Tako rzecze lud

Gdy w Warszawie Andrzej Lepper szykuje się już do objęcia stanowiska wicepremiera, przyjrzyjmy się Szwajcarii. Tej najstarszej demokracji świata, w której dla funkcjonowania państwa ważniejsze od instytucji są obyczaje i mentalność.

19.04.2006

Czyta się kilka minut

Jak wiadomo, Szwajcaria nie istnieje. Nie należy do Unii Europejskiej i nie dzieje się w niej nic, co mogłoby zwrócić uwagę międzynarodowych mediów. Wiedza przeciętnego Polaka o tym kraju ogranicza się zapewne do sera (którego większość gatunków, w przeciwieństwie do ogólnego mniemania, nie posiada dziur), banków i być może narciarzy (choć ostatnio pozostają w tyle za swymi odwiecznymi konkurentami Austriakami). Ale co się dziwić przeciętnemu Polakowi, skoro tak ceniony w Polsce Norman Davies w swojej "Europie" popełnił trzy elementarne błędy rzeczowe w czternastowierszowym akapicie o Szwajcarii po II wojnie światowej (str. 1158 wydania polskiego: w przeciwieństwie do tego, co twierdzi autor, Bayer i UNESCO nie mają swych siedzib w Szwajcarii, a szwajcarskie kobiety nie uzyskały prawa głosu w 1980 r., tylko w 1971 r.).

Szwajcaria nie istnieje również z innego powodu: nie jest państwem w zwykłym tego słowa znaczeniu, tylko związkiem 26 w znacznej mierze samodzielnych państewek, zwanych kantonami. Kiedy w oficjalnym języku szwajcarskim mówi się "państwo", chodzi o kanton; a kiedy chodzi o całą Szwajcarię, mówi się "związek" (niem. Bund). W pewnej mierze ustrój Szwajcarii przypomina ustrój USA, z tą jednak różnicą, że władzy wykonawczej nie sprawuje prezydent, tylko rząd złożony z siedmiu członków wybieranych indywidualnie przez parlament, z których każdy po kolei zostaje na rok prezydentem (o funkcji czysto reprezentacyjnej).

Mało tego: Szwajcarzy nie są pewni, czy są narodem, choć w ich konstytucji są wymienione cztery "języki narodowe" (niemiecki, francuski, włoski i retoromański) oraz dwie instytucje określone tym przymiotnikiem: Rada Narodowa, odpowiadająca Sejmowi, i Narodowy Bank Szwajcarski. Inne ogólnoszwajcarskie organy władzy nie są nazywane "narodowymi", tylko (zależnie od tłumaczenia) "federalnymi" lub "związkowymi". Natomiast pojęcie, któremu w polskiej konstytucji odpowiada słowo "naród", a mianowicie "wszyscy obywatele", w konstytucji szwajcarskiej jest oznaczone jako "Volk" czy "peuple", co dosłownie odpowiada polskiemu słowu "lud" i jest pozbawione konotacji etnicznych.

Zresztą ogólnoszwajcarskich organów władzy jest niewiele. Nie ma tu Trybunału Konstytucyjnego, Rzecznika Praw Obywatelskich, Krajowej Rady Sądownictwa, Najwyższej Izby Kontroli ani Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Nie ma więc też dyskusji o tym, czy te instytucje powinny być apolityczne. Natomiast sędziowie Sądu Federalnego i Prokurator Federalny są wybierani przez parlament z klucza partyjnego, przeciw czemu nikt nie oponuje.

Można by sądzić, że Szwajcaria cierpi na niedowład instytucji demokratycznych.

A przecież Szwajcarzy chwalą się, że są najstarszą i najlepszą demokracją świata. Nie będę dyskutować z tym poglądem. Trudno jednak zaprzeczyć, że Szwajcaria jest państwem (jednak państwem) demokratycznym i praworządnym. Jaki stąd wniosek? Ano taki, że dla demokratycznego i praworządnego funkcjonowania państwa ważniejsze od instytucji są obyczaje i mentalność.

