75 lat

Co mam Wam powiedzieć w czas zarazy? ­Jednak to: miałem 30 lat, kiedy – dobrze pół wieku temu – znalazłem się w „Tygodniku”, który się cieszył prestiżem ważnego, katolickiego pisma opinii.

Reklama

75 lat

75 lat

17.03.2020
Czyta się kilka minut
Co mam Wam powiedzieć w czas zarazy? ­Jednak to: miałem 30 lat, kiedy – dobrze pół wieku temu – znalazłem się w „Tygodniku”, który się cieszył prestiżem ważnego, katolickiego pisma opinii.
Ks. Adam Boniecki. Fot. Maciej Zienkiewicz dla „Tygodnika Powszechnego”
Ks. Adam Boniecki. Fot. Maciej Zienkiewicz dla „Tygodnika Powszechnego”
M

Miał wtedy 19 lat, w tym dwuletnią przerwę (1953-56) spowodowaną zamknięciem go przez władze PRL, w ramach represji za odmowę opublikowania obowiązującego nekrologu po śmierci Józefa Stalina. Redakcja była młoda, dziś widzę, że młodsza, niż wtedy zdawałem sobie sprawę. Rolę czcigodnych starców pełnili Zofia Starowieyska-Morstinowa (73 lata) i Antoni Gołubiew (57). Władzę sprawowali Jerzy Turowicz (52), Jacek Woźniakowski (44), Stanisław Stomma (56), Stefan Wilkanowicz (40), ks. Andrzej Bardecki (48), a z czasem także Mieczysław Pszon (49). Inni redaktorzy lokowali się w przedziale między 42. (Żychiewicz) a 33. (Krzysztof Kozłowski) rokiem życia.

Nakład pisma był regulowany przez władze, a przydział papieru reglamentowany. W redakcji panowało (słuszne) przekonanie, że zapotrzebowanie na „Tygodnik” jest znacznie większe niż dozwolony nakład. Pismo było poszukiwane, prenumerata ograniczona, w kioskach rezerwowano je w teczkach dla stałych odbiorców. Z „Tygodnikiem” współpracowali inteligenci, biskupi, księża, katolicy świeccy i ludzie niekoniecznie utożsamiający się z Kościołem, myślący. Na któryś z jubileuszy otrzymaliśmy telegram z życzeniami podpisany „Najpilniejszy czytelnik” – to był nasz krakowski cenzor.

Bo „Tygodnik” wychodził legalnie i jak każda legalna publikacja w PRL-u podlegał cenzurze. Co więcej, spłacał serwitut w postaci państwowotwórczego tekstu w święta narodowe: 1 maja i 22 lipca. Gra z cenzurą polegała na wykłócaniu się o publikację kwestionowanych artykułów czy ich fragmentów. Jeśli ingerencja zmieniała sens tekstu, redakcja dokreślała resztę zdeformowanego fragmentu albo wycofywała cały tekst. Stosowano też swoisty szyfr. Na przykład o Miłoszu, na którego nazwisko był zapis, pisaliśmy „Poeta”. Teksty-serwituty godzinami szlifowano w redakcji, żeby czyniąc zadość wymaganiom władzy, nie naruszyć granic uczciwości. Czytane dziś brzmią dość okropnie, ale wtedy każdy wiedział, o co chodzi, byliśmy od tego, co „między wierszami”. Dużo się tam mieściło.


CZYTAJ TAKŻE

ARTYKUŁ MICHAŁA OKOŃSKIEGO: Najgorszy czas w 75-letniej historii „Tygodnika”? Nie, to nie było w okresie zamknięcia redakcji za odmowę druku pożegnania Stalina i nie wcześniej, w apogeum stalinizmu. To było za Gierka, kiedy dookoła bawiono się w najlepsze >>>


Te świadomie wybrane kompromisy były w oczach niektórych ludzi i środowisk nie do przyjęcia. Zarzucali „Tygodnikowi” akceptację sytuacji politycznej, a nawet współpracę z reżimem. Już sam fakt istnienia „Tygodnika” był przez „nieskazitelnych” uznawany za zgodę na przyjęcie roli figowego listka, mającego przesłonić przed światem bezeceństwa ustroju. Ci jednak „Tygodnika” nie czytali. Ci zaś, którzy go czytali, zdawali sobie sprawę z absurdalności owych podejrzeń i zarzutów. Przede wszystkim wiedzieli o niej „najpilniejsi czytelnicy” w Komitecie Centralnym rządzącej wówczas Polską partii. Wystarczy przejrzeć wydane przez IPN w 2007 r. „Plany pracy Departamentu IV MSW na lata ­1972–1979” (niestety opublikowano tylko ten jeden fragment planów), aby się przekonać, jak niebezpiecznym miejscem w oczach MSW i aparatu władzy PRL-u był „Tygodnik Powszechny”.

