Reklama

Aranżacja macierzyństwa

Aranżacja macierzyństwa

09.06.2015
Czyta się kilka minut
Fundacja Mamy i Taty ostrzega Polki: nie studiujcie, nie pracujcie i nie podróżujcie za dużo. Inaczej będziecie stać samotne pod oknem i płakać, prześladowane upiornym szczebiotem.
nieodkladajmacierzynstwa.pl
D

Dawno żadna kampania społeczna nie wzbudziła tylu emocji jak ta przygotowana przez Fundację Mamy i Taty pod hasłem “Nie odkładaj macierzyństwa na potem”: na razie zobaczyliśmy klip, czekają nas jeszcze spoty radiowe i bilbordy. Akcja ma potrwać do września i zakończyć się publikacją “raportu na temat macierzyństwa i negatywnego działania antykoncepcji hormonalnej”. Co tak niepokoi zajmującą się m.in. “przeciwdziałaniem zjawiskom, które zagrażają lub godzą w moralność publiczną i dobre obyczaje” Fundację Mamy i Taty? To, że “przeciętny wiek kobiety w momencie urodzenia pierwszego dziecka przesunął się z 23 lat na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku do 27,2 lat w roku 2013”.

Dla tych, którzy są tak zajęci pracą i konsumpcją, że jeszcze nie widzieli klipu, przedstawiam streszczenie. Elegancka kobieta przechadza się po pustej luksusowej willi. Z offu uwodzicielski głos: “Zdążyłam zrobić specjalizację i karierę, zdążyłam być w Tokio i Paryżu, zdążyłam kupić mieszkanie i wyremontować dom. Ale nie zdążyłam być mamą. Żałuję”. Po twarzy niedoszłej matki toczy się teatralna łza, a w tle słychać gaworzenie wyobrażonego bobasa. 

Dlaczego spot wywołał tyle szumu? Bardziej niż o ideę chodzi chyba o narrację - kompletnie chybioną. Nie słyszałam nigdy, żeby podróże do stolic państw rozwiniętych, robienie specjalizacji, kupno luksusowego mieszkania i remont domu wykluczały posiadanie dziecka. Nie znam też żadnej kobiety, która odkłada decyzję o dziecku z powyższych powodów. Znam za to sporo młodych kobiet, które odkładają tę decyzję z powodu braku pracy lub braku zatrudnienia na umowę o pracę, a co za tym idzie - niemożności zaciągnięcia kredytu i kupna mieszkania. A miejsca w żłobkach i przedszkolach? Z tym podobno też nie jest najlepiej.

Zaryzykuję tezę, że młode kobiety w Polsce pozostają bezdzietne nie dlatego, że są zbyt zajęte aranżacją wnętrz, ale dlatego, że są zbyt zajęte aranżacją przetrwania. Znam zapracowaną tłumaczkę, która prowadzi własną firmę, mieszka w wynajętej kawalerce i wciąż żyje na bankowym debecie. Znam specjalistkę z doktoratem, która pracuje na państwowym stanowisku, ale pensja 1800 zł netto nie pozwala jej na samodzielne utrzymanie. Znam też programistkę, która ma zapewnione socjalne bezpieczeństwo: wyemigrowała do Szwecji i na dziecko może zdecydować się w każdej chwili. A raczej: ona i jej partner mogą się zdecydować. Bo na ogół dzieci robi się i wychowuje we dwójkę. Ta wiedza najwyraźniej ominęła twórców spotu. Aż trudno uwierzyć, że zleceniodawcą była Fundacja Mamy i Taty, a nie tylko Mamy.

Jak rozumiem, logika jest następująca: wyemancypowane Polki są tak skupione na własnych sukcesach, że nawet nie zawracają sobie głowy szukaniem stałych partnerów. A gdyby pomyśleć inaczej? Pomyśleć o tym, że Polki nie chcą mieć dziecka z pierwszym lepszym? Że chcą mieć partnera, którego będą pewne? Który będzie odpowiedzialnym ojcem? Który weźmie urlop tacierzyński i przyjmie na siebie część, a może nawet połowę domowych obowiązków?

Co ciekawe, powody opóźniania decyzji o macierzyństwie, które pominięto w spocie, wyszczególniono w tekście na stronie internetowej kampanii. Znalazł się w nim i taki, logicznie wątpliwy akapit: “Opóźnianie macierzyństwa powoduje też coraz częstsza formuła kohabitacji przed ślubem, podczas gdy Polacy decydują się na dzieci zwykle będąc w związku małżeńskim. Wiek zajścia w pierwszą ciążę opóźnia też edukacja kobiet”. A więc, drogie Polki, nie żyjcie na kocią łapę i nie kończcie studiów (a już na pewno nie róbcie specjalizacji): inaczej będziecie stać samotne pod oknem na taras i płakać, prześladowane upiornym szczebiotem.

Wróćmy wreszcie do samego przesłania. Spot opowiada o kobiecie, która “nie zdążyła”. Jak to się ma do wspomnianych 27 lat? Czy owy wrześniowy raport ujawni szokującą prawdę, że 27 lat to już ostatni dzwonek, a wszystko przez wyniszczające działanie antykoncepcji hormonalnej?

