Wśród enerdowskich bloków z wielkiej płyty przy Berolinastraße w Berlinie jest spokojnie, choć blisko stąd do ruchliwego Alexanderplatz. Kręcono tu film Wolfganga Beckera „Good Bye Lenin!” z 2003 r. Stare drzewa, plac zabaw. Z okna dobiega zapach curry.

Zanim okolicę tę na zawsze zmieniły – jak to ujął biograf miasta Rory McLean – architektoniczne fantazje Alberta Speera, bombowce lancaster i komunistyczni urbaniści, biegła tu Landsbergerstraße. Pod numerem 82 mieszkał pod koniec lat 30. XX w. kupiec Schmul Grzybinarz (zwany w rodzinie zdrobniale Sally) wraz z żoną Nanni, synem Alfredem, teściową Sarą Isacsohn i jej siostrą Berthą Markus.
Nanni urodziła się w 1899 r. w dzisiejszym Golubiu-Dobrzyniu (wówczas był to Gollub in Westpreussen, tj. w Prusach Zachodnich; dziś województwo kujawsko-pomorskie), w kamienicy jej ojca, kupca galanteryjnego Israela Isacsohna. Trzy lata po niej przyszedł na świat jej brat Arthur. Żyli tu wraz z rodziną stryja Leopolda, kupca zbożowego i agenta przedsiębiorstwa żeglugowego, który organizował rejsy transatlantyckie poszukiwaczom szczęścia w Ameryce.

Kamienicę tę w maju 1920 r. kupił od Israela i Sary mój pradziadek, mistrz fryzjerski Wiktor Kuźmiński. Urodził się tu mój dziadek i wychowały jego dzieci.
Do niedawna nie znałem nawet nazwiska poprzednich właścicieli. Dziadek wiedział tylko, że byli Żydami i wyjechali do Berlina. Historii Isacsohnów nikt nie zanotował, nie mają swojego rozdziału w monografii gmin żydowskich regionu, „Szalom znad Drwęcy” Anny Bieniaszewskiej. Zniknęli.
Nazwisko odnalazło się w archiwalnej księdze wieczystej. A imiona – w Bundesarchiv, w księdze pamięci ofiar nazizmu. Potem były poszukiwania w aktach stanu cywilnego, księgach adresowych, spisach ludności, zbiorach z Bad Arolsen czy archiwum w Poczdamie. I jedno zdjęcie.
Kto kryje się na zdjęciu sprzed 123 lat?

Fotografia wypłynęła na niemieckim eBayu. Jak ustalił pasjonat historii Golubia Dariusz Szpejenkowski, przedstawia zjazd pruskich weteranów 22 czerwca 1902 r. To unikat, być może najstarsze zdjęcie golubskiego rynku. W rogu po prawej widać kamienicę z szyldem „A. Isacsohn”. Poniżej z lewej: „Tuchlager”. Z prawej po polsku: „Skład sukna”. Na jej schodach i w oknach widać przyglądających się uroczystości mieszkańców.
Kto jest kim? Israel ma wtedy 46 lat, jego niedawno poślubiona żona, Sara z Wreschinskich, prawie 32. Może to on wspiął się na witrynę, a ona stoi poniżej?
Leopold ma 56 lat, jego żona Dore 48. Czy to on jest białobrodym mężczyzną, a ona kobietą w czepcu?
Nanni ma prawie 3 lata i może być w gromadce maluchów. Arthur ma ledwie 3 miesiące. Ich kuzynka Regina właśnie skończyła 9 lat – czy to dziewczynka z warkoczykami oparta o ościeże? A może to ta przed witryną? I czy są tu ich trzej kuzyni? Najstarszy Max ma 19 lat, Eugen 17, Bruno 16.

Z okna strychu wychyla się młodzieniec w białej koszuli. Oraz drugi, korpulentny, w okularach i – czyżby gimnazjalnej czapce, Schülermütze? Wiadomo, że przynajmniej Bruno uczęszczał do gimnazjum, i to do słynnego Kneiphof w Królewcu. Zza prawej krawędzi okna, ledwo widoczna, wychyla się, niczym duch, jeszcze trzecia młoda twarz. Czy to oni?
