USA: Stwórca i konstytucja

Ściganie bluźnierstwa w Stanach Zjednoczonych ma długą tradycję, lecz jest ona w całości związana z poziomem stanowym, a korzeniami sięga początków osadnictwa.
Czyta się kilka minut

Najbardziej dziś liberalne purytańskie stany Nowej Anglii posiadały w swojej większości Kościoły oficjalne, a prawa niejednokrotnie stanowiły dokładne odzwierciedlenie Prawa Mojżeszowego. W prawach stanu Connecticut można było przeczytać: "Ktokolwiek chwalił będzie innego Boga nad Pana Naszego, będzie skazany na śmierć". Bluźnierstwo zasługiwało na taką samą karę.

Warto odnotować uwagę myśliciela politycznego Alexisa de Tocqueville’a, którego nie dziwił sam fakt istnienia takiego prawa, ale to, że nie zostało narzucone przez władzę zewnętrzną, lecz "przegłosowane przy swobodnym udziale wszystkich zainteresowanych". Dla dominujących w tych koloniach grup wyznaniowych istotne było zarówno przeciwdziałanie obrazie Boga, jak powstrzymanie ateistów lub innowierców od wpływu na sprawy kolonii.

Od samego początku szczególnie traktowani byli ateiści, których nawet John Locke uznawał za ludzi niegodnych zaufania. W Deklaracji Praw stanu Massachusetts złowrogo brzmiały dla nich słowa Johna Adamsa: "Czczenie Istoty Najwyższego, wielkiego Stwórcy i Rządzącego wszechświatem, jest zarówno prawem, jak i powinnością wszystkich w społeczeństwie". Niewierzący w Boga w dużej części kolonii nie mieli dostępu do stanowisk publicznych ani praw obywatelskich.

Także po założeniu Stanów Zjednoczonych oraz uchwaleniu Konstytucji w części stanów utrzymywały się dawne prawa - nawet w takich oazach wolności religijnej jak Pensylwania, która ograniczyła prawa cywilne do wierzących w Boga, a od urzędników wymagała przysięgi w wiarę w obecność Boskiego natchnienia w Biblii. Konstytucja USA jest istotną cezurą, gdyż pierwsza poprawka do niej wprowadza rozdział Kościołów od państwa, a także zasadę wolności religijnej, choć trzeba zauważyć, że w pierwotnym znaczeniu ograniczała jedynie Kongres federalny w ingerowaniu w te dwie zasady. Doktryna inkorporacji postanowień Konstytucji do praw stanowych zaczęła się rozwijać dopiero po wojnie secesyjnej.

W tradycji państwa amerykańskiego silnie zakorzeniona jest także wolność słowa. Źródła tego można się doszukiwać w stwierdzeniu Thomasa Jeffersona: "Gdybym miał zdecydować, czy powinniśmy mieć rząd bez gazet czy też gazety bez rządu, nie wahałbym się ani przez chwilę, wybierając te ostatnie". Wolność słowa jest w republice amerykańskiej wartością nadrzędną i bez wątpienia bluźnierstwo mieści się w jej rozumieniu.

Pomimo ponad 200 lat istnienia Konstytucji i prawie 150 lat od uchwalenia XIV poprawki, będącej źródłem inkorporacji do praw stanowych, w kilku stanach wciąż można znaleźć postanowienia wykluczające ze sprawowania funkcji publicznych osoby zaprzeczające istnieniu Boga, choć próba ich wprowadzenia w życie kończy się uznaniem za niekonstytucyjne przez Sąd Najwyższy, tak jak to miało miejsce w 1961 r. w przypadku stanu Maryland.

Dziś podobne postanowienie znaleźć można w Konstytucji stanu Arkansas: "Nikt, kto zaprzecza istnieniu Boga nie może sprawować żadnej funkcji w urzędach Stanu ani być uznanym za zdolnego do zeznawania jako świadek przed sądem". Choć jest to postanowienie martwe, obecnie trwa próba zniesienia tego przepisu. Jednym z czołowych jego przeciwników jest firma prawnicza The Becket Fund, która znana jest także ze stanowczego sprzeciwu wobec usuwania symboli religijnych z miejsc publicznych.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2010