Przecież 27 lat to całkiem dobry wiek na dziecko. Lepszy nawet niż 23 lata. Im bliżej trzydziestki, tym bardziej wzrasta prawdopodobieństwo, że kobieta ma już zawód, socjalne bezpieczeństwo i partnera, na którym może polegać. Że jej decyzja jest świadoma i dojrzała. Że jako matka będzie spełniona i szczęśliwa. I że szczęśliwe będzie jej dziecko.

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kalina Błażejowska
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

że współczesne kobiety są bardziej świadome macierzyństwa, zdają sobie sprawę ile ono wymaga poświęcenia oraz nakładów finansowych, dawien o tym nie myślano. I tak niewiele w sklepach było, a kobiety zazwyczaj nie podejmowały pracy zarobkowej, były tzw. 'kurami domowymi', spędzały czas na sąsiedzkich pogaduchach, sprzątaniu, a pomiędzy obowiązkami domowymi a zakupami zajmowały się wychowaniem i edukacją potomstwa, choć ta ostatnia była raczej obowiązkiem instytucji... Moje osobiste życie nabrało tempa, gdy otwarły się przede mną większe możliwości. Znalazłam czas na wszystko, będąc aktywną i mogąc zaspokoić potrzeby swoich dzieci byłam szczęśliwa. Życie wypełnione pracą zawodową oraz rodziną pozwalało odczuć pełnię człowieczeństwa. Moja kobieca natura nic, absolutnie nic na tym nie utraciła, wręcz przeciwnie.

Oderwanie od rzeczywistości ludzi odpowiedzialnych za wyprodukowanie tego spotu jest niewyobrażalne :)))

Zdążyłem przeczytać artykuł, zdążyłem zamieścić komentarz, nie zdążyłem zostać ojcem. Boję się kolejnej kampanii.

Zbieranie podpisów pod projektem zakazu aborcji ma miejsce w parafiach. Zmiana ma dotyczyć sankcji karnych. Myślę, że ta zbieżność nie jest przypadkowa.

Zasadnicze w tym całym zamieszaniu jest pytanie jaki cel miał ten spot? Bo z pewnością twórcą nie chodziło o zrzucenie odpowiedzialności na karierę, jako główną przyczynę bezdzietności. Nie pracują tam ludzie oderwani od rzeczywistości. Celem było wywołanie dyskusji, co perfekcyjnie się udało. Udowadnia to wpis pani Błażejowskiej, innych dziennikarzy a przede wszystkim środowisk feministycznych, dla których była to po prostu prowokacja.

Po co? Jaki skutki przyniesie dyskusja. Kobiety zrezygnują z życia zawodowego, porzucą pracę i oddają się wyłącznie prokreacji, powoływaniu życia? Wzrasta świadomość bycia ojcem i matką. To chyba dobrze? Dziecku trzeba zapewnić lokum, właściwą atmosferę, kąt, mieć czas na zabawę i spacery...potem zapewnić miejsce w przedszkolu jeśli trzeba będzie podjąć prace,pod warunkiem ze będzie jeszcze gdzie wrócić...

wykonawcy reklamy nie są ideologami, zatem przesłanie ideologiczne jest im obojętne, i faktycznie na ogół to fachowcy. Pozostaje zatem pytanie o zleceniodawców "oderwanie od rzeczywistości" to najłagodniejsze co można na ich temat powiedzieć, bo jeśli nie są "oderwani" to oznacza, że mamy do czynienia z bandą rasistów którym przeszkadza kobieta niezależna (czyli w razie czego mająca fach, oraz mentalne zdolności do samodzielnej egzystencji), wykształcona i mająca własne zdanie, a chcą kobiety posłusznej, uzależnionej od męża i sprowadzonej do funkcji rozrodczych i kuchennych, a że nie mogą tego powiedzieć wprost to mówią to tak jak mówią.

To prawda, że pogoń za karierą, gromadzenie dóbr materialnych oraz ciągłe, jeszcze tylko to...... i potem już, przeciągają się w czasie, a gdy ockniemy się, może być za późno. To mam wrażenie chciał nam przekazać autor. Nie rozumiem, o co tyle krzyku? Podnoszenie tematu umów śmieciowych i braku pieniędzy to jak zasłona dymna,temat chwytliwy i na czasie, ale prawda jest taka, że na macierzyństwo decydują się kobiety z mniejszymi dochodami i mniejszymi aspiracjami zawodowymi. To obserwuję w swoim środowisku i szacunek im za to. W świecie w którym kobiety poszukują idealnego partnera ,oraz idealnej sytuacji finansowej to naprawdę wyczyn.

Nie istnieje idealny partner, ani też partnerka. Raczej to sprawa dogrania się, wzajemnego zrozumienia, otwartego mówienia o swoich potrzebach, aspiracjach/ marzeniach. Panowie tez dopiero w związku małżeńskim osiągają sukcesy również na gruncie zawodowym. Bycie razem stwarza wiele okazji do podtrzymywania , dowartościowywania człowieka... obdarowują siebie wzajem, wzmacniają się. Problem w tym, że wyobrażenia o związkach są wyidealizowane, bądź oczekiwania partnerów egoistyczne. Inny problem dotyczy lęków,wrażliwości i niemożności znalezienia się w innej sytuacji życiowej...Temat rzeka. model rodziny i związków partnerskich zmienia się. Jesteśmy na progu czegoś nowego, sytuacja ekonomiczna jest niepewna stąd dmuchanie na zimne. Dawien życie było ustabilizowane, żaden dzień nie mógł człowieka zaskoczyć, bowiem nic z dnia na dzień się nie zmieniało. Obecnie zmienia się jak w kalejdoskopie...Życie wymaga od nas podejmowania decyzji, brania odpowiedzialności zań, stajemy się z wolna 'kowalami swojego losu'. I dobrze.

