Jaki tytuł nosił ten film, o którym wspominał pański kolega?” – podczas przerwy w kuluarach kilka osób podeszło do mnie z tym właśnie pytaniem. Obrazem, który wzbudził zaciekawienie, był nakręcony sześć lat temu film „Social Dillema”, wnikliwa analiza wpływu Facebooka, Twittera i pozostałych tzw. platform społecznościowych na naszą psychikę i relacje społeczne. Kolega to z kolei Michał Kuźmiński, wieloletni zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, współautor strategii wejścia naszego pisma w świat cyfrowy, który swoim wystąpieniem wywołał spore poruszenie.

Przywołane rozmowy w kuluarach, jak i poprzedzająca je prelekcja Michała odbyły się zaś w trakcie konferencji w ramach naszego cyklu spotkań zatytułowanych „Tygodnik Trzeciego Wieku”, w których wraz z grupą seniorów analizujemy zmiany zachodzące w naszej rzeczywistości i zastanawiamy się, jak się do nich adaptować, zachowując jednocześnie tożsamość.
Tym razem rozmawialiśmy o świecie cyfrowym. Szansach, które tworzy, i zagrożeniach, które przynosi wraz z nimi.
Czy internet jeszcze służy ludziom?
Tożsamość. To pojęcie kluczowe. Dla odpowiedzialnych mediów, które – jak „Tygodnik” – swoje istnienie identyfikują nie tylko poprzez cele finansowe, pytanie o to, jak ją zachować w szybko zmieniającym się świecie cyfrowym, wykracza daleko poza wyzwania czysto technologiczne. Dla naszych odbiorców to samo zagadnienie doprowadza z kolei do odpowiedzi na trudne pytanie, czy otaczający świat można jeszcze brać za dobrą monetę.

Jak wygląda rzeczywistość roku 2026 widziana z perspektywy cyfrowej? Czy zasiedlają ją już tylko wspólnoty-bańki, niezdolne nie tylko do otwartej rozmowy z oponentami, bo nieumiejące szczerze rozmawiać nawet o tym, co im na co dzień doskwiera? Czy każdy element składowy naszej codzienności naprawdę można podać w wątpliwość, jako rzekomy wytwór sztucznej inteligencji? Czy wolność i pluralizm opinii, którą obiecywał nam początkowo internet, z czasem okazały się pułapką uzależnienia? Prezentem, który obdarowanych zmienia w produkt? Gdyby sprowadzić wszystkie te zagadnienia do wspólnego mianownika, zasadne staje się pytanie, czy internet jeszcze służy ludziom – czy może na odwrót?

Krzepiącej odpowiedzi nie będzie. Paneliści naszej konferencji w tej części mogli jedynie podeprzeć twardymi danymi intuicje słuchaczy, wynikające z codziennych kontaktów z platformami cyfrowymi i innymi narzędziami internetowymi. Cyfrowa rewolucja, w której uczestniczymy od ponad trzech dekad, ewidentnie wyrwała się nam, użytkownikom, spod kontroli.
Algorytmy, narzędzia sztucznej inteligencji, artefakty tworzone z myślą o naszej wygodzie, z czasem okazały się narzędziami miękkiej (na razie) opresji. W najlepszym razie – jednokierunkowym kanałem przekazu, który swoim twórcom zapewnia niespotykane dotąd w historii ludzkości narzędzia inżynierii społecznej.
Jak się rozwijają narzędzia cyfrowej kontroli
Garść cytatów, faktów i liczb z prezentacji dla uzmysłowienia skali problemu. Już 240 „polubień” pozostawionych na Facebooku pod treściami opublikowanymi przez innych użytkowników pozwala algorytmom tej platformy „poznać” poglądy i preferencje każdego lepiej niż partner życiowy! Jeden pracownik cyfrowej „farmy botów” z pomocą nowoczesnych narzędzi AI może całodobowo moderować nawet kilkaset fałszywych kont w mediach społecznościowych, wpływając nie tylko na kierunek i treść debat publicznych, a nawet zmieniając w ten sposób działanie algorytmów społecznościowych. Kilka lat temu był w stanie w wiarygodny sposób obsłużyć najwyżej kilka takich kont. Aż 60 proc. treści publikowanych online tworzą obecnie boty, a nie prawdziwi ludzie.

Fałszywe treści coraz częściej przepływają do krwiobiegu modeli AI, wpływając na jej pracę. W tym tempie za kilka lat czat GPT, Claude, Gemini i inne narzędzia AI, zamiast owoców ludzkiej myśli, będą podsuwać użytkownikom niemal wyłącznie wstępnie przetrawioną przez siebie papkę informacyjną. Platformy cyfrowe z premedytacją tolerują polaryzację i mowę nienawiści, reagując na mniej niż 1 proc. takich aktów w sieci, bo nakręcanie emocji stało się właściwie ich biznesowym modelem. Darmowe usługi online są bezpłatne tylko dlatego, że a priori zakładają, iż produktem na sprzedaż są ich użytkownicy.
Social media paraliżują debatę publiczną
Zagrożenia i wyzwania, o których mówiliśmy, nie pojawiły się rzecz jasna wczoraj. Nowa jest za to dynamika, z jaką przybierają na skali. W zasadzie każdy kolejny rok o rząd wielkości podnosi wydajność cyfrowych narzędzi służących z jednej strony do zbierania miliardów rekordów danych o użytkownikach sieci, a z drugiej wpływających na ich decyzje oraz poglądy. Współczesna propaganda – jak pokazał kolejny nasz panelista, regularnie obecny na łamach „Tygodnika” Wojciech Brzeziński – nie próbuje już narzucać określonych poglądów ani przekonywać do wypreparowanych starannie argumentów.

