Uwierzyć to przylgnąć

Włoski dziennik "Il Giornale" zamieścił niedawno artykuł o tym, jak w noc wigilijną proboszcz jednej z parafii w Bergamo odmówił umieszczenia w szopce figurki Jezusa. "Jeżeli nie potraficie przyjąć cudzoziemca, Innego, nie możecie przyjąć też Dzieciątka Jezus". W regionie utrzymuje się bowiem silna niechęć wobec przybyszów, zwłaszcza z Trzeciego Świata. "Ta noc to nie jest Boże Narodzenie. Nie jesteście gotowi" - ogłosił ks. Bianchi. Jego słowa wywołały wściekłość wiernych.
Czyta się kilka minut

W okresie Bożego Narodzenia często czytamy prolog Ewangelii św. Jana. Mowa tam o Słowie, które "Przyszło do swojej własności, a swoi go nie przyjęli". Zbyt łatwo przychodzi nam interpretować to jedno zdanie w oskarżycielsko-mentorskim tonie. Dramatyczną historię zbawienia kwituje się czasem stwierdzeniem, że Pan Jezus przyszedł najpierw do Żydów, a gdy ci Go odrzucili, wówczas wieść o nim dotarła także do nas. Prymitywna to interpretacja. W historii chrześcijaństwa niejednokrotnie dawała ona asumpt do najbardziej absurdalnych oskarżeń antysemickich.

Tymczasem jeśli wczytać się uważnie w tekst Prologu, to odnajduje się w nim ważną wskazówkę, żeby zrozumieć, do kogo przychodzi Jezus. On, Słowo Boga, przyszedł na świat ongiś przez siebie samego uczyniony. A "świat" to coś więcej niż jeden naród. Świat to bezkres kosmosu nieogarniętego czasem i przestrzenią, a jednocześnie doczesność. W tej doczesności, w której zamknięte jest życie każdego człowieka, rozgrywa się dramat odkupienia. Janowy świat, własność Boga, jest większym zbiorem. I do niego przychodzi Słowo, gdyż wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Boga. Bóg wszędzie chce być przyjęty. Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi.

W języku ewangelii "przyjąć" oznacza uwierzyć, zaś uwierzyć to przylgnąć. Owo przylgnięcie nie jest prostą akceptacją teoretycznej wiedzy o dogmatach chrześcijańskiej wiary. Nie jest też intelektualnym uznaniem Jezusa za Zbawiciela. Jest to przylgnięcie z miłością do Tego, kto wszedł w ludzką historię raz na zawsze w konkretnym czasie, a jednocześnie wchodzi w historię każdego z nas, żyjących w konkretnym czasie. Jest to przylgnięcie do Jezusa, który przychodzi objawić nam prawdę o Bogu i o nas samych.

Ta prawda potrafi niestety być nad wyraz gorzką. Bo można chlubić się znajomością Chrystusa, dogmatów wiary i kultury chrześcijańskiej. Można być dumnym ze znajomości Ewangelii i chętnie otwierać usta, by przekonywać, napominać, zachęcać, głosić naukę, nastawać w porę i nie w porę, wykazywać błędy, pouczać. Tymczasem może to być tylko atrapa autentycznej wiary i mądrości.

Przyjąć Jezusa to znaczy przyjąć jego styl życia. Chyba nie zrozumieli tego wierni w Bergamo. Chociaż może nie trzeba szukać tak daleko. Poszukam w sobie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 01-02/2009