przy najbliższej wizycie w ZUS proszę zapytać o to, czy przysługuje zasiłek macierzyński kobiecie zatrudnionej na umowę śmieciową. Matka Polka nie musi przecież jeść, pić, opłacić wody i prądu. Sam fakt macierzyństwa załatwi za nią takie błahe sprawy? Podział: mężczyzna zarabia, kobieta rodzi dzieci i je wychowuje- sprowadza kobiety do służących, przedmiotu przy boku odpowiedzialnych i jakże ważnych mężczyzn. PS. przy okazji może Pani zapytać w Zusie, jak okres wychowywania dzieci liczy się do emerytury. I porównać to ze sposobem naliczania emerytury mężczyźnie.

Niektórzy komentują w internecie, że ten spot jest po prostu skierowany do kobiet takich, jak przedstawiono: robiących mega-karierę, budujących wille, jeżdżących do Tokio. Jednak takie kobiety to w polskim społeczeństwie margines. Dlaczego więc ten spot jest wyświetlany wszystkim polskim kobietom? Otóż dlatego, żeby pozbawić je aspiracji. Nie próbuj robić jakiejkolwiek kariery, bo skończysz tak jak tamta. Za aspiracje czeka cię kara w postaci braku macierzyństwa. To jest celowe kreowanie negatywnego wizerunku kobiet, które coś w życiu robią (coś co nie jest macierzyństwem). Jeśli ty, młoda kobieto z prowincji, marzysz o skończeniu studiów, zrobieniu specjalizacji i pojechaniu do Tokio - to nie idź tą drogą! Bo spotka cię za to kara i będziesz sama sobie winna.

Nie ma lepszej kariery od bycia Matką.

...Pana zdaniem.

Kiedy "urodziliśmy" pierwsze dziecko, mieliśmy 22, 23 lata, brak stałej pracy, dochody około 1000zł/m-c. Kiedy "urodziliśmy"drugie, zarabiałem 1800zł w fabryce. Kiedy "urodziliśmy"trzecie, dostałem dodatkową pracę i nasze dochody znowu wzrosły. Potem było jeszcze czwarte i piąte. Niczego nam nie brakuje. Nie dlatego, że jesteśmy nadludźmi... ale dlatego, że Pan Bóg jest dobry, On jest dawcą życia i jeżeli daje dziecko, to daje również na jego utrzymanie. Uważam zatem, że spot jest trafiony. Jeżeli zostawię wszystko, zawieszę swoje plany i oczekiwania i zaufam choćby minimalnie Bogu, otwierając się na przyjęcie nowego życia do swojej rodziny, to sukces jest gwarantowany. Nie moją mocą, nie ponieważ gwarantuje to rząd, ale ponieważ gwarantuje to Bóg i mocen jest uczynić wszystko, co zechce :)

"Nie słyszałam nigdy, żeby podróże do stolic państw rozwiniętych, robienie specjalizacji, kupno luksusowego mieszkania i remont domu wykluczały posiadanie dziecka. Nie znam też żadnej kobiety, która odkłada decyzję o dziecku z powyższych powodów." - pisze autorka artykułu. Ja za to znam kobiety i mężczyzn, którzy odłożyli lub wykluczyli podróże, inwestycje w nieruchomości a nawet studia, wybierając bycie rodzicem. Pierwszego lub kolejnego dziecka. W tym mnie i moją żonę. Ja świadomie zrezygnowałem z pracy na etat, aby na "śmieciówce" zarabiać więcej "na rękę" i kosztem emerytury inwestować w dzieci. Bo rodzina kosztuje. To są realne wybory: albo - albo, bo życie jest jedno i czas na bycie rodzicem jest kiedy indziej niż na bycie dziadkiem. To nieprawda, że "na wszystko jest czas" i że można przejść przez życie jedząc wszystkie ciastka i pozostawiając je niezjedzone. Mamy z żoną 5 wspaniałych dzieci, urodzonych przed naszymi 35 urodzinami. Odprowadzając najmłodszego synka do przedszkola spotykam rówieśniczki z ich pierwszym dzieckiem. Odłożenie "na później" rodzicielstwa dałoby nam zapewne czas na szereg fajnych przeżyć w młodości, a pewnie także jakieś pieniądze. Ale widzę jasno, że byłoby to ZA CENĘ ŻYCIA przynajmniej części naszych dzieci. Robiąc życiowy rachunek sumienia, mogę zadać sobie uczciwie pytanie: czy oddałbym moją najstarszą córkę za dyplom? Drugie dziecko za drugi fakultet? Odpowiedź jest dla mnie oczywista. Moi koledzy i koleżanki nie stawiali sobie tego pytania w tej formie, ale dokonali wyboru przeciwnego. W Polsce współczynnik dzietności wynosi 1,3. Tymczasem do biologicznego przetrwania potrzebny jest 2,1. Co oznacza, że istotna część rodziców musi "zdążyć" urodzić i wychować trójkę lub więcej dzieci - czyli wg dzisiejszych kryteriów być wielodzietni. To w normalnych warunkach oznacza przynajmniej 10 lat bardzo intensywnych wysiłków, z przerwą w karierze, podróżach. Poważne obciążenie finansowe (które też wpływa na karierę, podróże i kupowanie mieszkań) potrwa co najmniej kolejne 15 lat. I warto z tym wszystkim zdążyć, póki zdrowie i siły są duże i póki np. nie obciążą nas zobowiązania wobec starzejących się rodziców. Dodam, że jako wielodzietni spotykamy się dość często z hejtem, bo w Polsce dzietność skojarzona jest z marginesem społecznym. Ale zdarza się nam być zaczepionym przez starszych ludzi, którzy wyrażają podziw i zazdrość, mówiąc literalnie, iż żałują, że "nie mieli czasu" na dzieci. To są prawdziwe doświadczenia prawdziwych ludzi, którzy dokonali prawdziwych wyborów, szanowna Pani Autorko. Może Pani takich ludzi nie zna, ale to żaden dowód na ich nieistnienie.

