Z zaciśniętymi zębami

Nikolaos Bilios, doradca w Kancelarii Premiera Grecji: Rozumiem, że w Europie popularne staje się hasło: a co tam, pozwólmy Grekom zbankrutować. Tylko że pomagając nam, Europa pomaga sobie. Rozmawiała Patrycja Bukalska

20.09.2011

Czyta się kilka minut

Kanclerz Angela Merkel z szefem Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso, Berlin, 12 września 2011 r. / fot. Guido Bergmann/ AFP / East News /
Kanclerz Angela Merkel z szefem Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso, Berlin, 12 września 2011 r. / fot. Guido Bergmann/ AFP / East News /

Patrycja Bukalska: Gdy rozmawialiśmy w lipcu, był Pan optymistą. Grecja miała dostać kolejną transzę unijnej pomocy i wprowadzać reformy. Dziś widmo bankructwa jest bardziej realne niż dwa miesiące temu. Co się dzieje?

Nikolaos Bilios: Jest tak źle, jak było. To tak, jakby robić dziesięć kroków naprzód, a potem dziesięć w tył. Ale to dotyczy nie tylko Grecji - reformy są problemem całej Europy, podobnie jak groźba niepokojów społecznych. I nie tylko Europy: po raz pierwszy sekretarz skarbu USA zjawił się na spotkaniu ministrów finansów Unii. My w Grecji zrobiliśmy bardzo wiele, choć może z zewnątrz tak to nie wygląda. Jesteśmy świadomi, że pożyczaliśmy więcej niż zarabialiśmy, że wydawaliśmy za dużo, że brakowało u nas przejrzystości, że sektor bankowy działał źle. Zmieniamy to. Naprawdę walczymy.

Inni, a zwłaszcza kraje, które wnoszą największy wkład do "pakietów pomocowych" dla Grecji, są odmiennego zdania. Wypłata kolejnej transzy pomocowej, 8 miliardów euro, została zawieszona do października.

Z jednej strony są liczby, a z drugiej ludzie. Liczby nie wyglądają źle: zmniejszyliśmy radykalnie deficyt budżetowy, to największe obniżenie w strefie euro. Możemy osiągnąć jeszcze więcej przez podwyższenie podatków i dalsze cięcia wydatków. Ale ludzie cierpią. Że mogą to przetrwać, zawdzięczają to tylko silnej strukturze rodzinnej. Na ulicach Aten nie widać rozpaczy, ale np. mieszkania, które wynajmowali studenci czy pracujący młodzi ludzie, są puste: oni wracają do swych wiosek, do rodziców, bo takie życie jest tańsze. Ale tracą też przez to szansę na przyszłość. To lekcja również dla innych krajów, Hiszpania i Włochy są przecież następne na liście...

W Hiszpanii struktura rodzinna też działa: młodzi bezrobotni mogą liczyć na oparcie w rodzinie. Ale ma to także negatywne skutki, bo z tego samego powodu np. nie jadą dalej w poszukiwaniu pracy. To błędne koło.

Jednak to dzięki tym silnym więziom rodzinnym, jakie cechują kulturę śródziemnomorską, nie doszło u nas jeszcze do pęknięcia w strukturze społecznej na skutek kryzysu.

Nie tylko Grecy cierpią. Słowacy i Estończycy musieli niedawno ponosić wyrzeczenia, by wejść do strefy euro, a teraz słyszą, że muszą zrzucać się na pomoc dla bogatszych od nich Greków. Finowie zawsze gospodarowali racjonalnie i nie chcą Wam pomagać, bo żyliście ponad stan. Jak te rządy mają przekonać obywateli? Mówienie o solidarności już nie skutkuje, wywołuje raczej irytację. Jak Pan by ich przekonał?

Właśnie wróciłem z USA, miałem wykład w Centrum Wilsona, rozmawialiśmy potem o micie Syzyfa: pcha on swoją kulę na szczyt góry, a gdy prawie mu się udaje, musi zaczynać od nowa. Myślę, że tak czują się obywatele krajów Europy: widzą, że ich rządy muszą wprowadzać cięcia, ale nie widzą w tym dla siebie natychmiastowych korzyści. To problem polityczny: wyborcy przywykli, że mogą oczekiwać od polityków korzyści od razu, taki jest skutek populizmu i klientelizmu w polityce. Jeśli nie uda się nam przekonać ludzi, że trudne decyzje są podejmowane dla dobra młodszych pokoleń, nie będą ich akceptowali.