Wiadomo, że pisma opinii czytają przede wszystkim ludzie utożsamiający się z filozofią pisma. Kto myśli inaczej – nie czyta. Kto jest promotorem innego myślenia, ten bez pardonu krytykuje pismo, obrzydza je i zniechęca do niego, kogo tylko zdoła. Po 75 latach „Tygodnik”, wciąż ten sam, zachował przynajmniej dwie charakterystyczne dlań cechy. Przeciętną wieku redaktorów oraz zdolność denerwowania porządnych ludzi. Lubię to. ©℗


75-lecie „Tygodnika Powszechnego” – czytaj więcej w serwisie specjalnym >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Najlepsze Zyczenia kolejnych 75 lat dla Tygodnika !!! Moim zdaniem najlepszy tygodnik w Polsce z niesamowita tradycja !!! No i jeszcze te Naczelny (Senior) Ks. Adam !!! Bardzo sobie cenie ks. Adama, Niesamowity czlowiek !!! Chlone wszsytko co pisze ks. Adam i zawsze nie moge sie doczekac kolejnych artykulow, ksieze Adamie duzo zdrowia i prosze trwac z nami a my bedziemy trwac z Tygodnikiem !!!

Piszemy po polsku ą, ę, ł, ó.

Nieco bawią mnie wspominki artystów, kabareciarzy, dziennikarzy, słowem wszystkich władających słowem dla zarobku, jak to borykali się z cenzurą i pisząc między wierszami ją przechytrzali. Zrazu przychodzą mi na myśl, przaśne opowiastki ludowe, o sprytnym dziadzie co to Diabła przechytrzył. Jakiś niedorobiony personel piekielny w tych opowieściach góruje, ku pokrzepieniu serc prostaków. Co tam dużo pisać, baśń się baje, a życie toczy się zupełnie innymi koleinami. By zostać cenzorem nie wystarczała „chęć szczera”, to byli wytrawni gracze, biegli w słowie i w piśmie, między wierszami czytali niezgorzej. Mieli też i zalety, nie puszczano w eter knotów, z wyjątkiem partyjnej propagandy. Czasów Gomółki nie pamiętam na tyle by się o tym czasie wypowiadać, ale Gierka to co innego. To czas całkiem niezłych stosunków na linii parafia komitet partii, a i góra całkiem nieźle się dogadywała - prawda. Rozumiem, ze dziś wszyscy wojownikami o wolność i demokrację, o wolności sumienia nie wspomnę. Ksiądz nie miał problemu z dostaniem talonu na dużego fiata, nie robiono mu fochów z przydziałami na materiały budowlane, gdy budował kościół itp. Chrzczono po cichu dzieciaki partyjnych i tam takie wzajemne usługi sobie świadczono. Być może to właśnie zaowocowało masowym cudem nawrócenia partyjnych po upadku komuny i zajęcia przez nich najszacowniejszych miejsc w Kościele. Tygodnik czytałem już jako młodzieniec, bo prenumerowano go w babci domu. Fakt, różnił się od innych gazet i to mu zostało, za co go cenię najbardziej. Trzyma poziom, a to wielka sztuka w dzisiejszych czasach.

nigdy się klerowi w powojennej Polsce lepiej nie powodziło jak w drugiej połowie PRL-u, za czasów Gierka itede, władza nie dość że się nie wtrącała, to jeszcze dokarmiała, a owieczki padały na kolana nawet przed cieniem sutanny - btw, współpraca księży i biskupów z SB była poniekąd wpisana w ten schemat - dziś kościół tonie między innymi dlatego, że przerośnięty jest jak nowotworem nabrzmiałą w tamtych czasach pychą, podkręconą na maksa polskim papieżem i eksplodującą niczym szatański gejzer w III RP

roku. Miałem wtedy 15 lat. Jestem jego wiernym czytelnikiem do dziś. Wszystkiego najlepszego!