Zasadniczy błąd polega na uprzedmiotowieniu człowieka. Czytam w Pana komentarzu;'Ale widzę jasno, że byłoby to ZA CENĘ ŻYCIA przynajmniej części naszych dzieci. Robiąc życiowy rachunek sumienia, mogę zadać sobie uczciwie pytanie: czy oddałbym moją najstarszą córkę za dyplom? Drugie dziecko za drugi fakultet? Odpowiedź jest dla mnie oczywista" To trochę taki egoizm. Nie mam dyplomu, ale mam dziecko. Czy dostrzega Pan różnice pomiędzy posiadaniem dyplomu, a dziecka? Poza tym jeżeli dziecko spełnia Pana marzenia, ambicje i dostarcza satysfakcji dlaczegóż nie może dać tego samego ludziom chcącym skorzystać z metody 'in vitro'? Inny dylemat, który jest nie mniej istotny. Otóż dzieci żyją własnym życiem, pewnego dnia opuszczają dom. Znam kobiety, które poświeciły życie tylko wychowywaniu potomstwa, a potem żałowały, ze nie zrealizowały swoich marzeń o zdobyciu zawodu, realizacji swoich życiowych powołań.Bo musi Pan wiedzieć, ze kobiety jedynym powołaniem nie jest li tylko macierzyństwo.

Pani Magdaleno, Zarzuca mi Pani egoizm - nie będę się kłócił. Za mało mam dystansu do siebie, aby móc zaprzeczać takim ocenom, aczkolwiek ja nie spieszę się ze stawianiem tego rodzaju ocen na podstawie jednego komentarza. *** Postawmy rzecz na nogach: ja nie "posiadam" dzieci. I nikt nie powinien dzieci "posiadać". Uważam, że samo stosowanie tego słowa do opisania relacji rodzic - dziecko woła o pomstę do nieba. Dzieci to ludzie, przyjmując je na świat zaciąga się wobec nich zobowiązanie. Wynagrodzenie za to jest wpisane jednak już w najgłębsze warstwy naszej natury, a dotyczy też kultury: dzieci przenoszą w przyszłość cząstkę nas samych. Dać dziecku staramy się wszystko, co mamy najlepszego: przede wszystkim zaś wolność. Pewnie, że cieszą mnie sukcesy dzieci i niepokoją ich słabości i porażki, ale staramy się z żoną jak możemy wcielać w życie przekonanie, że nie nasze marzenia i ambicje mają spełniać, lecz swoje. To podstawowa różnica między poświęceniem sił i czasu (czyli życia) na bycie rodzicem, a poświęceniem (lub spędzeniem) go na dziesiątki innych sposobów: nie chodzi w tym o "realizację siebie", lecz o życie dla drugiego człowieka. A radość z rozwijającego się dzięki nam życia - jest więcej niż wystarczająca, by zastąpić zadowolenie ze swoich własnych dokonań. W innych dziedzinach życia łatwiej jest nabrać złudzenia, że osiągnięcia zawdzięczamy sobie. Tracimy z oczu wkład współpracowników i podwładnych, oraz całych rzesz i pokoleń ludzi, do których osiągnięć dokładamy kropelkę, by ogłosić swój sukces zawodowy, naukowy, polityczny; by zażywać rozrywek. Łatwo przychodzi nam wiara, że sami sobie na to zapracowaliśmy, że zasługujemy. Z dziećmi takie podejście szybko zostanie ukarane - one są osobami niezależnymi od naszych planów. Za to przyjmując je jako dar i zobowiązanie - sięgamy pełni szczęścia. *** Ja również znam kobiety i mężczyzn żałujących swojego życia. Bynajmniej, nie dotyczy rzecz tylko kobiet. Obraz mężczyzny przekonanego, że "zmarnował życie" z żoną i dziećmi, choć chciał być kapitanem piratów, napoleonem, noblistą i pilotem kosmicznym, jest tak znanym z kultury motywem, że aż razi banałem. Iluż to ludzi wykrzykuje Bogu nieporadnie własną "Wielką Improwizację", przekonanych że zasługują na nadzwyczajne doznania i uznanie. Iluż to mężczyzn w ramach kryzysu wieku średniego porzuca swe żony i dzieci, kupuje motor, wspina się na Elbrus i podrywa rówieśniczki córki. A jednak, rozumiejąc jakoś takich ludzi, mało mam dla nich współczucia. Jeśli zaś idzie o żałujące "zmarnowanego" przy dzieciach życia - nierzadko ów żal jest skutkiem nie tyle samego życia, ile pogardy z jaką się traktuje takie kobiety w naszej sprofesjonalizowanej i skomercjalizowanej kulturze. Ciężką i cenną pracę matek i żon określa się i urzędowych drukach terminem "nie pracuje", dorzucając w mowie potocznej "siedzi w domu". A mówią to najczęściej ci, którzy bite osiem godzin "siedzą w pracy". Byle biurwa, nie mająca pojęcia o świecie wykraczającym poza ściany jej pokoiku, formularze i pieczątki, mawia o wielodzietnej matce "kura domowa". Ona, "pracująca", dostanie emeryturę, w przeciwieństwie do oddającej całe życie dzieciom matki. A musi Pani wiedzieć, że powołaniem żadnego człowieka (niezależnie od płci) nie jest sporządzanie bilansów rocznych, ani pikanie towarów na kasie w biedronce. Powołaniem każdego z nas jest żyć dla drugich, realizować miłość bliźniego w praktyce. Można i należy to robić w pracy zawodowej, służbie publicznej itd., choć taka perspektywa wydaje się zupełnie znikać z horyzontu. Można w pracy dla innych altruistycznie zrezygnować z własnej rodziny (taki jest sens celibatu), ale i to dziś jest niezrozumiałe. Miast tego każdy nośnik medialny woła do nas "żyj sam dla siebie", co może nas per saldo tylko unieszczęśliwić. Rodzicielstwo jest najprostszą i naturalną drogą do wypełniania powołania człowieka. Kobiety, z racji już samej biologii mają tu nad mężczyznami ogromną przewagę. My tego musimy się uczyć, przyswajać niejako z zewnątrz.

