Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Drogowskazy na bezdrożu

Drogowskazy na bezdrożu

06.11.2017
Czyta się kilka minut
„Onego czasu ze wszystkich kobiet na ziemi najurodziwsza była Europa, córka Agenora, władcy fenickiego miasta Sydonu” – pisał Jan Parandowski.
D

Dziś jednak Europa przypomina neurotyczną kobietę w średnim wieku, gubiącą się w gąszczu pytań, które sama sobie zadaje i na które boi się odpowiedzieć.

Europa utknęła w autoanalizie. Niby wie, że trzeba działać i że tylko ucieczka do przodu ją uratuje, ale stoi nad przepaścią i waha się, czy skoczyć. Taki obraz wyłonił się z dyskusji podczas XVII Międzynarodowej Konferencji pt. „Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej”, która odbyła się w dniach 27–28 października w krakowskim Międzynarodowym Centrum Kultury. Podczas tegorocznych obrad uczestnicy zmagali się z próbą odpowiedzi na pytanie, dokąd zmierza Europa. Z jakim skutkiem?

Uciec, ale dokąd?

Zdecydowana większość uczestników konferencji była zgodna co do tego, że trzeba działać, gdyż w obliczu pojawiających się raz po raz różnego typu kryzysów nie można pozwolić sobie na bierność. Nuncjusz apostolski abp Salvatore Pennacchio zaznaczył, że musimy trzymać się dróg, które nie prowadzą do wykluczania ludzi. Zauważył też, że biurokratyczne technikalia zastąpiły europejskiego ducha. Hans-Gert Pöttering, prezes Fundacji Konrada Adenauera, wezwał, by nie tracić z oczu wartości, być ufnym we własne siły i dumnym z tego, co udało się osiągnąć w procesie integrowania Europy. „Trzeba młodym ludziom przekazać, że to, co jest w Europie wspólne, nie jest oczywiste i dane raz na zawsze” – mówił.

Czy leci z nami pilot?

Podczas pierwszej dyskusji uczestnicy zmagali się z próbą odpowiedzi na pytanie, czy Europie potrzebne jest silne przywództwo. Wśród debatujących zapanowała zgoda co do tego, że na tak zadane pytanie można odpowiedzieć jedynie twierdząco. Ale już wykładnia pojęcia silnego przywództwa nie była jednoznaczna.

Dziś jednak – jak zauważył prowadzący dyskusję dr Leszek Gęsiak z Akademii Ignatianum – problemem jest wiarygodność przywódców, którym brakuje i wizji, i wartości. To różni dzisiejszych liderów politycznych od ojców założycieli Unii Europejskiej, którzy głosili potrzebę nadziei wbrew beznadziei. Podobną refleksją podzieliła się ze słuchaczami prof. Vaira Vīķe--Freiberga, była prezydent Łotwy: młodzi Europejczycy poszukują pewników, motywacji, koncepcji działania i jasnych celów. Ucieczka przed „rozrzedzonym post­wszystkim” i nijakością często przyjmuje jednak formę powrotu do korzeni i mocnych tożsamości, co skutkuje odradzaniem się silnego przywiązania do regionów i dążeń separatystycznych. Przed popadaniem we wsobność przestrzegał z kolei ks. prałat Antoine Camilleri, podsekretarz ds. relacji z państwami w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej, powołując się na słowa papieża Franciszka o tym, że nadzieję może dać wizja wspólnego domu. „Nadzieję nań trzeba dawać nie tylko Europejczykom, ale też przybyszom – oni powinni czuć, że chronimy ich interesy” – mówił Camilleri.

Zbieżne co do zasady, lecz różniące się w detalach wizje przywództwa przedstawili posłowie do Parlamentu Europejskiego Jan Olbrycht i Janusz Lewandowski. Olbrycht zaznaczał, że silnym przywódcą jest ten, za kim ludzie podążą, bo uwierzą, że on wie, dokąd zmierza. Bo zobaczą, że jego słowa i czyny są spójne, i dzięki temu będą w stanie mu zaufać. Janusz Lewandowski odniósł się sceptycznie do takiej idealistycznej wizji pociągającego za sobą tłumy lidera – jego zdaniem „nie każde przywództwo, które uwodzi, prowadzi w dobrym kierunku”. Lewandowski przyznał się też do sceptycyzmu względem wielkich projektów tworzenia Europy jako federacji państw narodowych. Jego zdaniem tożsamość unijna zawsze będzie słabsza niż tożsamości narodowe, bo nie wykuwała się w latach wojen. „Wierzę też w kryzysową teorię UE – kiedy pojawia się kryzys lub inne wyzwanie, demokratyczne społeczeństwa wytwarzają na nie receptę. Obecnie w Unii potrzeba tyle polityki, by przetrwała strefa euro” – realistycznie skonstatował Lewandowski.

