The Beatles "The Capitol Albums, vol. 1"

George Martin wspomina w Antologii, jak to w roku 1963 wysyłał do amerykańskiej wytwórni Capitol single Beatlesów, proponując wydanie ich nagrań w USA. Szef firmy kwitował te oferty w sposób niezmienny: Przykro mi, ale znamy nasz rynek lepiej niż ty i nie sądzimy, żeby byli coś warci. Historyjkę warto by przy okazji zadedykować różnym zadufanym na stanowiskach, gdyby nie fakt, że są to najczęściej przypadki beznadziejne.
Czyta się kilka minut
 /
/

Wracając zaś do Beatlesów: w roku następnym sytuacja radykalnie się zmieniła. Zespół dokonał w Stanach czegoś absolutnie nowego; zaczęło się od trwających niecałe trzy minuty piosenek, skończyło się na przewrocie w kulturze, obyczajach, ekonomii, polityce. Zgoda: amerykańska podróż Beatlesów została dobrze przygotowana, do czego przyłożył się również (dyskontując zarazem całą sytuację) Capitol. Niemniej były to jeszcze czasy, kiedy rzecz sprowadzała się jednak do innowacji, a nie do promocji.

Cztery kapitolińskie albumy Beatlesów (znacznie różniące się programem od płyt angielskich) wznowiono teraz z wielkim pietyzmem. Wydawcy możliwie dokładnie powtórzyli oryginalne okładki longplayów (“Meet The Beatles! The First Album by England’s Phenomenal Pop Combo"), dołączyli przepiękną książeczkę, niewątpliwe arcydzieło wśród tego rodzaju edycji (jego twórcy podpisują się: Wherefore Art?). Zawartość muzyczna została zdublowana: każdy krążek zawiera nagrania w wersji stereo i mono. I tu efekty są różne. W nagraniach najstarszych stereo jest dość sztuczne, na zasadzie kanał lewy - kanał prawy. Owszem, zyskuje się ciut więcej przestrzeni (lekki pogłos wokali), ale nagrania mono, z ich większą dynamiką, nieraz dają paradoksalnie wrażenie przestrzeni pełniejszej (“Please Mr. Postman"). Im później, tym stereo lepsze: “Thank You Girl" z basem przez środek, ładnie zrobiona “Long Tall Sally", bardzo, by tak rzec, harmonijnie rozdzielone głosy w “Things We Said Today". Mimo zastrzeżeń warto było tę próbę cyfrowego stereo podjąć. Choćby po to, by odkryć trzy nuty zagrane na organach w “Mr. Moonlight" (2:27-2:29), których nie było słychać wcześniej, w mono.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2005