„Ty jesteś skazany na dożywocie, choćbyś – zmęczony nie chciał już być tym Naczelnym i przesiadł się na nieco inny fotel. Nie serwuję Ci zjełczałej wazeliny, ale przecież sam wiesz: Ty jesteś sztandar, Ty jesteś po prostu »Tygodnik Powszechny«. Jeśli z jakiejkolwiek przyczyny nie stanie Jerzego Turowicza w gabinecie – cały ten interes rozpłynie się jak fatamorgana, a co najmniej będzie czymś zupełnie innym. Nikt cię nie zastąpi...” Tak do redaktora naczelnego pisał Tadeusz Żychiewicz w 1992 r. A pisał to wkrótce po liście, w którym stwierdzał, że „zostaliście uznani w dość licznym odbiorze społecznym za taki sobie »organ partyjny«, z czym się zgadzałem” i się dziwił „jak Wy to potrafiliście zrobić: że w tak krótkim czasie nakład spadł na zbity pysk”. Mimo wszystko więc Turowicz pozostawał dla rozgoryczonego Żychiewicza niewzruszoną opoką tożsamości pisma.
W 13. rocznicę śmierci Jerzego Turowicza powraca pytanie, czy – choć nie stało Jerzego Turowicza – „caly ten interes jest czymś zupełnie innym”?
W 1995 r. na pytanie czy „Tygodnik” jest wciąż tym samym pismem (w rozmowie z Tadeuszem Kraśko) powie: „Myślę, że jest w jakimś sensie ten sam, choć nie taki sam. Jest tak, ponieważ zmieniała się sytuacja wewnętrzno-polityczna czy nawet kościelna. Zmieniali się ludzie, tak samo jak rzeczywistość, w której żyli”. Turowicz uważał, że „zmiana jest samą istotą życia: zmiana i zarazem trwanie” (artykuł „Boskie i cesarskie”).
„W jakimś sensie ten sam...” Co to znaczy? „Powstał z przekonania, że w kraju katolickim jest miejsce i jest potrzeba na pismo katolickie dla inteligencji, które by wyrażało opinie katolików, które by kształtowało te opinie”. Ponieważ wówczas nie było szans na publicystykę polityczną, „poniekąd ważniejsze było kształtowanie światopoglądu ludzi, ich postaw życiowych”. Myślę – powie Turowicz po latach w cytowanej rozmowie – że tym intencjom pozostaliśmy wierni w pewnym sensie nawet po dziś dzień, aczkolwiek oczywiście zmieniły się warunki”.
Jak się zmieniły? Był przekonany, że rewolucja, która się dokonała (niemal bezkrwawo), jest jedną z największych w dziejach: „Teraz możemy pisać o wszystkim, o czym uważamy za stosowne. Niektórzy nasi czytelnicy, zwłaszcza starsi, skarżą się, że za dużo teraz polityki na łamach »Tygodnika Powszechnego«, że woleli dawny styl pisma. Rozumiem te racje, ale nie podzielam ich w pełni, bo przecież »Tygodnik Powszechny« zawsze był pismem politycznym, bo zawsze staraliśmy się pisać w poczuciu obywatelskiej odpowiedzialności za losy kraju, za losy narodu, za losy naszej społeczności. W tej sprawie robiliśmy tyle, ile to było możliwe. Żyjemy teraz w czasie trudnym. Uczymy się na nowo, po 50 latach, zasad demokracji, a dotyczy to niemalże całego społeczeństwa. Jest to sytuacja, w której w pewnym stopniu decyduje się kształt tego państwa. Niebywale ważne jest, by to było państwo sprawiedliwe, szanujące prawa człowieka, uznające prawa mniejszości. Nie możemy od tego abstrahować, tym bardziej, że nigdy nie wydawaliśmy »Tygodnika« z intencją, powiedzmy komercyjną”.
„Nie możemy od tego abstrahować...” Tak więc on, zawsze bezpartyjny obserwator i komentator, który odrzucał propozycje wejścia do Sejmu z kołem ZNAK, potem, w wolnej Polsce, do Senatu, zostaje członkiem partii, w której odgrywa ważną rolę: „Teraz jednak jestem członkiem Unii Wolności. Uznałem, że z poczucia odpowiedzialności obywatelskiej nie można się izolować i zamykać w wieży z kości słoniowej. Partia, do której należę, jest w moim pojęciu jedną z bardzo niewielu, które nie walczą na siłę o władzę i które operują kategoriami dobra wspólnego całego społeczeństwa, racji stanu państwa i interesów państwa”.
Pismo katolickie... Kiedy Jacek Żakowski (w „Trzech ćwiartkach wieku”) prowokacyjnie spytał, czy swojej pozycji katolika świeckiego w Kościele nie odbierał jako pozycji „poniekąd upośledzonej”, „jako dolegliwości”, odpowie, że „zupełnie mu wystarcza ten wpływ, który daje prawo wyrażania swoich poglądów z pozycji publicysty, redaktora czy członka jakichś kościelnych gremiów”.
Mawiał, że „Tygodnik” pod inną redakcją nie będzie gorszy, choć może być inny. Przyznawał, że nie wyobraża sobie przebiegu ewolucji pisma, którego był głównym współtwórcą, bo będzie ona zależała od warunków politycznych, które trudno przewidzieć. Był przekonany, że ewolucja „Tygodnika” będzie zależała także od ewolucji w łonie Kościoła. „Jednak – wyznawał - „nie wyobrażam sobie, żeby miały nastąpić jakieś poważne zmiany w redagowaniu »Tygodnika«”, bo „założenia, które przyjęliśmy, zaczynając wydawać to pismo, są nadal trafne i będą słuszne w przyszłości”. Zmieniało się i zmienia wiele, a Turowicz trwa.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