Czasem wystarczy utracić, pomyśleć że się traci albo przeciwnie, osiągnąć wszystko co możemy uznać za "swój" sukces, żeby uświadomić sobie marność jaka się za takim "sukcesem" kryje. Szczęśliwi, którzy to zaobaczą zanim nie jest za późno. Wszystkiego najlepszego dla Pana i Pana Rodziny.

to nie sukces, to dar. Proszę nie traktować człowieka w kategoriach przedmiotowych.

Pana?!

tego co Pan napisał.To prawda, życie to ciągłe wybory. Nie można zjeść ciastko i jednocześnie mieć to samo ciastko. Nie każdy o tym pamięta w młodości. Dobrze, że spot o tym przypomina.

Na co kobieta ma czas, która w krótkim okresie swej płodności porodziła dziewięcioro dzieci?

Ta reklama w istocie piętnuje kobiety i mnie to właśnie wkurza. Dlaczego w tej reklamie nie występuje małżeństwo, które nie ma dzieci? Akurat w moim najbliższym otoczeniu jest mnóstwo kobiet, które chcą mieć dzieci i ich nie mają, bo nie mają z kim. Moja sąsiadka nie ma dzieci, bo mąż ich nie chciał, a gdy zaczęła naciskać, to się z nią rozwiódł. Moją koleżankę mąż zostawił po urodzeniu się drugiego dziecka - bo on tego drugiego dziecka nie chciał i urodzenie go potraktował jako złamanie kontraktu małżeńskiego. Dla tych kobiet ta reklama jest po prostu pluciem im w twarz. Wszędzie w kościele, w rządzie, w gazetach słyszymy o tych wrednych polskich sukach (przepraszam za słowa, ale tak można podsumować to co się słyszy), które nie chcą rodzić dzieci. Dzieci nie biorą się z dzieworództwa, do tego trzeba kobiety i mężczyzny. Nie tylko by je począć, ale by je także wychować. Mężczyzn nikt nie piętnuje. Mężczyźnie wolno stawiać na pierwszym miejscu karierę, mężczyźnie wolno odejść od żony z niepełnosprawnym dzieckiem i nie interesować się więcej wybrakowanym potomkiem, mężczyźnie wolno olać rodziców (ostatnio to kobietę skazano za brak nadzoru nad chorym ojcem, o to, dlaczego jej brat nie zajął się ojcem, gdy jej nie było, sąd nawet nie zapytał), mężczyzna ze wszystkiego jest rozgrzeszony. Kobieta cokolwiek by nie zrobiła jest piętnowana. Siedzi w domu z dzieckiem - to jest głupią kurą domową, idzie do pracy - to jest zimną suką, ma mało dzieci - jest egoistką, ma dużo dzieci - jest nieodpowiedzialna. Zamiast marnować kasę na głupie spoty lepiej było dać tę kasę matkom niepełnosprawnych dzieci na ich rehabilitację.

w stanie błogosławionym była przez okres prawie 12 lat. Są mężczyźni, którzy zwykli szczycić się, a nawet przechwalać 'wielodzietnością' jakby to był jaki wyczyn. Z drugiej strony ta sama społeczność nie dostrzega problemów związków w których powołanie do życia - Życia wiąże się z ogromnymi trudnościami, zdrowotnymi, ekonomicznymi. Gdy się tak słucha i czyta owych wypowiedzi, opinii można odnieść wrażenie, że chodzi tylko o to, aby rodzić, jak najwięcej, a dalej jakoś będzie. No, nie tak. To się już nie wróci. Dzieci wprawdzie są przyszłością narodu, ale trzeba im ową przyszłość zapewnić, przygotować grunt. One najwięcej chłoną na pierwszym etapie życia począwszy od pierwszych dni...Na pewno wiele lęków jest nieuzasadnionych, niemniej to jest życie, a w 'spotach' to można sobie owszem jakieś style promować, ale na pewno nie podejście do takiego tematu jakim jest podjęcie decyzji o powołaniu kobiety...Niby 'Mama i Tata', ale Taty nie widać. W tym kraju sprawy kobiet są postawione na głowie, albo do góry nogami. Jak zwykle, ma być Matka-Polka. Coś, nieco, się kobietom udało, to znów, trzeba kobiety ściągnąć w dół/zdołować.

