Niemniej ten, kto naprawdę chce myśleć, zawsze wstaje z upadku i – jak to śpiewał Młynarski – klei połamane skrzydła.
Dostałem na urodziny od przyjaciółki tom szkiców Theodora W. Adorno „Przemysł kulturalny” (w przekładzie Marty Bucholc). Wiadomo, że nic tak nie chłodzi rozpalonej głowy jak szkoła frankfurcka. Jeśli, powiedzmy, wkurzył was ten czy inny program w telewizji, to sobie bierzecie esej Adorna „Telewizja jako ideologia” i od razu spływa na was spokój oświecenia. Jeśli, dajmy na to, niepokoi was odczuwalny – nie tylko w Polsce przecież – nawrót tęsknot autorytarnych, to sięgacie po jego słynny artykuł „Freudowska teoria i model propagandy faszystowskiej” i zaczynacie bać się jeszcze bardziej, a równocześnie umiecie przynajmniej sformułować dobre pytania. A jeśli serce krwawi i głowa jest rozpalona z jakichś innych powodów, to wtedy czytacie sobie na przykład krótki szkic „Czas wolny” i od razu macie mniej wolnego czasu na głupie i bezowocne rozmyślania. Prawdziwe myślenie bowiem zawsze wypatruje owoców.
Przyznam się, że ja od razu rzuciłem się na zamykający wspomniany tom esej zatytułowany „Rezygnacja”. Jest to bardzo piękny tekst: Adorno broni w nim siebie i innych przedstawicieli szkoły frankfurckiej przed zarzutem, który często bywa formułowany wobec ludzi myślących. Zarzut ma charakter moralny: oto myśliciele przeprowadzili mniej lub bardziej wnikliwą krytykę rozmaitych zjawisk społecznych – ale co z praktyką? Może czas najwyższy przejść od teorii do działania? Przyjąć odpowiedzialność za to, co się opisało? Stworzyć jakieś programy, napisać scenariusze albo wesprzeć tych, którzy już wzięli sprawy w swoje ręce? Dość słów, niech myśliciele pokażą, co potrafią, na ulicach. A jeśli nie chcą, to niech powiedzą otwarcie, dlaczego. Czy dlatego, że się boją? Czy może wybrali rolę teoretyków, bo nie wierzą, że zmiana tego, co krytykowali, jest w ogóle możliwa?
Powtarzam: Adorno broni się pięknie. „Nie chcę przeczyć – pisze – że istnieje pewien moment subiektywnej słabości, który właściwy jest ograniczeniu się do teorii”. Nie oddala też całkiem „obiektywnej” strony zarzutu. Ale szybko przechodzi do kontrataku, pokazując, jak powstają „wrogie intelektualistom klisze”, a przede wszystkim zwracając uwagę, że postulowana „jedność teorii i praktyki ma tendencję do przechodzenia w prymat praktyki”. I pisze tak: „W zabsolutyzowanej praktyce już tylko się reaguje, a przez to reaguje się błędnie. Drogę wyjścia może znaleźć wyłącznie myślenie – i to takie, którego wynik nie jest przesądzony z góry, jak to często bywa w owych dyskusjach, w których od początku jasne jest, kto ma mieć rację, wobec czego nic one nie wnoszą do rzeczy, lecz niechybnie wyradzają się w taktykę”.
Jeśli zabarykaduje się drzwi, powiada Adorno, myśl nie może się wydostać. Jednakże tylko myśl nie uznaje zamknięcia za sytuację ostateczną. Nie stara się też uwolnić za wszelką cenę, zaczyna natomiast analizować przyczyny i formułować wnioski. Szybko okazuje się, że „działanie” może stać się tak naprawdę pseudoaktywnością, a „niedziałanie” – prowadzić do wyzwolenia. Szamotanina w pułapce to przejaw rzeczywistej rezygnacji, pogodzenia się z przegraną. Żeby się wydostać z pułapki, trzeba w jakimś sensie już się ponad nią wznieść. Taką możliwość stwarza tylko otwarte, krytyczne myślenie, które nie sprowadza się wyłącznie do „reagowania”.
Filozof używa tu słowa, które w tym kontekście u współczesnych filozofów pojawia się niezwykle rzadko: szczęście. „Myśl to szczęście – pisze Adorno – nawet wówczas, gdy określa, czym jest nieszczęście, a to dlatego, że je wypowiada”.
Jest w tych słowach coś bardzo realistycznego i bardzo romantycznego zarazem. Ostatecznie bowiem wysiłek filozofa przynosi owoce nie tylko jemu. Prawdziwe myślenie nigdy nie jest myśleniem dla siebie. „Szczęście wschodzące w oku człowieka myślącego to szczęście ludzkości”. ©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















