Przypadek Giocondy

Czyta się kilka minut
Od lewej: „Mona Lisa” z Luwru; „Mona Lisa” z Isleworth, kolekcja prywatna; „Mona Lisa” z Prado / WIKIPEDIA // ALBERTO OTERO / WIKIPEDIA x2
Od lewej: „Mona Lisa” z Luwru; „Mona Lisa” z Isleworth, kolekcja prywatna; „Mona Lisa” z Prado / WIKIPEDIA // ALBERTO OTERO / WIKIPEDIA x2

KŁOPOT Z TWÓRCZOŚCIĄ ­­Leonarda da Vinci jest taki, że miał on uczniów oraz licznych naśladowców. Już nawet w warsztacie mistrza powstawały dzieła, które dziś niekoniecznie nazwalibyśmy w pełni „autorskimi”; ciekawym świadectwem w tej kwestii może być przekaz Fra Pietro da Novellara, który odwiedził pracownię Leonarda wiosną 1501 r. Zanotował bowiem, że mistrz ma uczniów, którzy produkują kolejne kopie obrazów, do których on coś tylko domalowuje od czasu do czasu. Interesująco w tym kontekście przedstawia się sprawa Mony Lisy.

Arcydzieło z Luwru doczekało się kilkudziesięciu kopii, zachowanych w różnych zbiorach, ale szczególnie ciekawym przypadkiem jest obraz przechowywany w Prado w Madrycie. Po kompleksowej renowacji w 2012 r. (związanej m.in. z usunięciem wtórnego ciemnego tła) okazał się dziełem bardzo wysokiej klasy. Uznany zatem został za kopię namalowaną przez ucznia Leonarda pod okiem mistrza, lecz badania rysunków przygotowawczych dowiodły, że w obu wersjach – tej z Paryża i tej z Madrytu – jednocześnie były wprowadzane takie same zmiany na etapie planowania kompozycji.

Dziś wydaje się zatem, że obraz w Prado to nie tyle kopia Mony Lisy z Luwru, ile raczej wersja namalowana w tym samym czasie i w tym samym warsztacie. To jednak nie koniec problemu Mony Lisy; otóż w prywatnej kolekcji znajduje się obraz z początków XVI w., atrybuowany Leonardowi da Vinci, przedstawiający jakby nieco młodszą, ale tę samą modelkę – to tak zwana Mona Lisa z Isleworth (nazwa wywodzi się z brytyjskiej kolekcji prywatnej, w której obraz ten znajdował się po 1913 r.). Część badaczy sugeruje, że to właśnie jest „prawdziwa” Mona Lisa. Obraz ten wygląda na nie dokończony, a Giorgio Vasari zanotował, że Leonardo malował portret pani Lisy (żony Franciszka del Giocondo) przez cztery lata, ale nigdy go nie dokończył. Technologiczne badania Mony Lisy z Isleworth wydają się potwierdzać, iż jest ona dziełem Leonarda da Vinci. ©


CZYTAJ WIĘCEJ:

W pięćsetną rocznicę śmierci Leonarda da Vinci warto to sobie powiedzieć: był bardziej naukowcem i inżynierem niż malarzem. I nie zmieni tego fakt, że nawet jego domniemane autorstwo winduje cenę obrazu do pół miliarda dolarów >>>

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 17/2019