Serdeczne gratulacje! 75 lat to szmat czasu, chapeau bas i najwyższy szacunek za fachowość, mądrość, wiedzę, wnikliwość, krytyczne sądy opisujące polską rzeczywistość nie tylko religijną ale i społeczną i polityczną, cechy niezwykle ważne dla edukacji i kształtowania postaw współczesnego Polaka, szerzej człowieka w łączności z Bogiem w chrześcijańskim świecie. Do tego dużo zdrowia dla wszystkich redaktorów na czele ks. Adamem Bonieckim, redaktorem seniorem oraz Piotrem Mucharskim redaktorem naczelnym, szczególnie teraz, na czas koronawirusa, Każdy czytelnik ma sporo wspomnień. U mnie też nazbierało się ich niemało, poczynając od lat 70-tych gdy udawało mi się nabyć TP w kioskach Ruchu w Warszawie. Gdy na początku lat 80-tych znalazłem się w Austrii, TP stał się moją podstawową cotygodniową lekturą. Łatwiej go można było dostać w sklepikach przy polskim kościele na Renwegu niż w Polsce. Ale i tu szybko znikał z regałów. Zawierał bowiem zawsze wiele artykułów podtrzymujących ducha wolności i tolerancji do innych ludzi i nacji. Liczne interwencje cenzury w każdym wydaniu TP są dzisiaj najlepszym dowodem jego niezależności i sprzeciwu wobec oficjalnej doktryny. Jeżyło się od nich w wielu artykułach opisujących ówczesną rzeczywistość, w szczególności w felietonach Kisiela. Wiele roczników TP z tamtych lat przechowuję do dzisiaj na stryszku, jako cenną pamiątkę. Charakter pisma i jego czar tworzyło przez dekady grono wybitnych pisarzy i redaktorów na czele z prawdziwym intelektualnym tuzem Turowiczem, a potem po jego śmierci wspaniałym ks. Adamem do dzisiaj. Są autorzy których nie mogłem nie przeczytać, bowiem to oni kreowali jego profil. Mam na myśli takie postacie jak Stomma, Pszon, Żychiewicz, Skwarnicki, Hennelowa, ale także, Krzysztof i Maciej Kozłowski, Graczyk, Banaś, Burnetko, Drawicz, Skalski, całą plejadę pisarzy z Bartoszewskim, Lemem, Pilchem oraz wybitnych księży jak Arcybiskup Życiński, Tischner, Świeżawski, Kracik, Salij, Musiał i wielu, wielu innych. Pozostaję nadal wiernym czytelnikiem TP, od wczoraj w wydaniu internetowym ze względu na łatwiejszy dostęp, choć nie ukrywam że nie będzie mi łatwo odstąpić od lektury w wydaniu papierowym. Najważniejsze, że pismo zachowuje do tej pory wysoki poziom intelektualny i redakcyjny dzięki nowym, utalentowanym redaktorom, których artykuły staram się nie przeoczyć, jak choćby Sikory, Żyły, Augustyna, Śpiewaka, Pięciaka, Stankiewicza, Rabija, Okońskiego, Nosowskiego oraz księży z arcybiskupem Rysiem na czele, ale także Hellera, Oszajcy, Prusaka, Draguły, i innch. Życzę z całego serca zachowania jak najwyższego poziomu intelektualnego czasopisma wraz gromkim „Sto lat” dla całej redakcji na kolejne lata.

Dlaczego SERWIS SPECJALNY dedykowany panedmii jest gdzieś na dole, w jakims linku, podczas gdy na samej górze jest komentarz. To jest Tygodnik, a w obecnej sytuacji powinien nadążać za tym co sie dzieje. Aple pd POLECAMY brzmią zwyczajnie zabawanie. Czy mało jest tam redaktrów od layapotu. Felietonistka pisze, że hest dzis 13 marca i ona ma cos do powiedzenia, a jest dziś 21 marca. Przecież serwis online również mozna modelowac i przebudować. Czy są w TP redaktorzy od takich posunięć?

W czasach zarazy trzeba pisać prawdę tak jak i w każdym innym czasie. A was niestety nie stać na to aby wydusić z siebie jakieś dobre słowo o ministrze zdrowia profesorze Szumowskim. Chętnie za to kadzicie takim politykom jak Tusk, Bodnar czy Grodzki. I nie przeszkadza wam zupełnie, że nawet osoby, pogardzające PiSem i Kościołem zauważają, że "liczne zgłaszane przypadki korupcji pana marszałka wyglądają niestety na prawdopodobne." I jeszcze taki typowy dla Tygodnika obrazek. W tym numerze recenzja "bajkopisarstwa" Blanki Lipińskiej. Magdalena Nowicka-Franczak zasadniczo chwali Lipińską, że popularyzuje erotykę ale jej protest budzi to, że bohaterka "trylogii" wychodzi za mąż i nie stosuje środków antykoncepcyjnych. Hmmmm. Jak na pismo katolickie to mocno progresywnie.

Z okazji jubileuszu najlepsze życzenia dla całej Redakcji TP!
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]