W tamtych czasach golubscy Żydzi byli niemal wzorcem niemieckiego mieszczaństwa
„A. Isacsohn” z szyldu to Abraham, nestor rodu, dziadek Nanni, ojciec Israela i Leopolda oraz Isidora, Jacoba i Huldy, którzy wcześnie wyjechali z Golubia.
Abraham urodził się w 1812 r. i krótko po osiedleniu się w Golubiu zaczął działać w gminie żydowskiej – już w 1845 r. zostaje jednym z jej zarządców. Jak ustalił miejscowy historyk Ryszard Kowalski, w 1862 r. Abraham odsprzedał gminie – za mniej niż wcześniej sam zapłacił – swoją część działki między bramą Dobrzyńską a mostem na Drwęcy. Stanęła tam synagoga.
Gdy Abraham i jego żona Johanna zmarli w 1897 r., jedno po drugim, Israel, dziedzic kamienicy, nie zmienił szyldu. Był, jak się zdaje, bardzo związany ze sklepem ojca. Dopóki żył Abraham, Israel figurował w dokumentach jako Kaufmannssohn (syn kupca) lub Commis (pomocnik handlowy), choć jego brat był już Kaufmannem (kupcem) pełną gębą. Nawet żony Israel poszukał dopiero po śmierci ojca i rocznej żałobie. Wcielony wzorzec niemieckiego mieszczanina – choć przecież nie protestant, jak chciałby Max Weber.

Golubscy Żydzi ubierali się wtedy po mieszczańsku, nie nosili pejsów ani długich bród, mówili po niemiecku i niemieckimi imionami nazywali dzieci. Miejscowi Polacy, jak pisze Bieniaszewska, przezywali ich „Niemcami” lub „Berlińczykami”. Polska prasa obwiniała ich o sprzyjanie „hakatystom” (tak nazywano urzędników forsujących germanizację).
W 1901 r. czasopismo podróżnicze „Wędrowiec” pisało, w relacji przesyconej antysemityzmem, że „większą połowę interesów mają żydki w Golubiu”, a jego ulice kojarzą się z Jerozolimą. W 1911 r. „Gazeta Toruńska” nazywała Golub „miastem na wskroś zżydziałem”. Antagonizm gęstniał.
Gdy Golub stał się częścią Polski, miasto zaczęli opuszczać Niemcy i Żydzi
W listopadzie 1918 r. w Golubiu powołano Polską Radę Ludową, na rzecz polskości miasta działało też od 1919 r. Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Choć w Golubiu zajmowało się ono raczej organizacją zawodów i zabaw, to program całej organizacji oceniany jest dziś jako mocno endecki (w zaborze pruskim antyniemieckie Stronnictwo Narodowe było tradycyjnie silne). Sekretarzem golubskiego „Sokoła” był 34-letni wówczas fryzjer Wiktor.
17 stycznia 1920 r. Golub stał się częścią państwa polskiego. Ruszyła fala wychodźstwa: Niemców i także Żydów. Masowo zamykają się żydowskie firmy, polska prasa chwali „operację odżydzania”. W maju Israel sprzedaje kamienicę Wiktorowi i też wyjeżdża z całą rodziną do Berlina.
Kim dla siebie byli Wiktor i Israel? Polak, pruski poddany – oraz zgermanizowany Żyd. Polski patriota, działacz społeczny i weteran pruskiej armii biegle mówiący po niemiecku – oraz syn lidera gminy żydowskiej, który całe życie spędził w polsko-niemiecko-żydowskim miasteczku. Przeciwnikami? Klientami? Konkurentami? Znajomymi? Sąsiadami? Wszystkim jednocześnie?
Z Golubia do Berlina, czyli z deszczu pod (inflacyjną) rynnę
Już w Berlinie Israel i Sara wraz z Nanni i Arthurem zamieszkują najpierw w dzielnicy Spandau przy Schönwalderstraße. W 1924 r. Nanni wychodzi za Schmula (Sally’ego) Grzybinarza. Rok później rodzi się im Alfred (to będzie jedyny wnuk Israela i Sary).
Z kolei Leopold i Dore zatrzymują się w dzielnicy Tegel u syna Eugena, który tu, przy Brunowstraße, osiadł już od 1916 r. Bruno zaś wprowadza się kilka przecznic dalej. Natomiast Regina wychodzi niebawem za berlińskiego kupca Arthura Abrahama Wolffa. W 1921 r. Leopold ginie w wypadku (Eugen i jego żona Jenny dają jedynemu synowi na imię Hans Leopold – po dziadku).