Bywają, oczywiście, nadużycia. Kiedyś, dawno temu, pani minister sprawiedliwości (pierwsza kobieta, która została członkiem rządu) otrzymała od prokuratury służbową wiadomość o wszczęciu śledztwa przeciw firmie, w której radzie nadzorczej zasiadał jej mąż. Wiadomość przekazała natychmiast małżonkowi, i ten zdążył szybko ustąpić. Ale sprawa się wydała i pani minister musiała odejść. Jakiś czas potem okazało się, że przewodniczący Rady Narodowej, uznawany za pierwszego obywatela Szwajcarii, jest członkiem czterdziestu kilku rad nadzorczych; ustąpił ze wszystkich. Żadna z tych spraw nie była karalna sądowo, stanowiły jednak przekroczenie granic przyzwoitości, których przekraczać się nie godzi, jeżeli się jest osobą publiczną.

I tak (w przeciwieństwie do dwóch poprzednich przypadków) rektor mojego uniwersytetu, stary kolega ze studiów, odmówił wydania na moją prośbę fałszywego zaświadczenia immatrykulacji pewnemu Algierczykowi, który nawrócił się na katolicyzm i chciał studiować w Szwajcarii teo-logię, do czego w swoim kraju nie mógł się przyznać. Rektor wiedział, że gdyby wydał takie zaświadczenie, a rzecz wyszłaby na jaw, musiałby ze wstydem ustąpić z rektoratu.

Potężnym środkiem kontroli poczynań polityków jest instytucja referendum. Głosuje się tu kilka razy do roku i zwykle w więcej niż jednej sprawie naraz, a głosowanie nie dotyczy mniej lub bardziej ogólnikowych pytań (jak to bywa w innych krajach, łącznie z Polską), tylko konkretnych tekstów prawnych. Rząd i parlament muszą się dobrze nagłowić, zanim uchwalą ustawę, która ma szansę otrzymania aprobaty "ludu".

Groźba referendum zmusza do kompromisów. Zresztą słowo "kompromis" ma w Szwajcarii konotacje pozytywne (w przeciwieństwie do Polski). Do rządu federalnego, jak i do większości rządów kantonalnych, wchodzą jednocześnie wszystkie ważniejsze partie. W razie konfliktu socjalnego dyskutuje się do upadłego i dopiero w ostateczności pracownicy uciekają się do strajku.

Gorzej jest w biznesie. Ludzie, którzy kilka lat temu doprowadzili kompanię lotniczą Swissair do bankructwa, narażając zarówno państwo, jak i prywatnych akcjonariuszy na miliardowe straty, nie zostali dotąd pociągnięci do odpowiedzialności prawnej. Handel narkotykami i pranie brudnych pieniędzy podobno kwitną, choć trudno je wykryć. Zajmowała się tym energicznie prokurator federalna Carla Del Ponte, póki nie dostała "kopa w górę" do Międzynarodowego Trybunału ds. zbrodni w byłej Jugosławii. Być może, że niektórym było to na rękę. W każdym razie następca pani Del Ponte okazuje w tej dziedzinie znacznie mniej gorliwości.

Tak czy inaczej trzeba przyznać, że ostatnio zaczęło coś gnić w Związku Szwajcarskim. Coraz więcej zwolenników zdobywa prawicowa partia populistyczno-nacjonalistyczna, stąd zresztą obostrzenia w stosunku do cudzoziemców, a do azylantów w szczególności. W rządzie federalnym przestała obowiązywać niepisana zasada "kolegialności", według której poszczególni członkowie egzekutywy nie powinni występować publicznie przeciw decyzjom podjętym przez nią większością głosów, nawet jeśli znaleźli się w mniejszości.

Ale jeśli rzeczywiście coś gnije, to nie instytucje, tylko ludzie, którzy coraz mniej przestrzegają dobrych obyczajów i niepisanych zasad. Tej, że uczciwość się opłaca i że pewnych rzeczy nie wypada czynić, nawet jeśli nie są sprzeczne z prawem. Tej, że przeciwnik też ma swoje racje i że warto dążyć z nim do ugody raczej niż do konfrontacji. Tej wreszcie, że prawo stoi ponad interesem.

Jak powstrzymać ten proces? Zapewne nie przez mnożenie instytucji kontrolnych, tylko przez wychowanie ludzi.

Ale to już inna historia.

ZYGMUNT MARZYS (ur. 1930 w Wilnie), w Szwajcarii mieszka od 1947 r. Romanista, dialektolog, profesor historii języka francuskiego na uniwersytecie w Neuchâtel, redaktor naczelny słownika gwar francusko-szwajcarskich ("Glossaire des patois de la Suisse romande").

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2006