Reklama

Ładowanie...

Aranżacja macierzyństwa

Aranżacja macierzyństwa

09.06.2015
Czyta się kilka minut
Fundacja Mamy i Taty ostrzega Polki: nie studiujcie, nie pracujcie i nie podróżujcie za dużo. Inaczej będziecie stać samotne pod oknem i płakać, prześladowane upiornym szczebiotem.
nieodkladajmacierzynstwa.pl
D

Dawno żadna kampania społeczna nie wzbudziła tylu emocji jak ta przygotowana przez Fundację Mamy i Taty pod hasłem “Nie odkładaj macierzyństwa na potem”: na razie zobaczyliśmy klip, czekają nas jeszcze spoty radiowe i bilbordy. Akcja ma potrwać do września i zakończyć się publikacją “raportu na temat macierzyństwa i negatywnego działania antykoncepcji hormonalnej”. Co tak niepokoi zajmującą się m.in. “przeciwdziałaniem zjawiskom, które zagrażają lub godzą w moralność publiczną i dobre obyczaje” Fundację Mamy i Taty? To, że “przeciętny wiek kobiety w momencie urodzenia pierwszego dziecka przesunął się z 23 lat na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku do 27,2 lat w roku 2013”.

Dla tych, którzy są tak zajęci pracą i konsumpcją, że jeszcze nie widzieli klipu, przedstawiam streszczenie. Elegancka kobieta przechadza się po pustej luksusowej willi. Z offu uwodzicielski głos: “Zdążyłam zrobić specjalizację i karierę, zdążyłam być w Tokio i Paryżu, zdążyłam kupić mieszkanie i wyremontować dom. Ale nie zdążyłam być mamą. Żałuję”. Po twarzy niedoszłej matki toczy się teatralna łza, a w tle słychać gaworzenie wyobrażonego bobasa. 

Dlaczego spot wywołał tyle szumu? Bardziej niż o ideę chodzi chyba o narrację - kompletnie chybioną. Nie słyszałam nigdy, żeby podróże do stolic państw rozwiniętych, robienie specjalizacji, kupno luksusowego mieszkania i remont domu wykluczały posiadanie dziecka. Nie znam też żadnej kobiety, która odkłada decyzję o dziecku z powyższych powodów. Znam za to sporo młodych kobiet, które odkładają tę decyzję z powodu braku pracy lub braku zatrudnienia na umowę o pracę, a co za tym idzie - niemożności zaciągnięcia kredytu i kupna mieszkania. A miejsca w żłobkach i przedszkolach? Z tym podobno też nie jest najlepiej.

Zaryzykuję tezę, że młode kobiety w Polsce pozostają bezdzietne nie dlatego, że są zbyt zajęte aranżacją wnętrz, ale dlatego, że są zbyt zajęte aranżacją przetrwania. Znam zapracowaną tłumaczkę, która prowadzi własną firmę, mieszka w wynajętej kawalerce i wciąż żyje na bankowym debecie. Znam specjalistkę z doktoratem, która pracuje na państwowym stanowisku, ale pensja 1800 zł netto nie pozwala jej na samodzielne utrzymanie. Znam też programistkę, która ma zapewnione socjalne bezpieczeństwo: wyemigrowała do Szwecji i na dziecko może zdecydować się w każdej chwili. A raczej: ona i jej partner mogą się zdecydować. Bo na ogół dzieci robi się i wychowuje we dwójkę. Ta wiedza najwyraźniej ominęła twórców spotu. Aż trudno uwierzyć, że zleceniodawcą była Fundacja Mamy i Taty, a nie tylko Mamy.

Jak rozumiem, logika jest następująca: wyemancypowane Polki są tak skupione na własnych sukcesach, że nawet nie zawracają sobie głowy szukaniem stałych partnerów. A gdyby pomyśleć inaczej? Pomyśleć o tym, że Polki nie chcą mieć dziecka z pierwszym lepszym? Że chcą mieć partnera, którego będą pewne? Który będzie odpowiedzialnym ojcem? Który weźmie urlop tacierzyński i przyjmie na siebie część, a może nawet połowę domowych obowiązków?

Co ciekawe, powody opóźniania decyzji o macierzyństwie, które pominięto w spocie, wyszczególniono w tekście na stronie internetowej kampanii. Znalazł się w nim i taki, logicznie wątpliwy akapit: “Opóźnianie macierzyństwa powoduje też coraz częstsza formuła kohabitacji przed ślubem, podczas gdy Polacy decydują się na dzieci zwykle będąc w związku małżeńskim. Wiek zajścia w pierwszą ciążę opóźnia też edukacja kobiet”. A więc, drogie Polki, nie żyjcie na kocią łapę i nie kończcie studiów (a już na pewno nie róbcie specjalizacji): inaczej będziecie stać samotne pod oknem na taras i płakać, prześladowane upiornym szczebiotem.

Wróćmy wreszcie do samego przesłania. Spot opowiada o kobiecie, która “nie zdążyła”. Jak to się ma do wspomnianych 27 lat? Czy owy wrześniowy raport ujawni szokującą prawdę, że 27 lat to już ostatni dzwonek, a wszystko przez wyniszczające działanie antykoncepcji hormonalnej?

Przecież 27 lat to całkiem dobry wiek na dziecko. Lepszy nawet niż 23 lata. Im bliżej trzydziestki, tym bardziej wzrasta prawdopodobieństwo, że kobieta ma już zawód, socjalne bezpieczeństwo i partnera, na którym może polegać. Że jej decyzja jest świadoma i dojrzała. Że jako matka będzie spełniona i szczęśliwa. I że szczęśliwe będzie jej dziecko.

 

Autor artykułu

Kalina Błażejowska
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]