W minionym tygodniu metropolita miński i słucki, patriarcha Filaret uhonorował prezydenta Aleksandra Łukaszenkę orderem św. Cyryla Turowskiego. Przemawiając, zwierzchnik cerkwi stwierdził, że życie na Białorusi "rozwija się harmonijnie na płaszczyźnie społeczno-gospodarczej i duchowej". Takie oświadczenie szokować nie może, bo oficjalna cerkiew na Białorusi jest komórką aparatu państwa. Zadeklarowała lojalność wobec Łukaszenki, kiedy tylko ten doszedł do władzy. Wtedy metropolita Filaret pośpieszył z zaproszeniem szefa administracji prezydenta na obiad, by prosić go o wstawiennictwo u władcy ziemskiego. I swoje dostał. Prezydent przymknął oko na ulgi, jakimi cieszyła się cerkiew w handlu spirytusem na terenie Białorusi i za jej granicami (z dochodów miano budować prawosławne chramy). By więzi między państwem a kościołem były jeszcze silniejsze, Filaret zdecydował się zostać deputowanym i wychwalać reżim z trybuny parlamentu. Poddaństwo oficjalnej cerkwi wobec państwa rodzi niebezpieczeństwo dla innych konfesji. Spowodowało, że pojawiły się przepisy ograniczające inne religie, w szczególności katolicyzm i protestantyzm. Zwalcza się je jako wrogie państwu, kojarzy z zachodnimi wpływami politycznymi i kulturowymi. Podczas gdy cerkiew cieszy się z harmonii sacrum z profanum.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.











