Zaginiony świat

Niestety - ubolewa autor w pierwszym rozdziale swej książki, zatytułowanym “Religia bez źródeł" - nie zachował się żaden własny słowiański zbiór tekstów mitycznych, nie ma ani słowiańskiej »Eddy«, ani »Iliady«. Zabrakło wśród misjonarzy chrześcijańskich i kronikarzy średniowiecznych głębokiej dociekliwości, zainteresowania i pragnienia wglądu w życie duchowe ludów, które przyszło im nawracać. Współczesnym badaczom pozostało jedynie kilka wzmianek kronikarzy, podejrzewanych o mechaniczne wtłaczanie wiadomości o pogaństwie słowiańskim do ortodoksyjnego światopoglądu chrześcijańskiego (tzw. interpretatio christiana) i posiadanej wiedzy o religii greckiej i rzymskiej (interpretatio classica).
Czyta się kilka minut
 /
/

Pozostało też trochę świadectw materialnych odnalezionych przez archeologów, ich interpretacja bywa jednak sporna. Spór dotyczy czasem wręcz przynależności kulturowej znaleziska - jak w przypadku najsławniejszego bodaj z nich, czworościennego kamiennego słupa zwieńczonego głową o czterech twarzach, wyłowionego ze Zbrucza i przechowywanego w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Znany jest jako “Światowid", ale niektórzy badacze przypisują go Scytom, Trakom bądź Celtom. Cóż się dziwić, że tęsknota za autentycznymi “starożytnościami słowiańskimi" prowadziła do produkowania falsyfikatów, jak figurki bóstw z napisami runicznymi, sfabrykowane w XVIII wieku w meklemburskim Prillwitz...

Czy więc skazani jesteśmy na szczątkowe źródła, uzupełnione dociekaniami natury filologicznej? I czy nie znaczy to, że przybliżony choćby obraz duchowości naszych przedchrześcijańskich przodków został przed nami na zawsze zamknięty? Tak sądzili historycy opierający się na tradycyjnym warsztacie. Stanisław Urbańczyk, autor “Religii pogańskich Słowian" i wydawca prac Aleksandra Brücknera, napisał w 1968 roku, że “historia badań nad religią Słowian jest historią rozczarowań". Negował też istnienie mitologii słowiańskiej: “Nic nie przemawia za tym, aby u Słowian istniały mity, tj. opowieści o bogach, o ich życiu, działalności, stosunkach pokrewieństwa. Są tylko słabe zaczątki...". Gdyby jednak stwierdzenie to było prawdziwe - zauważa Andrzej Szyjewski - “wypadłoby być Słowianom dziwacznym ewenementem wśród kultur świata, jedynym znanym ludem, który swych kategorii myślenia nie opiera na ideach odwołujących się do początku czasu i przestrzeni oraz kształtowania ludzkości".

W sukurs historykom przychodzi antropologia, która próbuje odczytać strukturę modelu stanowiącego podstawę wierzeń i działań religijnych danego ludu, odnaleźć - jak pisze Szyjewski - “algorytm jego myślenia, zasadnicze idee, które konstruują jego wytwory kultury". Ponieważ zaś “Słowianie należeli do kultur tradycyjnych, w których nie da się wydzielić odrębnej dziedziny religijnej, gdyż całe ich życie było religią przesiąknięte", dlatego “tak zwany folklor, twórczość ludowa różnych ludów słowiańskich, choć w swych konkretnych wytworach może być nieraz bardzo współczesny, to jednak przechowuje pewne archaiczne sposoby wartościowania rzeczywistości i metody jej opisu, tym samym może więc stanowić jedno ze źródeł odczytania algorytmów myślenia".

Nie oznacza to oczywiście, że zdołamy odczytać pełną treść zaginionych mitów; odtwarzamy jedynie ich gramatykę, szkielet narracyjny, by następnie zestawić go z przechowanymi w źródłach szczątkami. Gdy zaś brak odpowiednich elementów, zastępujemy je postaciami ze sfery chrześcijańskiej, jeśli tylko posiadają odpowiednie cechy funkcjonalne (jak św. Mikołaj na Rusi). Sięgamy też po odkrytą przez Georgesa Dumézila, wspólną ludom indoeuropejskim (a Słowianie są, przypomnę, Indoeuropejczykami) zasadę trzech funkcji, czyli widzenia rzeczywistości (tak społecznej, jak religijnej) jako splotu trzech sfer: władzy w sensie prawnym i religijnym, walki i siły fizycznej oraz płodności i wytwórczości. I wedle tej zasady staramy się uporządkować znany tylko fragmentarycznie i miejscami niepewny katalog bóstw słowiańskich.

Szczegóły tych operacji znajdzie czytelnik w kolejnych rozdziałach książki Andrzeja Szyjewskiego. Jest tu rekonstrukcja mitu kosmogonicznego i słowiańskiej kosmografii, panteon bogów słowiańskich i obrzędy związane z ich kultem, słowiańska demonologia i słowiańska wizja człowieka, a także, w rozdziale ostatnim, analiza słowiańskiej epiki heroicznej, przechowanej w postaci ruskich bylin i południowosłowiańskich opowieści o bohaterach czasów wojen z Turkami.

“Praca niniejsza nie rości sobie praw ani do wyczerpania tematu, ani do nieomylności metodologicznej, stanowiąc ledwie przypomnienie ważniejszych faktów i idei związanych z rekonstrukcjami religii słowiańskiej" - pisze w bibliograficznym posłowiu autor, religioznawca i etnolog religii z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pozostawia też na boku trwającą wciąż dyskusję o etnogenezie Słowian i odpowiedź na fundamentalne pytanie, czy stanowili oni ludność autochtoniczną w dorzeczu Odry, Wisły i Dniepru, czy też - ku czemu skłania się dziś większość uczonych - przybyli na te ziemie dopiero w VI wieku po Chrystusie. I bez tego jednak książka jego przynosi materiał bardzo bogaty, rzucając światło na tajemniczy świat religijnych wyobrażeń naszych przedchrześcijańskich przodków.

A dlaczego połączyłem ją w tym odcinku “Książek" z biografią Tolkiena? Zachęca do tego sam Szyjewski, przypominając, że Tolkien ubolewał nad brakiem zaginionej (podobnie jak mitologia Słowian) “mitologii angielskiej" i że kreację mitycznych światów, których refleks znajdujemy we “Władcy Pierścieni", a pełny opis w “Silmarillionie", traktował w pewnym sensie jako wypełnienie historycznej luki. Jak pisze White, nosił się nawet w pewnej chwili z zamiarem zadedykowania swej mitologii królowej Elżbiecie Drugiej. A kogo uczyni adresatem swej dedykacji autor przyszłej “Mitologii Słowian"? (Wydawnictwo WAM, Kraków 2003, s. 268. Mała Biblioteka Religii.)

Lektor

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 01/2004