Złotoryja

W lokalach należących do państwa P. funkcjonariusze ABW znaleźli 57 kilo złota”. To zdanie ma siłę pioruna.
Czyta się kilka minut

Nie dlatego wcale, że złoto znalezione mogłoby wynagrodzić straty i osłodzić życie tym, którzy małżeństwu P. zaufali, a dlatego że od wieków komunikaty o znalezieniu złota silnie poruszają ludzką wyobraźnię i wprawiają ludzi o najgrubszych nerwach w drżenie. Ogromna większość z nas, od narodzenia do śmierci, żyje w mniej lub bardziej bolesnym poczuciu niedoboru. Są to braki bardzo różne – i emocjonalne, i materialne – trzeba jednak bez jałowego spierania się przyznać, że niekwestionowanym królem deficytu szarego człowieka jest złoto w sztabach właśnie. Jest to spostrzeżenie nie do obalenia.

Wiadomość o znalezieniu złota zawsze przynosi obrazy jaskrawe, bardzo błyszczące, podobne tym z westernu, z filmów o podbojach nieznanych ziem czy z pism Jacka Londona. Złoto nasyca wyobraźnię, odkąd stwierdzono, że nie rdzewieje. Stąd zapewne sukces P., który ofertę taniego złota dla ludności miał w ciągłej sprzedaży. Nie były to pierścionki, świnki, łańcuszki, a sztaby właśnie. Sztaba złota w cenie przyjaznej jest propozycją, której nikt się nie oprze. Znalezienie złota w sztabach potwierdza też fakt elementarny – P. naprawdę miał złoto i najpewniej ma go więcej – to wystarcza, by patrzeć na niego inaczej niż na zwykłego oszusta.

Elektryzujące komunikaty o złocie to zawsze zapowiedź przygody i wysokiej gorączki. Pan P. wzbogacił kraj – cóż z tego że tylko na poziomie reklamy – o złote wrażenia i w złoto świecące odblaskiem oryginalnym, jakby wywiezione wprost z fortu Knox. Marcin P. odczepił nas na chwilę od marnych określeń i przenośni w rodzaju „brunatne złoto”, które to, jak wiemy, dotyczy węgla w kubełku, w najlepszym wypadku w pryzmie bądź w wagonie, stojącym na – można to sobie darować – bocznicy.

„Brunatne złoto” to parabola dalece i odwiecznie nas niezadowalająca, niefinezyjna, matowa, jakoś dobrotliwa, podobnie jak te rozsiane po Polsce Wenecje Północy, Szwajcarie Kaszubskie czy Florencje Wschodu. P. to zrozumiał i dał Polsce złotą górę, której Stwórca nam tak niesprawiedliwie poskąpił, lokując w czasach przedpotopowych złoża metali szlachetnych u ludów dalece mniej zasłużonych niż my.

Oto mamy 57 kilo złota o symbolu chemicznym Au, a nie C. W mieszkaniu. Nareszcie nie musimy się pasjonować odkryciem rozlewni spirytusu w nieczystych zaroślach, hurtowni papierosów z przemytu czy dziupli z ukradzionymi autami na przykrym przedmieściu – o czym z ogniem powiadamiano nas przez dziesięciolecia w wieczornych wiadomościach. Góra złota znaleziona w gdańskim mieszkaniu jest informacją równającą nas z cywilizowanymi narodami świata, pokazująca, że nasi wydobywają się z zaklętego kręgu afer mięsnych, skórzanych, węglowych czy gruntowych – słowem afer dalekich od higienicznych afer estetycznego Zachodu. To pokazuje, że i nasi potrafią popuścić wodze przestępczych fantazji na skalę niespotykaną od czasów przynajmniej saskich.

Z racji śladowych ilości złota w ziemi polskiej nie mamy na jego temat ani poezji, ani prozy, ani choćby jednego dramatu, ani – co przecież najważniejsze – nie zaznaliśmy nigdy cienia przygody, jaką niesie odkrycie żyły, płukanie, próbowanie, puncowanie, ważenie i spieniężanie. Sceptyk powie, że złoto w mieszkaniu to jednak nie to. Owszem, złoto znaleźli policjanci w godzinach pracy, w aurze pozbawionej smaku drogi do Klondike czy mozolnego marszu pomiędzy stadami rozsierdzonych grizzly, ale takie mamy czasy. Złoto znajduje się dziś tylko w mieszkaniach, a nie w skalistych dolinach. To też jest postęp.

W trzewiach każdego przytomnego i wrażliwego człowieka musi się dziś obracać pytanie, dlaczego ominęła go okazja do znalezienia owego skarbu, choćby na sposób taki, w jaki znalazł go P. Uczciwość nie ma tu nic do rzeczy, bo, jak mawiali tysiąc lat temu sławni z solidności kupcy z Gottlandii – złoto nie jest tematem do rozmów o uczciwości. Jest tematem na legendę.

Nasz kraj obfitujący dotąd tylko w złotonośne nazwy geograficzne, by wymienić z blisko pięćdziesięciu tylko te najciekawsze: Złotki Pułapki, Złotowiznę Średnią, Złotówkę czy Złotoryję, zaznał właśnie upowszechnienia widoku złotych sztab. Oby ten potencjał nie został zmarnowany.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2012