Napisała Pani: "można odnieść wrażenie, że chodzi tylko o to, aby rodzić, jak najwięcej, a dalej jakoś będzie." Czy Pani się wydaje, że mamy jakiś szalony urodzeniowy wyścig zbrojeń? Że jesteśmy biednym przeludnionym państwem zagrożonym eksplozją demograficzną? Halo, tu Europa, Polska AD 2015. Nie Niger, ani Somalia. Dzieci rodzi się blisko dwakroć za mało, by zapewnić prostą reprodukcję. To znaczy, że gdy nastąpi wymiana pokoleniowa, będzie Polaków niemal dwa razy mniej (nie uwzględniając migracji, także niekorzystnej). O uzupełnianiu strat w ogóle nie ma co mówić: załamanie demograficzne trwa już ponad dwadzieścia lat! To znaczy, że brakuje już całego pokolenia, które mogłoby już mieć swoje dzieci. To znaczy, że tej straty (w liczbach bezwzględnych dorównującej stratom ludzkim Polski w II wojnie światowej) już się nie da nadrobić. W samej pięciolatce 07-12 zamknięto ok. tysiąc szkół podstawowych, a uczniów ubyło i w tych, które zostały. Ale Polacy dalej spadają w bezdzietną przepaść. Jesteśmy w ścisłym gronie najmniej dzietnych narodów świata. Nawet Chiny, wymuszające brutalnie "politykę jednego dziecka" mają wyższy wskaźnik TFR niż Rzeczpospolita. Ponadto u nas zapaść jest wyjątkowo gwałtowna. Tu nie chodzi "aby rodzić jak najwięcej", lecz o to, aby przetrwać. A na razie - aby przynajmniej spowolnić wymieranie nacji. Pretensje do nieodpowiedzialnych mężczyzn są bardzo zasadne, zgoda, i pewnie każda okazja jest dobra, aby tłuc w męskie szowinistyczne świnie. Ale doprawdy, JEDNA (na ile lat?) reklama adresowana do kobiet, aby rozważyły w swych życiowych planach macierzyństwo, to nie jest powód do takiej histerii.

siedzę głęboko w temacie, po uszy. Przeżyłam trzy niże i bodaj dwa wyże...i mam jeszcze trochę poczucia dobrego smaku i odwagi obywatelskiej. Takie 'spoty' to mnie obrażają. Piszę więc o tym, że kobieta nie jest państwowym 'inkubatorem' i bardzo proszę o bardziej ludzkie podejście do zagadnienia, z szacunkiem...Może wyjechać do Paryża, wyjść za mąż za wyrozumiałego, sympatycznego i inteligentnego Francuza i jeśli zechce tam pozostać podnosząc niż ...?we Francji to tak będzie. Ten 'spot' to absolutny niewypał, daje nie najlepsze świadectwo o organizatorach. Daje do myślenia w jaki sposób postrzega się kobiety w Polsce, co się o nich myśli. Naprawdę sądzi Pan, że taki obraz kobiety jest charakterystyczny dla Polek?Nie! Są znacznie inteligentniejsze i jedyne co pozostaje po tej kampanii to wstyd dla pomysłodawców.

Każdego dnia dziesiątki reklam komercyjnych budują wizerunek kobiet i mężczyzn zredukowany do tak groteskowych rozmiarów, że ręce opadają do ziemi, a zęby zgrzytają. Nie oglądam tv, ale z reklam radiowych wynika, że kobiety tylko gną się od skurczów łydek, mają nieustanne problemy z pęcherzem (i z tego powodu unikają wychodzenia z domu), oraz konają z chronicznego niedoboru magnezu. Generalnie, do kobiety nie podchodź bez przeczytania ulotki lub konsultacji z lekarzem lub farmaceutą. Naprawdę sądzi Pani, że taki obraz jest charakterystyczny dla Polek? Ja nie. Ale nikt się jakoś zanadto nie oburza. Z grubsza rozumiemy, że w celem reklamy jest zapadający w pamięć przekaz. I choćby nas ta kretyńska piosenka wyprowadzała z równowagi, to jednak utrwala się, że w sklepie XYZ "włączają niskie ceny". Przerysowania, stereotypy, wyolbrzymienia - to są typowe narzędzia w tej branży. Ja nie twierdzę, że ten spot jest wyjątkowo udany, że ujmuje w kilka sekund Polkę drugiej dekady XXI wieku trafniej, niż literatura piękna, faktu i cała kinematografia. To tylko spot, jeden z bardzo wielu. Za to poruszający realny i ważny problem społeczny. Na moje oko - ten spot nie ustępuje jakością sławetnej kampanii społecznej "Bo zupa była za słona", nad którą jednak ma tę przewagę, że nie jest sfinansowany z pieniędzy publicznych. *** I nie, nie przeżyła Pani niczego choćby porównywalnego z trwającą od 1989 roku zapaścią demograficzną, nawet jeśli pani doświadczenie sięga międzywojnia (proszę wybaczyć, ale przypuszczam że jest Pani raczej młodsza). Wystarczy spojrzeć na liczby. Przed 1989 bywały wyże i niże, ale zawsze rodziło się wystarczająco wiele dzieci, by zastąpić pokolenia dorosłe. Od ćwierć wieku (!) jest przeciwnie, a wyrwa powiększa się cały czas. Zagadnienie procentu składanego jest mniej więcej jasne. Proszę więc dla porównania wyobrazić sobie, że nasz kapitał jest ulokowany na koncie z oprocentowaniem ujemnym. Od ćwierć wieku. Proszę sobie wyobrazić, że to jest kapitał na przyszłość, np. na studia dla dziecka. I że widząc, jak nasze oszczędności topnieją z roku na rok, wzruszamy ramionami, "bo jakoś to będzie".

