Zmiana

Zgodnie z oczekiwaniami Benedykt XVI trzykrotnie pojawiał się w oknie przy Franciszkańskiej 3.
Czyta się kilka minut
fot. G. Kozakiewicz /
fot. G. Kozakiewicz /

Historia papieskich spotkań z młodzieżą pod oknem krakowskiej kurii sięga 1979 r. Wtedy, 6 czerwca, podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, niespodziewanie wyszedł on do czekających pod kurią wiernych i... stanął na parapecie. Potem pojawiał się tu podczas każdego pobytu w Krakowie: "Jakby się kto pytał, pamiętajcie: Franciszkańska 3!".

Ludzie zapamiętali. Także podczas ostatniej choroby Jana Pawła II i po jego śmierci codziennie gromadzili się na Franciszkańskiej. A po konklawe grupa krakowskiej młodzieży wysłała list do Watykanu, w którym zaprosiła następcę Karola Wojtyły do Polski, bo nie chce, "by okno kurii nadal pozostało puste".

Jest wreszcie piątek, 26 maja 2006 r., wieczorem. Rodzeństwo, Bernadetta i Marcin, stoją tu od kilku godzin. Po raz pierwszy oczekują na Papieża pod kurią. - Chcielibyśmy zrobić zdjęcia, kiedy będzie przejeżdżać. Potem chcemy podejść pod okno. Jesteśmy pewni, że przemówi.

Podobnie sądzi Alicja: - Dopiero co wysiadłam z pociągu i postanowiłam tu przyjść, żeby przywitać się z Benedyktem. Byłam na spotkaniu z nim podczas Dni Młodzieży w Kolonii.

Godzina 20. Okolice Pałacu Biskupiego szczelnie wypełnione. Wyczekiwanie. Anna sprzecza się z poznanym w tłumie Józkiem o przebieg pielgrzymek Jana Pawła II. Konrad, student z Katowic, dostrzega na dachu pobliskiego hotelu snajperów, którzy najwyraźniej podzielają zniecierpliwienie zgromadzonych. Grupki młodzieży śpiewają na przemian góralskie piosenki i "Barkę". Papież nie przybywa o 20.30, jak widniało w programie. Trudno utrzymać nerwy na wodzy: ktoś krzyczy "jedzie!", tłum faluje, ludzie stają na palcach. Fałszywy alarm. Kolejny wybuch przedwczesnej radości wywołuje radiowóz. W końcu opóźnione o godzinę powitanie - mimo falstartów żywiołowe. Papamobile przemyka przez Franciszkańską. Oklaski, powitalne okrzyki. Kiedy pojazd znika w bramie pałacu, policja pozwala podejść bliżej.

O 21.44, kwadrans po przekroczeniu progu biskupiej siedziby, Benedykt pojawia się w oknie. Brawa, okrzyki "Witaj w domu!". Papież zaczyna mówić, po polsku: dziękuje za obecność i serdeczne przyjęcie (entuzjazm zgromadzonych), a potem wygłasza krótką mowę po włosku. Niektórzy wydają się trochę skonsternowani, świeże jest wspomnienie przekomarzania się z młodzieżą w wykonaniu Jana Pawła II. Sześciominutowe spotkanie kończy błogosławieństwo po łacinie. Mimo okrzyków "Zostań z nami!", Papież odchodzi od okna, w pokoju gaśnie światło. Młodzież nadal śpiewa, ale przed godz. 23 okolice kurii pustoszeją. Będą się zapełniać jeszcze dwukrotnie: następnego wieczora i przed wyjazdem Benedykta do Auschwitz.

- Tęsknię za papieżem-Polakiem, ale dobrze, że potrafimy tak ciepło przyjąć papieża-Niemca - mówi Gosia, studentka. Jej koleżanka Monika nie podziela rezerwy koleżanki: - To nasz Ojciec Święty i tyle.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2006