Jej celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której każda opinia i każdy fakt stanie się jednakowo podejrzany i kwestionowalny. Gra toczy się więc o przebodźcowanie odbiorców nadmiarem sprzecznych, niemożliwych do zweryfikowania informacji, a w rezultacie o eliminację czegoś, co można by nazwać konsensusem. De facto – o sparaliżowanie debaty publicznej. Narzędzia AI, które pozwalają niemal każdemu stworzyć na domowym komputerze grafiki i nagrania na pierwszy rzut oka nie do odróżnienia od oryginałów, zamieniają świat w plac zabaw dla kłamców, którzy w każdej chwili mogą skorzystać z przysługującej im z tego tytułu dywidendy. Bo skoro „fejkiem” może być wszystko, dotyczy to także samego... zarzutu kłamstwa.

„To nie byłem ja, to zapewne AI” – zbył temat 47. prezydent USA i poszedł do swoich obowiązków, kiedy podczas jednej z konferencji prasowej zapytano go o kłamstwa z przeszłości. Richard Nixon, jego poprzednik z numerem 37 w sztafecie głów amerykańskiego państwa, za coś z grubsza podobnego został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska. Żeby doświadczyć piorunującej siły oddziaływania nieprawdy na sterydach nowoczesnej technologii, nie trzeba być jednak reporterem w Białym Domu. Wystarczy gdzieś w Polsce odebrać telefon.
Oszustwa „na wnuczka” i siła deep fejków
Policja w naszym kraju co roku notuje około 140 tysięcy prób wyłudzeń na tzw. wnuczka. Część z nich spełza na niczym, wiele kończy się w najlepszym razie utratą ostatniej emerytury, w najgorszym – oszczędności życia. Oficjalne statystyki mogą być w dodatku zaniżone. Część poszkodowanych nie zgłasza się na policję. Czasem ze wstydu, częściej – w poczuciu, że nic to nie da.

Wnuczek, który potrzebuje pilnie zastrzyku gotówki i w tym celu wysłał do babci lub dziadka „kolegę”, to oczywiście pierwotna, dziś wręcz anachroniczna forma tego przestępstwa. Złodzieje wiedzą, że seniorzy coraz sprawniej poruszają się w cyfrowej rzeczywistości i dlatego zastawiają tam na nich coraz bardziej wyrafinowane sidła.

Gdy podczas konferencji poprosiłem o podniesienie ręki uczestników, którzy doświadczyli próby wyłudzenia „na wnuczka”, zgłosiła się mniej więcej jedna trzecia niemałej w końcu sali Nowohuckiego Centrum Kultury, które gościło tę edycję „Tygodnika Trzeciego Wieku”. Gdy opowiadałem, że „wnuczek” może dziś zatelefonować do bliskich i głosem prawdziwego wnuka, stworzonym w modelu AI, poprosić o pomoc, nie wszyscy słuchacze byli zaskoczeni. Część z nich mogła już doświadczyć takiej próby.
Zatrzymaj się i pomyśl. To najlepsza odtrutka na algorytmy
Czy jest więc ratunek? W konfrontacji z wymyślną maszynerią dezinformacji zaskakująco skuteczne okazują się rozwiązania oparte na zdrowym rozsądku. Przypomniała o nich Ewelina Burda, zastępczyni redaktora naczelnego, zaznajamiając słuchaczy z podstawowymi technikami weryfikacji wiadomości stosowanymi w klasycznym dziennikarstwie i apelując o zadbanie o należytą dietę informacyjną, złożoną z produktów sprawdzonego pochodzenia.

Michał Kuźmiński wskazał, że Web 2.0, internet oparty na prawdziwych interakcjach prawdziwych ludzi, przetrwał jeszcze na specjalistycznych grupach i forach dyskusyjnych, zadziwiająco odpornych na śluz, jaki dookoła w sieci zostawiają algorytmy.

A na koniec ksiądz Adam Boniecki wsparł wszystkich uczestników krzepiącym przypomnieniem, że na jakość i trwałość relacji z innymi największy wpływ mamy my sami. Technologia może jedynie zrujnować to, co sami wcześniej nadpsujemy.
Może jesteśmy bańką. Ale przynajmniej pełną dobrych emocji i intencji.

ORGANIZATOR: TYGODNIK POWSZECHNY
PARTNER GŁÓWNY: MIASTO KRAKÓW
PARTNERZY:
ERGO HESTIA
ALBATROS TRAVEL
TEZEUSZ.PL
PATRONAT MEDIALNY:
TVP3 KRAKÓW
TVP INFO
Dodatek do „Tygodnika Powszechnego” 20/2026
Redakcja: Marek Rabij
Opieka wydawnicza: Mateusz Gawron, Barbara Ziajka
Proj. graf.: Marek Zalejski
Skład: Zuzanna Kardyś
Fotoedycja: Grażyna Makara, Jacek Taran
Korekta: Sylwia Frołow, Magdalena Pawłowicz, Maciej Szklarczyk
Ilustracja na okładce: Zuzanna Kardyś
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















