Na granicy dwóch powiatów, nad rzeką Cedron, leży wieś Podolany: 120 domów, dwa sklepy i jedna mała szkoła - centrum kultury. Życie toczy się tu monotonnie. Jednak pewnego mroźnego dnia przyszła plotka. Przyniosły ją dzieci z gimnazjum, a dotyczyła likwidacji jednej klasy w podolańskiej szkole. Podolanie nie zgodzili się. Nikt jeszcze nie wiedział, jaka rozpoczęła się gra. Wielki Urzędnik owładnięty magią liczb, statystyk i tabel, postanowił wykonać kolejny ruch, kalkulując zyski i oszczędności. Ale podolanie są uparci i pracowici. W kronikach zapisano, że w XV w. odłączyli się od innej wsi, aby utworzyć własną. Po II wojnie światowej tworzyli komitety społeczne dla wybudowania drogi z Kalwarii Zebrzydowskiej do Woli Radziszowskiej, przystanek kolejowy, gazociąg, wodociąg i szkołę, która jednak nie stała się samodzielną instytucją, ale filią wielkiego zespołu szkolnego w innej miejscowości.
Tamtego zimowego dnia to nie była plotka, ale prawda. Podolanie wiedzą, że oddając jedną klasę oddają szkołę. Spryt i demagogia Wielkiego Urzędnika to przecież niebezpieczna broń. Dlatego szukają sojuszników. Nie proszą o pomoc. Chcą tylko, żeby ich ktoś wysłuchał.
ANDRZEJ PUKA (Podolany, woj. małopolskie)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