nie rozumiejąc w czym problem, na domiar porównania które Pan stosuje potwierdzają moją opinię tyczącą się organizatorów kampanii. Jeśli taki poziom na jaki Pan wskazujesz osiągnęła inicjatywa to nic tylko współczuć pomysłodawcom. Jeśli masz problem z pęcherzem to zażyj lekarstwa, które można kupić w najbliższej aptece. Dzieci niestety tego rodzaju problemem nie są. na nie-miłość lekarstwa nie kupisz. Jeśli kobieta nie jest gotowa do macierzyństwa, albo nie znajduje w mężczyźnie partnera nie zrobi tego, co niegdyś jej babka, wychowa sama za cenę wszystkiego.

Wprowadziła Pani rozmowę na etap, w którym argumenty zastępuje impertynencja, co musi oznaczać koniec dialogu. Nie życzę sobie, by odzywać się do mnie w takiej formie. Zgłosiłem Pani komentarz jako nadużycie.

Do tej pory próbowałam wyjaśnić Panu niegodne traktowanie kobiet w spocie. Pan na to przytacza reklamy telewizyjne. Czy do tego poziomu schodzimy? Co ma piernik do wiatraka? Chyba, ze istotnie spot i reklama mają coś ze sobą wspólnego?

Definicja słowa "spot" wg PWN: "krótki film reklamowy; też: krótka reklama radiowa". Porównuję dyskutowany spot do innych spotów; wizerunek kobiety w tym spocie do wizerunku kobiet w innych spotach. Kampanie społeczne polegają na zastosowaniu narzędzi marketingowych w celach społecznych. Spot (komercyjny, polityczny, społeczny) jest tym samym narzędziem, niezależnie od treści jakie propaguje; forma jest jak najbardziej porównywalna.

O to mi chodziło, ze jak każda reklama ma swoich odbiorców. Już oceny tychże nie podejmuję się.

zaraz naprawię błąd, proszę Pana.

Uprzejmie proszę jeszcze o zamianę form "Pan stosujesz" na "Pan stosuje". Z góry dziękuję i pozdrawiam.

z dołu.

ta reklama nie promuje posiadania dzieci, nie przedstawia uroków macierzyństwa, ta reklama to walka o kobietę zredukowaną do roli inkubatora. Ta reklama próbuje walczyć z edukacją wśród kobiet, z pozamacierzyńską aktywnością kobiet i o to jest cały ten szum, jak pan próbuje bronić tej reklamy przez porównywanie jej do innych równie beznadziejnych reklam to mówi już samo za siebie, że sam pan czuje, że jest ona beznadziejna i uwłaczająca dla kobiet.

Czy po to zaczeło się moje życie bym mogł się zabawić, wygodnie poleżeć, przebywaać w otoczeniu pięknych przedmiotów? Czy na świecie pojaiłem się dla własnej przyjemności? Ile Talentów otrzymałem, i które znich zakopałem, i co powiem gdy powróci Pan który pozostawił mi te Talenty? Że nie mogłem sie nimi zająć, bo musiałem zobaczyć Paryż, wymienić okna na większe? Po co mi sześć krzeseł skoro moge siedziec tylko na jednym? Na czym polega sukces człowieka stojacegon nad grobem? Może nie dziś, nie za rok nie za lat piędziesiąt, ale każdy z nas już stoi w kolejce do niego. Czy życiowy sukces mierzy się ilością zjedzonej szynki parmeńskiej? Ciągle mówimy, że jesteśmy zbyt ubodzy, że brak nam teg i tam-ego ..., A czy ludziom na gruzach powojennej Warszawy żyło się lepiej? Brak mieszkania? To już widzieliśmy? Głód? Nawet nie wiemy co to głód. Poczucie pewności Jutra? Ale nie zrzędzili. Rodzili. Bo to my mamy strach w oczach. Boimy się cienia skrzydeł przelatującego motyla. Pragniemy wychwać jedno dziecko, ale idealnie. W idealnych warunkach, w idealnych szkołach, na prezesa banku, na ministra przyszłego rządu. Musi być bezbłędne. A ono chce tylko pojawić się na świecie, poczuć blask i ciepło Słonca. Powalczyć o swoje zbawienie. Jedząc kaszankę i śliwki z ogrodu. Wcale nie czeka na tą szynkę parmeńską. Zgodzi siena marna rowincjonalną szkołę i posadę za 1800, ale też chce zobaczyć ten świat.

