Wyzwolenie

To film o ojcu i synu, którzy nie zdążyli powiedzieć sobie, że się kochają. Znienawidzona przeszłość staje się zwycięska, bo Wojciech się z nią godzi, wybacza ojcu. Dopiero wtedy może zacząć budować swój świat, spróbować dać szczęście komuś innemu.

ŁUKASZ MACIEJEWSKI: - Wydajesz się szczerze speszona deszczem nagród i splendorów, które spadły na Ciebie po premierowym pokazie "Pręg" na festiwalu w Gdyni.

MAGDALENA PIEKORZ: - To prawda, jestem ogromnie speszona. Nie spodziewałam się takiego przyjęcia, a już na pewno nie “Złotych Lwów". Od dwóch tygodni żyję w euforii, ale czuję również ogromną odpowiedzialność. Wiem, że moje kolejne zawodowe kroki będą teraz obserwowane z wielką uwagą. Każdy następny film będę próbowała robić tak, jakby był pierwszy. Mam nadzieję, że nie ogarnie mnie strach.

- Podobno powstało ponad dwadzieścia wersji scenariusza "Pręg".

- Robienie filmu to długi proces, w trakcie którego twórcy dojrzewają razem z projektem. Uważam, że ostatnia wersja (było ich więcej niż dwadzieścia; nie skłamię mówiąc, że dwa razy tyle) była optymalna. Różnice polegały na niuansach. Mieliśmy także kilka bardzo dobrych scen, które wypadły na początku montażu, bo odciągały uwagę od głównego tematu. Takie rzeczy można odkryć dopiero na stole montażowym.

- W Gdyni sprawiałaś wrażenie zawstydzonej dziewczyny z dobrego domu, tymczasem na planie jesteś stanowcza, bywasz apodyktyczna, masz jasno określoną wizję tego, co chciałabyś osiągnąć. Kazimierz Kutz - w swoim stylu - obwieścił wręcz, że jesteś "babą z trzema jajami"...

- To się ze sobą nie kłóci. W życiu jestem kobietą, na planie reżyserem. Nie oznacza to, że stając przed ekipą zamieniam się w pruskiego oficera, ale rzeczywiście - trzymam dyscyplinę. Film to nie tylko moja prywatna sprawa, biorę także odpowiedzialność przed producentem, widzami, aktorami. Jestem konsekwentna i realizuję swoją wizję. Myślę, że to uczciwe podejście.

  • Każdy był dzieckiem

- W "Pręgach" widz najpierw wchodzi w sferę doświadczenia mroku cudzego dzieciństwa, żeby następnie dostąpić cudu wspólnej ekspiacji.

- Wszystko, co obserwujemy w “Pręgach", jest subiektywnym spojrzeniem Wojciecha na przeszłość. Ale ta pierwsza, nazwijmy ją dziecięcą, część filmu, służy przede wszystkim identyfikacji widza z Wojciechem, wejściu w jego świat. Dzięki niej łatwiej widzowi zrozumieć, jakie były motywacje zachowań dorosłego bohatera. Nie wiem, na ile nam się to udało, ale wspólnie z Wojtkiem Kuczokiem próbowaliśmy tak opowiedzieć tę historię, żeby widz mógł odnaleźć w niej siebie. Każdy z nas był przecież dzieckiem.

- Tożsamość oznacza świadomość istnienia poprzez czas przeszły. Kto nie pamięta o własnej przeszłości, przestaje być sobą. W "Pręgach" przeszłość jest bolesna, ale ostatecznie okazuje się zwycięska.

- Tylko wtedy możemy normalnie żyć, kiedy potrafimy wybaczać. Wojciech dowiaduje się w końcu, że ojciec kochał go naprawdę. Kochał przez całe życie: nawet wtedy, kiedy krzyczał, bił i karał. “Pręgi" to film o ojcu i synu, którzy nie zdążyli powiedzieć sobie, że się kochają. Znienawidzona przeszłość staje się zwycięska, bo Wojciech się z nią godzi, wybacza ojcu. Dopiero wtedy może zacząć budować swój świat, spróbować dać szczęście komuś innemu.

- Wydaje mi się, że nie chodziło Ci tylko o wyświetlenie freudowskich ukrytych pragnień. "Pręgi" to raczej podświadomość jungowska, echa wspomnień, mitów i traum, które ożywają nieoczekiwanie.

- Metafora freudowska jest w “Pręgach" obecna. Wojciech podświadomie tęskni do matki, do osoby-miejsca, gdzie będzie się czuł bezpiecznie. Jaskinia jest zimna, ale daje poczucie bezpieczeństwa - całe zło świata pozostaje na zewnątrz. Ale niewątpliwie wszystko, co dzieje się w dorosłym życiu Wojciecha, uruchamia podświadomość, w której przez lata kumulowały się lęki, kompleksy, żale. Więc oba porównania są zasadne, choć “jungowskie" nie było przeze mnie zamierzone.

- Tęsknisz za dzieciństwem?

- Bardzo. Miałam piękne dzieciństwo. Dużo czasu spędzałam u dziadków w Będzinie. Pamiętam obiady, święta, zapach babcinej szarlotki, smak tranu, pierwsze upadki na ślizgawce. Zawsze w niedzielę siadaliśmy całą rodziną przy telewizorze i oglądaliśmy “W starym kinie". Pamiętam też pierwszego klapsa i dzień, w którym dostałam psa. Nawet ukochane łyżwy poszły wtedy w odstawkę.