Tożsamość w defensywie

Marek Zając, prowadzący dyskusję na temat, czy Europa obroni tożsamość opartą na chrześcijaństwie, zabrał uczestników debaty w podróż w czasie. Przyniósł ze sobą materiały z XII Konferencji, która odbyła się w 2012 r. pod hasłem „Chrześcijańskie oczekiwania wobec kształtu Europy”. W ciągu pięciu lat europejscy chrześcijanie przeszli do defensywy – już nie mają odwagi, by wysuwać oczekiwania, ale snują refleksje, czy ich tożsamość w ogóle uda się obronić. W 60 lat po podpisaniu traktatów rzymskich nikt już nie pamięta, że 50. rocznicy ich zawarcia towarzyszyła jeszcze euforia wielkiego rozszerzenia o kraje Europy Środkowo-Wschodniej i beztroska czasów sprzed kryzysu finansowego 2008 r. Marek Zając starał się nie poddawać pesymizmowi i przekonywał, że kryzys jest jak światło reflektora, które każe spojrzeć nam na rzeczy, o których wcześniej nie myśleliśmy.

Przed nawias całej dyskusji uczestnicy zgodnie wyciągnęli wniosek, że chrześcijaństwo – jako zespół wyznawanych wartości – powinno być jednocześnie odważnie pokazywanym stylem życia. „Chrześcijaństwo opuściło codzienne życie, zaczęliśmy się go wstydzić” – mówił reporter Marcin Mamoń. Dodawał przy tym, że nie można ocalić chrześcijaństwa bez żywej wiary w Jezusa Chrystusa. Samo kultywowanie tradycji nie wystarczy. Prof. Vaja Vardidze, rektor Uniwersytetu Pedagogicznego Sulkhan-Saba Orbeliani w Tbilisi, także upominał, że chrześcijaństwo nie ogranicza się tylko do prezentowania określonego światopoglądu. Prof. Vardidze przestrzegał jednak przed ryzykiem nasycania tożsamości ideologicznymi treściami.

Można było odnieść wrażenie, że mimo tak wielu deklaracji o tym, że europejscy chrześcijanie powinni mieć odwagę dawać świadectwo żywej wiary i przekuwania wyznawanych wartości w praktyczne działania, brakowało na sali prawdziwej pasji i żarliwości.

W dyskusji o tożsamości nie mogło zabraknąć odniesień do islamu i dylematów związanych z poziomem otwartości na uchodźców i migrantów wyznających tę religię. Marek Zając zauważył, że każda ze stron debaty toczącej się w związku z kryzysem uchodźczym i napływem migrantów powołuje się na argumenty związane z religią i tożsamością. Jeśli Europa zamknie drzwi przed potrzebującymi, zaprzeczy wartościom, na jakich została zbudowana. Jeśli szeroko je otworzy – narazi się na zaburzenie struktury ludności, chrześcijanie staną się wkrótce mniejszością. Hans-Gert Pöttering nakłaniał do poszukiwania równowagi przy rozwikłaniu tego dylematu: pomagać uchodźcom, ale jednocześnie skupiać się na pomocy rozwojowej dla krajów, z których do Europy migrują ludzie w poszukiwaniu godnego życia. Pöttering przywołał słowa Joachima Gaucka, który przyznał, że w obliczu kryzysu migracyjnego niemieckie serca są szeroko otwarte, ale możliwości – ograniczone. Andrzej Grzyb, poseł do PE, zauważył jednak, że mimo uzgodnień dotyczących przekazania 2,5 mld euro w ramach specjalnego funduszu pomocowego dla Afryki, państwa członkowskie wpłaciły na ten cel ok. 70 milionów euro.

Co to będzie?

Trzecia z konferencyjnych dyskusji dotyczyła przyszłości i dróg wyjścia z kryzysu. Prowadząca ją dr Katarzyna Pisarska, dyrektor Europejskiej Akademii Dyplomacji, podzieliła się ze zgromadzonymi refleksją, że w rozmowach u przyszłości UE słowa zastępują tworzenie realnych rozwiązań. W dodatku nie trafiają one do młodych ludzi. Wielu uczestników zgodziło się, że Unia Europejska nie ma obecnie dobrej prasy. Prof. Thomas Sternberg, prezes Komitetu Centralnego Katolików Niemieckich, zauważył, że nawet liderzy państw członkowskich są Europejczykami na pół etatu. „Rano głosują w Brukseli tak, jak nakazuje im zdrowy rozsądek, a wieczorem, po powrocie do swoich krajów, zachowują się zupełnie sprzecznie z tym, co robili rano” – mówił. Czyli Unię przedstawiają jako źródło wszelkiego zła, zrzucają na nią odpowiedzialność za niepowodzenia, jednocześnie przypisując krajowym rządom istotne z punktu widzenia komfortu życia obywateli sukcesy.