Tego lata zaobserwowałem interesującą rzecz: pojechałem na krótki urlop na jedną z greckich wysp. Okazało się, że zyski z turystyki wzrosły na tej wyspie rekordowo, o 25 proc., a więc i inne wskaźniki poszły w górę, bezrobocie spadło tam do 10 proc. Co chcę przez to powiedzieć? Że jeśli podejmuje się mądre decyzje, można zmienić życie na lepsze, a w Grecji takimi polami są turystyka i energetyka. W tym roku wskaźniki były dobre i mam nadzieję, że w przyszłym będzie tak samo. Trzeba przekonać ludzi, że są nie tylko liczbami w statystykach, że decyzje polityczne są podejmowane dla nich. Wtedy zaakceptują wyrzeczenia.

Obawiam się, że to mało przekonujące dla nie-Greków. Ludzie mogą akceptować wyrzeczenia dla dobra swego kraju. Ale jak przekonać Niemców, z których prawie 80 proc. jest przeciwnych dalszemu pomaganiu Grecji, że ich kraj ma gwarantować pożyczki dla innych państw na sumę 440 mld euro? Ludzie są tym zmęczeni.

Nie wątpię, że pewne ruchy polityczne, np. skrajnie prawicowe, zbiją na tym kapitał. Te wszystkie hasła o zlikwidowaniu strefy euro, bo niby kto jej potrzebuje itd., słyszymy w Niemczech, w Finlandii. Tylko dokąd by to zaprowadziło? Czy Europa byłaby silniejsza? Rozmawiam z przyjaciółmi z innych krajów, również z Niemiec, i rozumiem, że pojawia się tam niechęć do udzielania nam dalszej pomocy, że coraz popularniejsze jest hasło: a co tam, pozwólmy Grekom zbankrutować. Tylko że pomagając nam, Europa pomaga sobie: zależności w strefie euro są tak duże, że bankructwo jednego kraju wywoła efekt domina.

Niemiecka prasa ujawniła niedawno, że tamtejszy minister finansów zlecił przygotowanie różnych wariantów działania na wypadek bankructwa Grecji, aby być przygotowanym na taki scenariusz.

Dlatego Grecja musi wywiązać się ze swych zobowiązań. Nie może tu być pobłażliwości, musimy dotrzymać słowa. Niestety, przyjęliśmy tych zobowiązań bardzo wiele, oszczędności są drastyczne... Ale wierzę, że w ostatecznym rachunku nasza gospodarka zacznie działać racjonalniej. Za kilka lat Grecja będzie innym krajem. Mogę się o to założyć, w drachmach lub w euro.

Możemy zapomnieć o wizji bankructwa Grecji i opuszczenia przez nią strefy euro?

Absolutnie! Powtarzam młodym ludziom, że musimy trzymać się i walczyć razem, że nie powinniśmy popadać w pesymizm czy myśleć o emigracji. Grecja ma olbrzymi potencjał. Musimy w to uwierzyć. Wszystkie sfery społeczne muszą się zjednoczyć, ekonomia, polityka, kultura. Greccy przedsiębiorcy powinni inwestować w kraju, by dać przykład. Obywatele muszą przestać myśleć o utracie przywilejów. Choć rozumiem ich, moja matka też ciągle płacze, że obcięli jej emeryturę. Ale nie możemy się buntować, musimy zacisnąć zęby.

Niedawna wizyta w Grecji tzw. "trójki" - komisji złożonej z przedstawicieli Unii, Europejskiego Banku Centralnego i MFW, która ocenia realizowanie przez Grecję jej zobowiązań - skończyła się tym, że komisja demonstracyjnie opuściła Ateny. Uznała, że nie realizujecie reform.

Znam ludzi z "trójki", rozmawiam z nimi od półtora roku. Oni są racjonalni. Jeden z nich, Duńczyk, powiedział mi po ostatniej wizycie: "Nikos, najchętniej zostałbym w Grecji, kocham ten kraj. Ale nie mogę zrozumieć jednej rzeczy. Mówicie: tak, zrobię to. A potem robicie dopiero za miesiąc, choć można to zrobić w jeden dzień". Cóż, on ma w stu procentach rację. Ale stara maszyna nie zadziała od razu jak mercedes. To także problem mentalności. Mamy w języku greckim takie pojęcie: "filotimo". Oznacza to, że zamiast kogoś ukarać, że coś zrobił źle, lepiej poklepać go po plecach i powiedzieć: "Przyjacielu, po prostu zrób to dobrze - dla kraju, dla żony czy kochanki, dla siebie samego. Zrób to". Pojęcie "filotimo" odwołuje się do godności, honoru. I właśnie to musimy zrobić. Nie mam wątpliwości, poradzimy sobie. Dla siebie i dla wszystkich Europejczyków.

NIKOLAOS BILIOS jest doradcą w Kancelarii Premiera Grecji, odpowiedzialnym za inwestycje strategiczne. Politolog i socjolog (absolwent uniwersytetu w Londynie), wykładał w London School of Economics. Pracował przy projektach pozarządowych dla Komisji Europejskiej.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2011