- Całe dorosłe życie tęsknimy za dzieciństwem, ale jednocześnie nie możemy tam powrócić. Może film pomaga nam wyruszyć w tamte rejony?

- Na pewno wielu tęskni za powrotem do mitu dzieciństwa, a filmy tę tęsknotę unaoczniają. Wojciech mówi na początku filmu: “Powiadają, że do przeszłości zawsze się tęskni, bo ją jedyną tracimy bezpowrotnie". Ale mówi też: “Zawsze chciałem być dzieckiem", co oznacza, że nie mógł nim być do końca. Ojciec wymagał od niego dorosłości, powagi, dyscypliny, a więc w pewnym sensie ograniczał jego wolność. Wynikało to z miłości i strachu, że syn wymknie mu się spod kontroli, że nie wyrośnie “na człowieka". Chciał go zbudować, a tak naprawdę go złamał. Jego metody wychowawcze zawiodły. Zamiast odwagi wzbudził w chłopcu strach. Powrót Wojciecha do przeszłości to jego osobista terapia, próba zrozumienia.

- Ojciec w interpretacji Jana Frycza to najbardziej niejednoznaczna postać "Pręg". Jest karykaturą biblijnego nakazu, który każe "za dobre wynagradzać, za złe karać".

- To wielka zasługa Janka Frycza, jego zawodowego kunsztu, inteligencji, świadomości aktorskiej. Stworzył postać ojca, który kocha i jednocześnie rani, a może nawet rani dlatego, że kocha. Bije syna, krzyczy na niego, o wszystko ma pretensje. Ale czuje także, że syn nie ma dla niego szacunku. To go boli. Myślę, że ojciec Wojtka podświadomie domagał się miłości. Ile radości było w nim, kiedy wspólnie z Wojtusiem robił wiatraczek, ile dumy w stwierdzeniu - “Mój syn". Jan Frycz stworzył postać, której nie potrafimy potępić właśnie dlatego, że głęboko jej współczujemy.

  • Jak żyć w rodzinie

- Dziecko systematycznie bite jest może najbardziej dojmującą alegorią krzywdy.

- Nawet niekoniecznie systematycznie, ale w ogóle bite. Dziecko jest bezbronne, delikatne. Nie jest w pełni ukształtowanym człowiekiem, który zrozumie. Dorosły może po prostu wybaczyć, natomiast psychika bitego dziecka już nigdy nie będzie taka sama.

- Czy nie jest tak, że uwznioślamy dzieciństwo dla lepszego samopoczucia, choć łez było więcej niż radości?

- Wiesz, nie mam takiego wrażenia. Moje dzieciństwo było bajką. Wzrastałam w przekonaniu, że ludzie są dobrzy, a świat piękny. Konfrontacja z rzeczywistością okazała się bolesna, ale jestem wdzięczna rodzicom, że tak mnie wychowali - wierzę w ludzi i staram się w sobie to dziecko pielęgnować.

- Czesław Miłosz powtarzał, że dramat życia w rodzinie jest wielką luką w polskiej literaturze, a przecież to właśnie wychowanie decyduje o tym, kim jesteśmy w dojrzałym życiu. Tę lukę znakomicie wypełnia proza Wojciecha Kuczoka.

- Proza Wojtka jest dla mnie jak strumień życia, a niektóre jego opowiadania są zwierciadłem, w którym powinna przejrzeć się polska rodzina. Już w swoim pierwszym zbiorku “Opowieści słychane" Wojtek celnie i precyzyjnie scharakteryzował domowe piekło. Rodzina to fundament, daje siłę na całe życie, jednak wciąż sporo w niej dulszczyzny, drobnomieszczaństwa, zakłamania. “Gnój" idzie jeszcze dalej - to właściwie rodzinna saga śląska, w której Wojtek opowiada o dziedziczności i rodzinnej hierarchii, a robi to z wrodzoną sobie autoironią. W kinie tę lukę wypełnił wcześniej nasz operator z “Pręg", Marcin Koszałka, realizując niezwykły film “Takiego pięknego syna urodziłam", którego kontynuacją jest gotowy już dokument “Jakoś to będzie", stawiający tylko z pozoru błahe, a tak naprawdę dramatyczne pytanie - jak żyć w rodzinie?

- No właśnie, jak żyć w rodzinie? Happy end jest w Twoim w filmie zwodniczy. Mówisz o związku Wojtka i Tani: "Teraz wszystko zależy od was". Nie wierzę, że im się uda.

- Oczywiście, ten finał to początek ich drogi. Jeżeli nie będą pracowali nad swoim związkiem, jeżeli nie wystarczy im zrozumienia i cierpliwości, wszystko się rozleci, ale zauważ, że Wojciech jest już zupełnie innym człowiekiem niż podczas pierwszego spotkania z Tanią. Wyzwolił się od przeszłości, wybaczył. Dowiedział się, że był jednak kochany. Może sam także potrafi pokochać? Podświadomość uruchomiła w nim to wszystko, co kryło się w nim dobrego. Jestem dobrej myśli, szczerze im kibicuję.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2004