Przybywszy do Niemiec, Isacsohnowie trafiają wprost na kryzys hiperinflacyjny, który dławi wówczas powojenne Niemcy (i przyczyni się wkrótce do radykalizacji nastrojów). Jednak muszą sobie jakoś radzić, o czym świadczy fakt, że ich mieszkania są na parterze – jak zauważa Dariusz Łukasiewicz, autor „Życia codziennego w Królestwie Prus”, w wysokich kamienicach czynszowych na dole mieszkali zamożniejsi, bo wyższe piętra bez wind oznaczały choćby mozolne noszenie po schodach wody ze studni.
Od Gliwic po Bitterfeld: powiązania rodzinne i kapitałowe

Na pewno dobrze żył najstarszy syn Leopolda – Max. Ożenił się z Henriettą Gertrudą Rosenthal, pochodzącą z tego samego rodu co jego ciotka, Sara Isacsohn. Matka Sary była z domu Baer – z kupieckiej familii o imponujących powiązaniach kapitałowych: do Baerów i skoligaconych z nimi Rosenthalów, Posenerów i Falków należał m.in. koncern Wollwarenhaus Saxonia Falk & Posener. Miał on domy towarowe od Gleiwitz i Breslau po Drezno i Berlin.
Max i Henrietta zamieszkali w mieście Torgau nad Łabą, w Saksonii; prowadzili tam dom towarowy Kaufhaus Rosenthal.
Rodzina Sary wsparła też jej syna Arthura – najmłodszy z golubskich Isacsohnów w 1930 r. został kierownikiem domu towarowego w mieście Bitterfeld, 150 km od Berlina, gdzie zarządzał setką pracowników.
„Max był moim ulubionym wujkiem” – wspomina 77-letni Henry Rodwell w świadectwie zarejestrowanym w 1996 r. przez USC Shoah Foundation. Henry urodził się jako Heinz Rosenthal, a Henriette Gertrude („Tante Trude”) była siostrą jego ojca. „Ich dom w Torgau był moim drugim domem” – mówi na nagraniu. Max i Trude sami nie mogli mieć dzieci i rozpieszczali bratanka. Było wesoło: Max grywał na skrzypcach, Trude na pianinie. Wuj zabierał też Heinza w podróże, np. do Wenecji.
Na końcu nagrania Rodwell pokazuje fotografię zrobioną w ogrodzie w Torgau. On, siostra, wujostwo i ich owczarek Tilly. To jedyna, poza tamtą z 1902 r., fotografia urodzonego w Golubiu Isacsohna, do której udało mi się dotrzeć. Może to tylko myślenie życzeniowe, ale Max nieco przypomina młodzieńca w białej koszuli z okna strychu.
Hitler przejmuje władzę, rodzina się jednoczy
Israel Isacsohn umiera z końcem 1932 r., już w innym mieszkaniu: na Friedenstraße, niedaleko Alexanderplatz. Wkrótce ta dzielnica zostanie przemianowana na Horst-Wessel-Stadt – ku czci 23-letniego członka NSDAP, który został zabity przez komunistów i wykreowany na męczennika ruchu narodowosocjalistycznego.
Wkrótce potem, w styczniu 1933 r., Adolf Hitler zostaje kanclerzem. W sierpniu 1934 r. przyjmuje tytuł „Führera”, wodza narodu niemieckiego.
Rodzina stopniowo przenosi się w okolice Alexanderplatz. Wpływa na to z pewnością jedna z rasistowskich ustaw: o żydowskich najemcach z 30 kwietnia 1939 r., która pozwala wyrzucać Żydów z mieszkań, a im samym wynajmować tylko u innych Żydów. W efekcie, choć w Berlinie nie ma getta, powstają tu „małe getta”: Judenhäuser, „żydowskie domy” (dziś badacze używają pojęcia Zwangsräume, przestrzenie przymusowe). Na mapie z projektu zwangsraeume.berlin widać, że skupiały się m.in. na północny wschód od Alexanderplatz.
Dom przy Landsbergerstraße 82 to teraz także Judenhaus. Tu spotyka się rodzina, tu obchodzą bar micwę Alfreda. Gości tu Hulda Klinkowstein z Görlitz – szwagierka Sary, która być może przyjechała do Berlina na leczenie (umrze na zawał w szpitalu gminy żydowskiej). Z kolei z Bitterfeld przyjeżdża Arthur, z pieniędzmi dla matki i siostry – choć jazda pociągiem jest już dla Żyda upokarzająca i niebezpieczna.
