Smak świętowania

Bez zrozumienia głębokiego sensu ten post to zwykła tortura. Nie chodzi tylko o niejedzenie i niepicie. Ramadan, który w tym roku rozpoczyna się 20 lipca, to okres kontemplacji i wzmocnienia życia wewnętrznego. Polskich muzułmanów wysłuchała Ewa Kaleta
Czyta się kilka minut
po lewej: Islam Bokov; z prawej od góry: Rasit i Magda Tadik, Joanna Maria Trochimowicz / fot. archiwum prywatne
po lewej: Islam Bokov; z prawej od góry: Rasit i Magda Tadik, Joanna Maria Trochimowicz / fot. archiwum prywatne

JOANNA MARIA TROCHIMOWICZ Swój pierwszy Ramadan zrobiłam, kiedy byłam w pierwszej klasie liceum. Wcześniej przymierzałam się, pościłam przez 8-10 godzin dziennie. Bałam się, że nie wytrzymam, bo normalnie wytrzymuję tylko pół dnia bez jedzenia, a każda dieta odchudzająca kończy się fiaskiem. Ale Ramadan to coś innego. Ma się dużo dodatkowej siły. Muzułmański post nie jest okresem smutku, tylko radości. To taki duchowy miesiąc, żyjesz aktywnie, tak jak zazwyczaj, ale szukasz czasu na osobisty kontakt z Bogiem. Czytam więcej Koranu, nadrabiam zaległości. Bo w zasadzie to jest kwintesencja Ramadanu, Bóg mówi w Koranie: „Dzisiaj udoskonaliłem dla was waszą religię i obdarzyłem was w pełni Moją dobrocią; wybrałem Islam jako religię”. Moi rodzice i przyjaciele nie są muzułmanami, ale szanują moją religię. Niemuzułmanów zapraszamy na iftar (tradycyjną kolację po zachodzie słońca podczas Ramadanu), żeby się z nimi podzielić ciepłem i radością. Więc jeśli nie jesteś muzułmaninem, a chcesz poczuć Ramadan, przyjdź po zachodzie słońca do meczetu w czasie postu, pamiętaj tylko, żeby zdjąć buty przed wejściem i zasłonić włosy, jeśli jesteś kobietą. Po usłyszeniu Azanu (nawoływania do modlitwy) przerywamy wspólnie post daktylami i szklanką mleka lub wody. To z powodu dużej dawki cukru po całodziennym poście i zaspokojenia pierwszego pragnienia. Daktyle wtedy cudownie smakują – przechowuję to wspomnienie w pamięci przez cały następny rok. Oczekiwanie na iftar to jak czekanie na wigilię dla katolików, radosne przygotowanie, bliskość ludzi, ekscytacja przed spotkaniem. Faktem jest, że kiedy zwyczajnie nie jesz, nie przygotowujesz posiłku, nie stoisz w kolejkach w sklepach albo restauracjach, zyskujesz czas, i ten właśnie zaoszczędzony jest dla Twojej relacji z Bogiem. Zawsze kilka wieczorów spędzam z muzułmańskimi przyjaciółmi w restauracji, albo ze swoimi niemuzułmańskimi bliskimi. Gotujemy wspólnie, próbujemy różne nowe smaki. Standardowe menu w warszawskim meczecie obejmuje zupę, porcję warzyw, ciepłe drugie danie, kurczaka, baraninę, wołowinę, chleb pita, różne sałatki warzywne i owocowe, często baklawę albo letnie owoce, np. arbuza. Spotkanie w meczecie może trwać nawet do północy. Nie tylko jemy – modlimy się, recytujemy Koran, czasem organizowane są wykłady. Potem wracamy do domów i kiedy nastaje jutrzenka, modlimy się (pierwsza modlitwa ranna Fajr). W ten sposób rozpoczynamy nowy dzień. Ramadan nie jest radykalny. Kobiety w ciąży, małe dzieci, osoby starsze lub chore nie powinny ryzykować swoim zdrowiem. Jeśli jakieś dziecko zapomni się i coś zje, to nikt nie każe mu przerywać postu, po prostu mówi się wtedy, że to zapomnienie to miłosierdzie Boże. Poza tym jest to czas powstrzymywania oczu, rąk, uszu od złych uczynków. Nie powinno się też palić ani współżyć do zachodu słońca. To tylko wydaje się trudne. Bóg dodaje nam sił. Nigdy nie zasłabłam, nawet latem w nieklimatyzowanym autobusie, nie dręczą mnie myśli o jedzeniu i nie spada moja aktywność życiowa, mam siłę na wszystko. Jak inaczej to wytłumaczyć, jeśli nie istnieniem Boga? ISLAM BOKOV Największym wyzwaniem jest przejść obojętnie obok szklanki z wodą i lodem. W mojej rodzinnej Czeczenii łatwiej byłoby mi to znieść, bo jestem wśród swoich. Tutaj oszczędzamy sobie takich widoków, żeby wytrwać. Choć przez próby należy przechodzić. Mimo że w Czeczenii nie obowiązuje szariat, jednak wiele osób bardzo się w czasie Ramadanu stara, nawet ci mniej praktykujący. W Olsztynie jest dziesięciu muzułmanów, nie mamy meczetu, więc rodzinny, świąteczny wymiar Ramadanu jest znikomy. Moi