Puste łóżko

Nie istnieje coś takiego, jak zamknięta jaźń.
Czyta się kilka minut

Po sobie" to debiut godny uwagi z kilku powodów. Przede wszystkim - te wiersze to lingwistyczna próba psychologicznej autoanalizy. Lingwistyczna, bo aktywująca się w języku i poprzez język, który Julia Szychowiak specjalnie zniekształca, o czym świadczą np. urwane zdania czy semantyczne przestawienia. Próba, ponieważ wszystkie wiersze dotyczą w jakiś sposób tego samego. I wreszcie, psychologicznej autoanalizy - określenie pewnie nie do końca fortunne, ale jak inaczej nazwać to nieustanne podchodzenie do siebie i niesiebie, a także od siebie i niesiebie ciągłe uciekanie?

Najciekawsze wydają mi się właśnie próby rozwarstwiania własnego "ja", pokazywanie siebie jako kogoś innego, ukazywanie nietożsamości z samą sobą, jednoczesne widzenie siebie w sobie i naprzeciw siebie, ze szczególnym naciskiem na owo "naprzeciw". Szychowiak nie znajduje siebie, ponieważ nie istnieje coś takiego, jak cała, zamknięta i określona jaźń. A najlepiej widać to w języku, który przyłapany na swoich metafizycznych pretensjach staje się ciekawym punktem wyjścia dla dalszych rozważań: "Chodźmy, nic tu nie ma. Nic ma nas, zobacz" ("Nic").

Bohaterka tych wierszy rozwarstwia się także w sensie fabularnym - na przemian jest przedmiotem i podmiotem tych wierszy. Odczuwa swoje ciało jako obce, oddalone. Temu ciału bliżej do snu niż do jakiejkolwiek realności. Ciało jest częścią świata przedstawionego - niewygodny manekin, nieudana sztuczka, którą trzeba przeżuwać w samotności: "Rozhuśtane głowy o drewnianych oczach / i splątanych brwiach" ("Koncentrować"), "pod szyciem skóry jest miąższ słodki / i krew, krew cała ze szkła" ("Rano"). Ta nieforemność okazuje się zresztą domeną całego świata przedstawionego: "Ma jeszcze czas, by wypełnić ciałem wodę, / by zdrapać z nieba skórę i wybić okno słońcu" ("Do zobaczenia").

Problem tożsamości dotyczy właściwie nie tylko lirycznego "ja", ale także całej przestrzeni istnienia wiersza, a więc konkretnego miejsca i czasu, w którym powstał utwór. Ten język przez cały czas czuje się "nie u siebie", jakby "wolał" być gdzieś indziej lub kiedy indziej, jakby był świadomy, że może bardziej pasowałby do innej sytuacji. Język na każdym kroku podkreśla własne oddalenie - od siebie lub od nieokreślonego "wtedy" i "tam". "Co tu robię? Powiem, ale nie teraz", czytamy w utworze "Debet literacki", a w wierszu "Nie tutaj": "Rozejrzyj się, mnie jeszcze tu nie ma. // Tam mnie boli".

O wadze, jaką ma dla Szychowiak język i jego możliwości, świadczy motto z Miłobędzkiej. Klimat tej poezji bardziej przypomina mi jednak Halinę Poświatowską. Zwłaszcza w sposobach obrazowania i nieustannym, podskórnym napięciu, sygnalizowanym niby od niechcenia, za pomocą nagłych przesunięć i zaprzeczeń. Kto wie, gdyby Poświatowska urodziła się po Miłobędzkiej, być może pisałaby właśnie w taki sposób?

Julia Szychowiak, "Po sobie", Biuro Literackie, Wrocław 2007

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2008