Aresztowania, grabież własności: pętla się zaciska
Życie Arthura jest już wtedy gehenną – od chwili, gdy Joseph Goebbels, szef propagandy III Rzeszy, wezwał do bojkotu żydowskich sklepów. Dom towarowy, największa żydowska firma w Bitterfeld, jest solą w oku miejscowych nazistów. Zachowała się relacja jego pracownicy, która opisuje, jak tłum skanduje nazwisko Isacsohn, żądając wysłania Arthura do obozu koncentracyjnego.
Arthur wytrwa do 1937 r. – wtedy wróci do Berlina, ożeni się z golubianką Gertrud Silberstein i podejmie pracę w sklepie jej brata Siegfrieda.
Pętla się zaciska. Po Nocy Kryształowej 9 listopada 1938 r., gdy na terenie Rzeszy płoną żydowskie sklepy i domy modlitwy, SS zabiera Maksa. Trafia do obozu w Buchenwaldzie, jako jeden z 30 tys. Żydów, aresztowanych, by szykanami zmusić ich do emigracji i zagrabić ich własność. Zostają upchnięci po 2 tysiące ludzi w jednym baraku, dręczeni trzema wielogodzinnymi apelami dziennie, deszcz czy mróz. Max zostaje wypuszczony po kilku tygodniach – musi sprzedać biznes w Torgau i osiedla się w Lipsku.
Tymczasem mieszkająca w USA krewna Trude stara się o wizy dla nich. Stany prowadzą jednak brutalną politykę imigracyjną: nie tylko limitują liczbę uciekinierów z III Rzeszy, ale wymagają od nich środków utrzymania (lub deklaracji obywatela USA, że te koszty pokryje). Amerykańscy wyborcy boją się, że uchodźcy odbiorą im miejsca pracy.
Jednak i tak opuszczenie Niemiec coraz bardziej graniczy z cudem. Tylko szwagrowi Arthura, Siegfriedowi, udaje się przedostać do Stanów.
Kto może, ucieka z Niemiec. Ale nie wszyscy mogą
Wiosną 1939 r. Gertrud i Arthur zostają aresztowani – bez jakiejś przyczyny, z nakazu urzędu celnego. Przy tej okazji Arthur zostaje okradziony, traci ponad 10 tys. marek (wiadomo o tym dzięki zachowanej relacji Kathe K. – znała przebieg wydarzeń, bo to jej, jako aryjce, przekazano klucze do sklepu Silbersteina). Od razu po zwolnieniu małżeństwo ucieka przez zieloną granicę do Pragi, do przyjaciół.
Jednak zaraz po tym do Pragi wkracza Wehrmacht. Przez Polskę i Danię, Gertrud i Arthur dostają się do Wielkiej Brytanii. Tu w czerwcu 1940 r., gdy brytyjskie wojska uciekają z plaż Dunkierki, wybucha panika na punkcie „piątej kolumny” – władze internują tysiące ludzi niemieckiego pochodzenia, w tym niemieckich Żydów. Są zamykani razem z sympatykami Hitlera. Także Arthur zostaje uwięziony – i zwolniony po czterech miesiącach, gdy zgłasza się do lekarza w stanie przedzawałowym.
Arthur i Gertrud przeżyją: od 1946 r. zamieszkają w Nowym Jorku. Zmienią nazwisko z językową wirtuozerią – na Saxon, co po angielsku znaczy Saksończyk lub Anglik. Spoczną na cmentarzu żydowskim Mount Hebron.
Tymczasem w maju 1940 r. do Sary, na adres Landsbergerstraße 82, przychodzi pocztówka: z USA, od Mety Cohn, córki Huldy Klinkowstein, która też zdołała schronić się w Stanach (USA nie są jeszcze w stanie wojny z Niemcami). Meta pisze: „Dziękuję Bogu i życzę, abyście i wy wkrótce mogli znaleźć nowy dom”. Tłumaczy, że kontaktowała się z Siegfriedem, szwagrem Arthura – można się domyślać, że chodzi o pomoc Isacsohnom w uzyskaniu wiz – ale on jest bardzo zajęty. Instruuje Eugena i Bruna, do kogo się zgłosić, jeśli potrzeba im pieniędzy. Prosi Nanni, żeby szybko odpisała. Życzy siły.