przyjaciele starają się szanować moją religię i nie jedzą przy mnie, mój trener przygotowuje specjalne treningi. Jestem zawodnikiem MMA (mieszane sztuki walki), więc nie mogę sobie pozwolić na rezygnację z wysiłku fizycznego. Ale Ramadan jest dla mnie ważny również z powodów zdrowotnych. Po miesiącu „głodówki”, jak niektórzy nazywają ten okres, jestem lżejszy i sprawniejszy. Pod warunkiem, że się nie najadam na iftarze do granic możliwości, bo to też nie o to chodzi. Ramadan zmienia moje życie, przez ten miesiąc jestem lepszą osobą, staram się pomagać ludziom, rozmyślam nad życiem, modlę się. Fajnie siebie takim zobaczyć, od razu człowiek bardziej w siebie wierzy. I przez rok to się nosi w sercu. Trudno to zrozumieć, jeśli się przez ten post nie przeszło. Tak jak każda zasada w islamie, Ramadan prowadzi człowieka przez praktykę do duchowości. RASIT TADIK Ramadan, bez zrozumienia jego głębokiego sensu, to zwykła tortura. Nie chodzi tylko o niejedzenie i niepicie, choć post jest niezbędny do osiągnięcia skupienia i zyskania czasu. To okres kontemplacji, wzmocnienia życia wewnętrznego, panowania nad pożądaniem. Ale równie istotna jest wspólnota – Ramadan w Polsce to nie to samo, co w muzułmańskim kraju, gdzie po zachodzie słońca w czasie wspólnego iftaru spotykają się rodziny i przyjaciele, i wszystkim udziela się fantastyczna atmosfera (czasem liczba osób przekracza trzy tysiące). Wszystko jest za darmo, bo karmienie głodnych to też ważna część Ramadanu. Zbieramy wtedy dobre uczynki. Jestem tureckim Kurdem. Teraz zbliża się pierwszy Ramadan, który spędzę w całości w Polsce. Pracując dorywczo w kebabie. Nie będę słyszał Azanu pięć razy dziennie. Ale będę chodził na iftar na Wiertniczą. Choć w Warszawie zbiera się w meczecie tylko około 50 osób, to taki element domu i tradycji. MAGDA TADIK Pierwszy Ramadan zrobiłam z ciekawości, pracowałam w jednym z tunezyjskich drogich hoteli. Wzięłam sobie wolny dzień, na dworze było 40 stopni, pomyślałam, że jeśli przesiedzę cały dzień w pokoju, to wytrzymam. Efekt był odwrotny. Myślałam tylko o jedzeniu i piciu. Około południa zadzwoniłam do kolegi z pracy, Tunezyjczyka. Zaprosił mnie na iftar do swojej rodziny na wieś. Pojechaliśmy do supermarketu zrobić zakupy. Nie mogłam znieść tego widoku i zapachu jedzenia, patrzyłam z niedowierzaniem na spokojnych Tunezyjczyków robiących zakupy, wybiegłam ze sklepu. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, wszyscy zebrali się wokół stołu i po zachodzie słońca przerwaliśmy post. Wypiłam od razu całą butelkę wody, przez co rozbolał mnie brzuch. Ale kiedy mi przeszło, pierwszy raz w życiu doświadczyłam świątecznej atmosfery – nie było prezentów, powierzchowności, konsumpcjonizmu, tylko prawdziwe skupienie i radość, że jest się razem, że mamy za co być wdzięczni Bogu. Dzięki temu wydarzeniu udało mi się wytrwać następne 29 dni. Dziś przygotowuję się do trzeciego Ramadanu, choć ten pierwszy, w Tunezji, gdzie pojechałam po prostu zarobić pieniądze jeszcze jako niemuzułmanka, wspominam szczególnie. Bo od tego wszystko się zaczęło. O Ramadanie mogę mówić obrazami z mojego życia. Pamiętam jak dziś, kiedy zostałam w pracy sama przy stole nakrytym do śniadania, bo wszyscy znajomi przygotowywali się do postu. Od czasu do czasu nieposzczący znajomi z hotelu namawiali mnie na pizzę albo papierosa. Ale się nie złamałam. Każdego następnego dnia zastanawiałam się, co będzie dalej. Dziś spędzam Ramadan w Polsce z mężem i przyjaciółmi w meczecie na Wiertniczej. Przez ostatnie kilka lat udawało nam się wyjechać na część Ramadanu do Istambułu. Rasit, mój mąż, odczuwa różnicę między Ramadanem w Polsce i w jego rodzinnej Turcji. Jestem konwertytką z katolickiego kraju, a Rasit miał szczęście obchodzić Ramadan od dziecka, brakuje mu tej atmosfery. Kiedy Ramadan się kończy, to w większości muzułmańskich krajów trwa trzydniowa impreza – wszyscy bliscy odwiedzają się i wspólnie gotują. Taki karnawał. W Polsce staramy się trochę tego święta przemycić, idziemy do meczetu, potem na kręgle, obiad i spacer.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2012