The Beatles: "Let It Be... Naked"

Let It Be jest czymś w rodzaju dzieła otwartego. Ten wielowątkowy projekt zmieniał się w trakcie powstawania; planowano film, nową płytę z premierowym programem nagranym na żywo. W styczniu 1969 roku zespół pracował w wielkiej filmowej hali, przy stale włączonych magnetofonach i kamerach, potem w studiu, a raz na dachu londyńskiej kamienicy przy Saville Row 3.
Czyta się kilka minut
 /
/

Powstało i pozostało mnóstwo materiału muzycznego, dialogowego i zdjęciowego. Część utworów znalazła się na płycie “Let It Be" (1970), opracowanej przez Phila Spectora. W większości świetnie zachowano atmosferę nagrywania na żywo, bez dubli i nakładek. Piosenki poprzedzane i kończone są gadaniem, próbowaniem instrumentów i głosów. Ale w paru tytułach Spector przedobrzył, dodając smyczki, blachę i chóry. Ofiarą takiej orkiestracji okazał się McCartney, którego piękna, liryczna ballada “The Long And Winding Road" została niemiłosiernie przesłodzona. Także “Across The Universe" Lennona napompowano uduchowioną aranżacją, jakby sama piosenka nie miała wystarczająco wzruszającej głębi.

“Let It Be... Naked" oczyszcza piosenki Beatlesów z aranżacyjnego blichtru. Szkoda przecież, że zrezygnowano z walorów dokumentacyjno-jamowych, obcinając wspomniane przed chwilą wstępy i epilogi oraz rezygnując z dwóch krótkich zabawnych piosenek. Dodano (za to) “Don’t Let Me Down" oraz drugi dysk z rozmowami muzyków i kawałkami nagrań. Podniesiony został poziom dynamiczny, dźwięk jest pełniejszy, więcej jest też powietrza do wybrzmiewania. Jakby powiedział Norwid, słucha się tych piosenek w coraz głębszych głębiach.

Zdarzyła się też jedna rzecz dziwna. Otóż w piosence “Let It Be" z 1970 roku, gdzieś pod koniec trzeciej minuty, Starr, zmieniając sposób uderzeń w bębny, wprowadził pewną polirytmiczność. W wersji opublikowanej teraz nie ma tego świetnego efektu. Niemniej dobrze żyć w czasach, kiedy ukazują się nowe płyty Beatlesów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 04/2004