Kartka zachowa się, chyba zupełnym cudem.
„Ostateczne rozwiązanie” w rodzinie Isacsohnów

W październiku 1941 r. zaczynają się deportacje Żydów do gett na wschodzie (tzw. Osttransporte): do Łodzi, Mińska, Kowna, Rygi. W czerwcu 1942 r. ruszają Altertransporte, „transporty starszych”: do Theresienstadt, getta w czeskim Terezinie. Theresienstadt stanie się „wioską potiomkinowską”: Niemcy będą zawozić tam delegacje Czerwonego Krzyża, by dowieść, że Żydzi są traktowani dobrze.
Wcześniej, w styczniu 1942 r., nad jeziorem Wannsee prominenci III Rzeszy obradują nad „ostatecznym rozwiązaniem”. Tego samego dnia Trude i Max są już przetrzymywani w obozie zbornym w Lipsku. Potem nieogrzewane wagony trzeciej klasy zawiozą ich do Rygi; podróż potrwa trzy dni. Na stacji Riga-Škirotava będą czekać kilka godzin, na mrozie (minus 30 stopni). Nie wiemy, czy w ogóle przeżyli tę trasę.
Bruno zostaje zabrany pierwszym transportem do Rygi, gdzie zginie w masowej egzekucji w lesie Rumbula.
Eugen, Jenny i niespełna 16-letni Hans Leopold trafiają do pierwszego Osttransportu do Auschwitz. Na zachowanym formularzu chłopak napisze: „Z uwagi na mój młody wiek proszę mi pozwolić pozostać razem z rodzicami”. Na liście transportowej figurują razem: pod numerami 119, 120 i 121.
Regina w Birkenau zostaje popędzona prosto do komory gazowej.
14 września 1942 r. Sara Isacsohn zostaje zabrana z mieszkania przy Landsbergerstraße. Trafia do Theresienstadt. Jej siostrę Berthę spotkało to miesiąc wcześniej. Wywożeni słyszą to, co inspektorzy Czerwonego Krzyża: że będą tam domy spokojnej starości, lekarz i apteka. Bertha umiera w Theresienstadt 20 grudnia 1942 r. Sara przeżyje ją o niecałe dwa lata: 16 maja 1944 r. zostaje wywieziona do Birkenau, do tzw. Familienlager (obozu rodzinnego) numer BIIb. Jego więźniowie zostaną zamordowani między 10 a 12 lipca 1944 r. w komorach gazowych.
Niespełna 18-letni Alfred, syn Nanni, zostaje 2 marca 1943 r. zabrany z ulicy przez gestapowca nazwiskiem Dittmar do Osttransportu nr 34. Zginie w Birkenau.
Sześć krzeseł, umywalka oraz „liczne graty”
Nanni i Sally zostają wywiezieni do Theresienstadt transportem I/96, 16 czerwca 1943 r., wraz z którym Berlin zostaje oficjalnie ogłoszony judenrein (oczyszczonym z Żydów). Sally umiera tam w lutym 1944 r., Nanni zaś zostaje stamtąd zabrana 12 października 1944 r. transportem do Birkenau. Prawdopodobnie prosto do komory gazowej.
Wcześniej małżonkom kazano wypełnić Vermögenserklärung: zeznanie majątkowe. Za pomocą takich formularzy Niemcy precyzyjnie udokumentowali własną grabież. Dziś pozwala ono wrócić – przynajmniej w naszej wyobraźni – do tamtego pustoszonego przez grabieżców mieszkania przy Landsbergerstraße 82.
Z zagrabionego inwentarza: bufet orzechowy, stół, 6 krzeseł, garderoba, umywalka i toaletka dębowe, szezlong, kanapa, 2 łóżka z pościelą, garnki, dziecięcy wózek; 400 książek. Oraz „liczne graty” (Gerümpel) – dopisał na koniec, może już znudzony tym wszystkim, gestapowiec.
Tekst powstał w oparciu o fragmenty książki autora pt. „Z domu Israela. Śladami zapomnianej żydowskiej rodziny” (wyd. Austeria, 2025).
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















