Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Uciekł z Etiopii, zdobył medal dla Polski

Uciekł z Etiopii, zdobył medal dla Polski

19.10.2014
Czyta się kilka minut
Yared Shegumo odnosi sukcesy nie tylko w maratonach. Właśnie urodził mu się syn.
Yared Shegumo w „Biegu na Piątkę”, Warszawa, 18 września 2014 r. Fot. Adam Jankowski / REPORTER
M

MACIEJ WASZKIEWICZ: Ile metrów kwadratowych ma Pana mieszkanie?
YARED SHEGUMO
: Z balkonem trzydzieści.
A ile par butów biegowych w nim leży?
Nie liczyłem (śmiech).
Z tego, co wiem, jest ich kilkadziesiąt.
Oj, tyle to chyba nie. Ale sporo. Takie przyzwyczajenie.
Ale te z pierwszego maratonu w Dębnie w 2012 roku Pan wyrzucił. Chyba za karę, że obok tytułu mistrza Polski przyniosły kontuzję.
Możliwe, że za to. Faktycznie, na 37. kilometrze naderwałem mięsień łydki. Wtedy myślałem, że to jakiś drobiazg, i dobiegłem do mety. No i się udało.
Od tego czasu ciągle się udaje. W 2013 roku wygrana w PZU Maratonie Warszawskim, a teraz medal na mistrzostwach Europy. Popularność doskwiera?
Nie. Ludzie podchodzą, życzą powodzenia. Zwłaszcza biegacze.
No i jeszcze jeden sukces. W tym roku urodził się Panu syn. Razem z córką to już dwójka. Pytanie kluczowe dla każdego biegacza-rodzica: maluchy dają się wyspać?
Żona dba o to, żeby dawały (śmiech). Zresztą przed Zurichem córka pojechała do dziadków do Etiopii.
Od Etiopii się wszystko zaczęło. Właściwie od ucieczki z kraju, który opanowała wojna. Przyleciał Pan do Polski na zawody i kiedy trzeba było wracać do domu, nie wsiadł do samolotu.
Tak. Po prostu wyszedłem z Okęcia i pojechałem taksówką na Dworzec Centralny. Był rok 1999, a ja ostatecznie wylądowałem w ośrodku dla uchodźców w Otrębusach. Ludzie tam nie znali angielskiego, więc nie miałem z kim rozmawiać, a do tego nie wolno nam było wychodzić, więc nie biegałem.
Ale jak Pan trafił do Polonii Warszawa, to już się poprawiło. Między innymi pobił Pan halowy rekord Polski na 3000 metrów. Do innych sukcesów należy zaliczyć sprowadzenie tu małżonki. Sześć lat! Tyle czekała.
Jak mówią: „Kocha, to poczeka”. Ale to prawda.
Nie mieszkaliście jednak w kraju cały czas. Kiedy skończyło się stypendium, w 2008 roku pojechaliście za chlebem do Anglii.
To był najtrudniejszy moment. Nie miałem tam jak biegać. Trzy i pół roku przerwy od treningów przeżyłem strasznie, bo bieganie to nie tylko mój zawód, ale miłość, pasja. W 2011 roku postanowiłem wrócić i jeszcze raz spróbować biegać zawodowo.
Na długich dystansach.
Pomógł mi Antoni Niemczak, były rekordzista Polski w maratonie. Zaprosił mnie do USA, gdzie płacił za mój pobyt i uczył biegać półmaraton.
Ale to nie ostatni Polak, który Pana wsparł. Był jeszcze biznesmen Jacek Podoba.
To dzięki niemu nie wróciłem do Anglii. W tym samym roku znów okazało się, że nie jestem w stanie utrzymać rodziny z biegania, i już miałem jechać na Wyspy, gdy na treningu na tym samym stadionie biegał właśnie Jacek Podoba. Poznał mnie i postanowił mi pomóc.
Przez wszystkie te lata nie był Pan rozpoznawalny.
Dziś co krok spotykam innych biegaczy, którzy życzą wszystkiego najlepszego.
Pytają, jak biec, żeby zdobyć srebrny medal na mistrzostwach Europy?
Nie. Ale ja mam zawsze jedną taktykę. Przez cały bieg trzymać się czołówki, a na finiszu walczyć o najwyższą lokatę.
Musi Pan na siebie uważać. 32 lata to nawet dla długodystansowca już dojrzały wiek. Ile lat kariery jeszcze przed Panem?
Będę biegał, dopóki będą wyniki. Na razie się oszczędzam, nie planuję wielu startów. No i regularnie jeżdżę do Etiopii. Chodzi m.in. o krew. Badaliśmy mój poziom hemoglobiny i okazało się, że gdy trenuję w Polsce, jest niższy niż u Polaków. Gdy zrobię cykl treningowy w Etiopii, na wyżynach, to hemoglobina wyraźnie skacze.
A tam konkurencja pewnie ogromna. Są lepsi od Yareda Shegumo?
Oj, tak. I to wielu.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]