Powodzie pozwalają premierom i wicepremierom na wchodzenie do historii. Włodzimierz Cimoszewicz wszedł do niej dzięki zdaniu, że chłopi powinni się byli ubezpieczyć. Andrzej Lepper wejdzie z wypełnioną banknotami walizeczką. Pieniądze w walizeczce pana wicepremiera pochodziły ze składek członków Samoobrony, on zaś przywiózł je do Piechowic jako pomoc dla ofiar powodzi. Jakże blado wypada teoria o konieczności ubezpieczeń na tle faktu, że pierwszy z obdarowanych piechowiczan kupił za otrzymane 1,5 tys. zł wersalkę i szafki dla mamy, która nie miała na czym spać, bo w domu po powodzi zostały - jak doniosła telewizja - tylko stół i taborety. Trudno zaprzeczyć: nasz wicepremier to polityk naprawdę ludzki - nie jak ten Cimoszewicz.
Spektakularny gest mógłby nawet stać się przykładem dla innych, gdyby na właściwy trop nie naprowadziło nas wyjaśnienie wicepremiera złożone w TVN: "Mniej pieniędzy pójdzie na kampanię reklamową w związku z wyborami samorządowymi". Jak to mniej? - mógłby ktoś zapytać. - A te to niby na co poszły?
Tacy, Panie Wicepremierze, już są ludzie. Sami nic nie robią, a innym nie dają spokojnie wejść do historii.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















