea budują naszą tożsamość. Na tworzenie narodowych kolekcji sztuki w tym roku wydaliśmy równowartość kosztów budowy... 217 metrów drogi ekspresowej.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















