Aramejczyk

Czyta się kilka minut

W tym momencie to jeszcze abstrakcja, ale pustynni tułacze rzeczywiście będą kiedyś orać i siać w Ziemi Obiecanej. Gdy izraelicki rolnik zbierze pierwociny, przyniesie je z wdzięcznością do Świątyni. Wręczy kapłanowi kosz – poucza Mojżesz swoich słuchaczy – „i ozwiesz się, i powiesz przed Wiekuistym, Bogiem twoim: »Aramejczykiem tułającym się był praojciec mój...«” (hebr. Arami owed awi; Pwt 26, 5; Cylkow).

Słowa otwierające ową deklarację brzmią dla żydowskiego ucha znajomo – odczytywana corocznie w czasie wieczerzy paschalnej opowieść o wyjściu z Egiptu (tzw. Hagada) zawiera dogłębną interpretację tego tekstu. Ale coś się nie zgadza – w Hagadzie jest powiedziane, że „Aramejczyk chciał zgładzić mojego ojca”! Zajrzyjmy do Wulgaty: „Syrus persequebatur patrem meum”, oraz do przekładu Jakuba Wujka, który korzystał z niej jako podstawy, lecz deklarował, że uwzględnia hebrajski oryginał: „Syryjczyk prześladował ojca mego”. Zastanawiająca jest ta zbieżność łaciny z wersją z Hagady. Aram zaczął być nazywany Syrią jeszcze w starożytności, także przynajmniej w tym względzie rozbieżności nie ma.

Wpierw dosłowne rozumienie tekstu: którego z Praojców można by nazwać „aramejskim tułaczem”? Abraham wyrusza do Ziemi Obiecanej z Charanu. Charan, miejsce zamieszkania Labana, Jakubowego teścia, nosi też nazwę Paddan-Aram. Żona Izaaka, a zarazem siostra Labana, Rebeka, pochodzi z Aram-Naharaim. Nasuwa się więc wniosek, że mówimy o Abrahamie, tymczasem Hagada wprowadza interpretację rolniczej deklaracji, każąc nam zważyć, co zamierzał uczynić Laban Aramejczyk naszemu Praojcu Jakubowi. W Biblii faktycznie dyżurnym Aramejczykiem jest Laban (zob. Rdz 25, 10; 28, 5; 31, 20 i 24). Jedyne dwa słowa aramejskie w Księdze Rodzaju – jegar sahaduta (kopiec świadectwa; 31, 47) – pochodzą właśnie z jego ust. Jednak kto choć trochę orientuje się w hebrajskiej gramatyce, stwierdzi, że w aliteracyjnym (po trzykroć alef) wyrażeniu Arami owed awi Aramejczyk nie może odnosić się do Labana. Rdzeń alef-wet-dalet (tu w formie owed) znaczy „być z(a)gubionym”, „zaginąć”, „błąkać się”. Cóż zrobić – kiedy midrasz ma dla nas jakieś ważne przesłanie, gramatyka schodzi na dalszy plan.

Laban chciał zniszczyć Jakuba? Czy to ma sens? Zachowywał się wprawdzie jak ramaj (to ten sam zbiór liter co Arami), czyli oszust, podmieniając Rachelę na Leę i kombinując z Jakubową zapłatą. Jednak nic w tym dziwnego, że chciał, by Praojciec pozostał w Aramie: Jakub był znamienitym pasterzem, poza tym Laban stale miałby córki i wnuki na wyciągnięcie ręki. Ale gdyby Jakub tam został, co stałoby się z dziedzictwem Abrahama? Mniejszość na wygnaniu łatwo może ulec hegemonii większości. Asymilacja zabija po cichu.©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2021