Uczestnicy debaty zwrócili też uwagę na pewne schizofreniczne zachowanie obywateli państw członkowskich, którzy odnoszą się z nieufnością (a nawet wrogością) do zdobyczy integracji takich jak choćby wspólny rynek czy swoboda przepływu osób, co jednocześnie nie przeszkadza im z nich korzystać. Młodzi ludzie kontestujący unijne porządki często nie pamiętają już, czym jest posterunek graniczny i konieczność okazania paszportu przy wyjeździe do innego państwa. David McAllister, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych w Parlamencie Europejskim, skomentował to w mocnych słowach: „Jestem zmęczony tym narzekactwem! Nie możemy pozwolić sobie, by tak źle mówić o Unii Europejskiej!”.

W dyskusji o przyszłości Europy nie mogło zabraknąć tematu rozszerzenia Unii – wśród jej uczestników byli Johannes Hahn, komisarz UE ds. polityki sąsiedztwa i negocjacji akcesyjnych, oraz Arsenij Jaceniuk, były premier Ukrainy. Ten ostatni stanowczo podkreślał, że celem jego kraju jest integracja z Unią Europejską i Sojuszem Północnoatlantyckim. Komisarz Hahn był zaś powściągliwy w deklaracjach. Przyznał, że ważna jest przyjaźń z krajami takimi jak Ukraina, Gruzja i Mołdawia, a związane z tym kwestie rozwiązań politycznych będą dyskutowane podczas zbliżającego się szczytu Partnerstwa Wschodniego. „Rozszerzenie Unii to nie cel sam w sobie, jednak mamy konkretne perspektywy dotyczące Bałkanów Zachodnich. Negocjacje z Turcją zostały zawieszone ze względu na sytuację polityczną w tym kraju. Ukraina zbliża się do członkostwa drobnymi kroczkami” – mówił.

Widmo Brexitu

„Współczuję Brytyjczykom, którzy padli ofiarą kłamliwych populistów” – powiedział z goryczą w toku dyskusji o przyszłości UE David McAllister. Podczas ostatniej z konferencyjnych debat dotyczącej konsekwencji Brexitu ton rozgoryczenia spowodowanego tym, że los Unii Europejskiej został rzucony na szalę politycznego pojedynku przez premiera Davida Camerona, który poniósł sromotną porażkę, mieszał się z wymuszonym przez okoliczności pragmatyzmem.

Nie bez żalu, przy pomocy gorzkiej metafory, o Brexicie mówił bp Donal ­McKeown, biskup rzymskokatolickiej diecezji Derry w Irlandii: „W Belfaście budowaliśmy kiedyś statki. Zbudowaliśmy raz piękną łódź, a Brytyjczycy ją zatopili. Nazywała się Titanic”. Zdaniem Elmara Broka, eurodeputowanego i członka Komisji Spraw Zagranicznych PE, Brexit stał się dowodem na to, że Unii brakuje jedności i że przynosi to szkodę wszystkim krajom członkowskim. „Najbardziej szkodzi, jak się okazuje, samym Brytyjczykom” – stwierdził Brok. Na unijny brak jedności jako źródło opresji wskazywała także Agata Gostyńska-Jakubowska, analityk think tanku Centre for European Reform. Jej zdaniem po referendum rządzący w Wielkiej Brytanii mieli nadzieję, że dzięki temu, iż kraje członkowskie nie będą w stanie zająć jednolitego stanowiska, będzie można Unię rozgrywać tak, by wynegocjować jak najkorzystniejsze warunki opuszczenia Wspólnoty. Nikt z uczestników dyskusji nie miał wątpliwości, że Brexit jest procesem wymagającym nadzwyczajnej uwagi, wszak historia stosunków międzynarodowych nie zna rozdzielania tak ściśle zintegrowanych na wielu płaszczyznach obszarów. Nikt też nie miał odwagi wyrazić głośno nadziei, że do Brexitu jednak nie dojdzie.

Jednocząca moc kryzysów to za mało, by Europa znalazła siłę i motywację dla czegoś więcej niż trwanie. Coś Europę musi uwieść, dać jej wolę i siłę, by iść do przodu. ©

 

KTO PORWIE EUROPĘ? Dodatek do „Tygodnika Powszechnego” 46/2017

XVII Międzynarodowa Konferencja „Rola Kościoła Katolickiego w procesie integracji europejskiej”

Dodatek wydany we współpracy z Fundacją Konrada Adenauera w Polsce

OKŁADKA Valentin Serov „Porwanie Europy”, 1910 r. / Domena Publiczna

REDAKCJA Katarzyna Tracz

SKŁAD Marta Bogucka

FOTOEDYCJA Edward Augustyn

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]