Ludzie dziś żyją inaczej, nie umierają jutro, nie rodzą dzieci, aby miał kto pójść na wojnę, walczyć za ojczyznę...Życie nie toczy się wokół naszego ogródka, a świat to tez życie, ludzie i dzieci, owszem nie nasze, polskie, ale dzieci.

to nie żaden cud, można zwiedzać świat za wcale nie duże pieniążki...A polskie produkty nie wcale tańsze od szynki parmeńskiej, więc bez przesady. Posilałam się kartoflanką za 27 zł i żurkiem za 31 zł. Naprawdę.

W miarę urządzone mieszkanie (ale bez przepychu, ba wręcz ma być delikatny bałagan, ale przytulnie, ma być wrażenie bezpieczeństwa i stylowo bez kiczu), trójka dzieci (cztery może kogoś przerazić, trzy dobrze się mentalnie sprzedaje, a nam przecież chodzi o zachętę), mama z tatą przy stole planują wakacje, mówią o dzieciach i planach. Matka mówi, że "mamy trójkę wspaniałych dzieci, bez nich nie wyobrażamy sobie życia, że są szczęśliwi, że było czasem trudno, ale warto było choć muszą oszczędzać, że wraca do pracy, robi kurs na coś tam, że Bóg i rodzina pomogli i podkreśla, że czuje się spełniona i szczęśliwa", mąż widoczny, składa dzieciom jaki model, coś tam od siebie dopowiada, że "potrafi przewijać pieluchy, że myślał, że to trudniejsze, ale że pomagał ukochanej żonie jak mógł, że nawet przy trzecim dziecku sam rozważał wzięcie urlopu macierzyńskiego, że rodzina dla niego to wszystko, że jego znajomi jeżdżą lepszymi wozami, ale za to on ma kogo wozić, że jego dzieci są jak Formuła 1 to jemu już wystarczy samochód używany, a jak żona wróci do pracy to może na co oszczędzą?, że dobrze, że się zdecydowali na dzieci, bo dzięki nim czuje, że żyje, czuje się młodszy i ma na kogo pracować i widzi sens własnego wysiłku". Oooo i taka reklama byłaby pro macierzyńska, a nie to co nam odstawiono, ideologiczny straszak walczący z edukacją i aktywnością kobiet, byle znowu z kobiet zrobić niewolnice.

Bardzo dobre podsumowanie.

A wstrząsać powinien. Informacja o śmiertelnych skutkach palenia na paczce papierosów jest nudną informacją. Jak się uczestniczy w pogrzebie młodego człowieka, który "wypalił" sobie płuca to można się dać wzruszyć, a nawet wstrząsnąć. I dlatego uważam, że omawiany tutaj produkt spełnia swoje zadanie. A poza tym ten spot był dla moich córek, które jeszcze nie ukończyły 15 lat. One intensywnie myślą o tym co jest w życiu ważne, gdzie i jak znaleźć złoty środek. Nie sądzę aby ta krótka reklamówka zniechęciła je do robienia kariery. Może jedynie przypomniała, że macierzyństwo jest czymś bardzo wartościowym. Tylko tyle i aż tyle.

Mój pomysł na spot jest w sumie prymitywny i bazujący na pozytywnych emocjach, ale jak ktoś woli negatywne? Jego wybór, kwestia wrażliwości. Jedni wolą spokojne i pozytywne przemyślenia ks Tischnera inni wolą dobrze wspominać "wstrząsający" Zakon krzyżacki.

Dziewczynka lat 4 stoi w pięknej sukience jak do ślubu przed ołtarzem. Ksiądz katolicki udziela dziecku chrztu świętego. Dziewczynka jest przejęta, ale nie wystraszona. Wokół dużo pozytywnej energii, wszędzie uśmiechnięte twarze. To było wczoraj. Asystowałem naszemu proboszczowi w uroczystości przyjęcia do Kościoła Świętego nowego członka ( członkini ). Wreszcie jakieś urozmaicenie. Zamiast pogrzebu i nieboszczyka, jakiś żywy człowiek, który ma - daj Panie Boże - długie udane życie przed sobą. Dziewczynka wyglądała zjawiskowo. Jej zdjęcie z uroczystości chrztu nadawałoby się pewnie na okładki kolorowych kobiecych pism. Trochę mnie dziwiło, że rodzice czekali z chrztem aż cztery lata. Dziś dowiedziałem się, że dziecko było niedawno adoptowane ( jakiś rok temu ) i kilka miesięcy trwało wyprostowanie różnych formalności. Jej o rok starszy brat - też elegancko ubrany jak do ślubu - był adoptowany rok wcześniej.

Tylko założę się, że większość zamiast radości i pozytywnego przesłania zacznie się zastanawiać, co to za "heretycy", że tak "stare" dzieci chrzczą? :P

Zupełnie niepotrzebnie. Nikt od niego tego nie wymagał. Ważne, że dziecko ma odpowiedzialnych, troskliwych rodziców. Może nie tak majętnych jak sir Elton John i jego przyjaciel ale też raczej zaradnych i nie biednych.

Niemniej znamiennym jest, że się tłumaczył, dlaczego się tłumaczył? bo taki jest paradygmat, że wszczepia się poczucie winy tam gdzie go być nie powinno. W tym kontekście wolałbym zostawić Eltona Johna i jego przyjaciela w spokoju. Wskaźnik bogactwa jako wskaźnik dobrego rodzicielstwa też uważam nie na miejscu, ale rozumiem pana ironię w tym miejscu i jej sens.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]