Zanim skojarzyłam, że to adaptacja prozy „tego” Denisa Johnsona, mistrza narracyjnej ekonomiki i frazy precyzyjnej jak skalpel, nasłuchałam się o podobieństwach do kina Terrence’a Malicka. Czyli najgorzej – bo skoro niegdysiejszy ulubiony reżyser, twórca „Cienkiej czerwonej linii” i „Podróży do Nowej Ziemi”, w ostatnich dekadach stał się własnym epigonem, to jego naśladownictwo ani chybi musiało zaowocować czymś podwójnie wtórnym. I jeszcze skazić doskonałą prozę.
A jednak film Clinta Bentleya, który miał swoją premierę na festiwalu Sundance i ledwie przemknął przez amerykańskie kina, pozostawia własny ślad. Być może to kwestia kontekstu czy raczej „kontentu” – „Sny o pociągach”, dystrybuowane teraz na świecie przez wielką platformę streamingową, dają po prostu jakieś wytchnienie od serialozy i średnich propozycji suflowanych przez algorytm.
Tym razem netfliksowe metki kuszą snobistycznie: „Intelektualny. Mocny. Dramat. Widowiskowy. Doceniony przez krytyków. Oszczędny w środkach”. I, o dziwo, wszystko w zasadzie się zgadza – historia życia Roberta Grainiera, amerykańskiego drwala z początków XX wieku, rozciągnięta do późnych lat 60., znajduje punkt równowagi między ekranową epiką a intymnością. Pomiędzy wysokoartystycznymi ambicjami i prostą w gruncie rzeczy opowieścią o mocowaniu się z losem.
O czym opowiadają „Sny o pociągach”
To, co szczególnie ujmuje w „Snach” i rozgrzesza drobne słabości, to dobrze wyważona szorstkość tej opowieści. Z pewnością nie byłaby tak przekonująca, gdyby nie główna rola Joela Edgertona, australijskiego aktora o grubo ciosanej twarzy i dłoniach… drwala właśnie.

Niby drobiazg, ale w przypadku filmów o takim ładunku egzystencjalnym, ryzykujących nadwyżką patosu, diabeł tkwi właśnie w szczegółach. Chociażby w owych robociarskich twarzach (William H. Macy!), nie mówiąc o wiernie odtworzonych realiach budowy kolei i dziewiczych lasach, gdzie Robert haruje na wyrębie.
Bo nawet te lasy nie grzeszą w filmie wybujałą baśniowością, jakkolwiek refleksja ekologiczno-metafizyczna ma tutaj miejsce. Lecz i wówczas, gdy reżyser podbija ton do bardzo wysokich rejestrów, zazwyczaj umie się zatrzymać we właściwym miejscu.
„Sny o pociągach” opowiadają o pojedynczym „małym życiu”, które w mało sprzyjających warunkach, w pionierskich czasach budowania Ameryki i brutalnej gonitwy za chlebem, znajduje swój porządek, a nawet piękno. Chwilę potem ten świat ulega zniszczeniu, jednakże nasz bohater dalej poszukuje sensu i nadziei.
Robert, który wraz z ukochaną Gladys (Felicity Jones) zbudował pośrodku niczego swój dom i małe szczęście, nie jest, wbrew pozorom, wcieleniem biblijnego Hioba. Jego wewnętrzne czujniki ustawiają się na cały otaczający świat – w stronę natury, dzikich i bezdomnych zwierząt czy innych ludzi, którzy stają na jego samotniczej drodze (ładny wątek badaczki lasów). A w wymiarze metafizycznym na stałą obecność tych, co bezpowrotnie zniknęli, choć nadal powracają w tytułowych snach, zjawach i głosach. Albo w zupełnie nowych wcieleniach.
Film snuje swoją gawędę w majestacie kilkusetletnich drzew i czasami zza kadru zdarza mu się powiedzieć o kilka słów za dużo. Na przykład kiedy słyszymy, że ciężko doświadczony Robert znalazł wreszcie „połączenie ze wszystkim, co go otacza”. Ale wybaczmy twórcom wszelkie dosłowności, bo to właściwie samodzielny debiut reżyserski (wcześniej Bentley był współnominowany do Oscara za scenariusz „Sing Sing” Grega Kwedara).
Filmowa medytacja prowadzona podczas wycinki, morderczej dla natury, a często i dla samych drwali, przepełniona jest lękami i tęsknotą, które po stu latach nadal rezonują – i pewnie zawsze będą. Najlepszą zaś lekcję z Terrence’a Malicka odrabia film wtedy, kiedy jego narrator na chwilę milknie, wsłuchując się w powściągliwe męskie zwierzenia lub pozwalając bez pośpiechu kontemplować upływający czas i przemijającą postać świata.
„SNY O POCIĄGACH” („Train Dreams”) – reż. Clint Bentley. Prod. USA 2025. Netflix
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















