Reklama

Prezesie, terrain ahead!

Prezesie, terrain ahead!

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
25.10.2018
Czyta się kilka minut
Firma państwowa, taka jak PLL LOT, powinna błyszczeć przykładem i stanowić wzór z Sevres dla dialogu społecznego. Tymczasem LOT przeciwko regułom ochrony pracowników wystąpił.
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
A

Art. 12 konstytucji RP stanowi, że Rzeczpospolita „zapewni wolność tworzenia i działania związków zawodowych”. Są na to konkretne zapisy w Kodeksie pracy oraz w Ustawie o związkach zawodowych. Wszystko w zgodzie z ratyfikowanymi przez Polskę konwencjami Międzynarodowej Organizacji Pracy. Tymi samymi, które w latach 80. stanowiły użyteczne narzędzie obrony przed autorytarną władzą PZPR sekującą NSZZ Solidarność.


WOŚ SIĘ JEŻY – autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek tylko w serwisie internetowym „Tygodnika”


Sprawa jest więc oczywista: jeśli ktoś podejmuje ryzyko i naraża się pracodawcy, organizując działalność związkową, to nie można go tak po prostu zwolnić, zdegradować albo dyskryminować. Jego stosunek pracy powinien być szczególnie chroniony. Zwłaszcza, gdy mówimy o firmie państwowej, takiej jak PLL LOT.  Powinna błyszczeć przykładem i stanowić wzór z Sevres dla dialogu społecznego w innych częściach gospodarki.

Tymczasem LOT przeciwko tym regułom wystąpił, zwalniając z pracy szefową jednego ze związków Monikę Żelazik. Sekwencja zdarzeń była taka: gdy LOT znalazł się w tarapatach, poprosił związki o zgodę na oszczędności. Związki wykazały się odpowiedzialnością i jej udzieliły. Kiedy jednak kryzys został opanowany, kierownictwo zaczęło wypinać piersi do orderów („patrzcie, jaki LOT jest dzięki nam dochodowy”), związki odparły (zgodnie z prawdą): „Wielki mi sukces! Jesteście tacy dochodowi, bo zatrudniacie na śmieciówkach i oszczędzacie na ludziach. No, ale skoro już o sukcesie mowa, to może byśmy wrócili do rozmowy o bardziej sprawiedliwym podziale jego owoców?!”. Tak zaczął się spór, którego trwający od tygodnia protest jest kulminacją. 

Zachowanie prezesa LOT w trakcie jego trwania tylko pokazuje, że nie rozumie on swojej roli. Nie jest rolą szefa państwowej spółki pozowanie na Margaret Thatcher i zapowiadanie, że się nie ugnie. Nie jest nią również straszenie protestujących astronomicznymi karami finansowymi. Albo tym bardziej używanie fizycznej przemocy wobec protestujących (co pokazały kamery telewizyjne), czy też odwoływanie się do egoizmu pasażerów, którym ci źli związkowcy nie pozwalają dolecieć na czas. Kiedyś by to jeszcze może przeszło. Ale teraz opinia publiczna już rozumie, że związki zawodowe i prawa pracownicze to część ładu prawnego naszego kraju. Nie mniej ważna od niezawisłości sędziów czy wolnych wyborów do parlamentu.

Dlatego Milczarski przegra. Trudno powiedzieć kiedy, ale znane z samolotowych kokpitów ostrzeżenie „Terrain ahead!” grzmi już na całego. Przegra, bo przegrywają wszyscy, którym praca w państwowej firmie pomyliła się z folwarkiem. Taki los spotkał odwołanego dwa dni temu prezesa PGE GiEK Sławomira Zawadę, który próbował wyrugować z firmy zakładową Solidarność. A wcześniej Prezes Polskiego Radia Barbara Stanisławczyk (wyrzuciła z pracy trzech kolejnych chronionych prawem działaczy pracowniczych) albo Prezes Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych Piotr Woyciechowski (naruszał działające w spółce ustawowe mechanizmy demokracji pracowniczej). Wszystkich łączyło to, że mocne plecy w partii rządzącej dawały im poczucie, iż mają prawo do folwarcznego dyrektorowania. Wszyscy pożegnali się już ze stanowiskami.

Nie chcę przez to powiedzieć, że „jest świetnie, a będzie jeszcze lepiej”. Przeciwnie. Wyżej wymienione przypadki pokazują, jak trudny jest polski rynek pracy dla gotowego bronić swych praw pracownika. Skoro nawet w państwowych spółkach, które powinny być wzorem, czekają ich takie szykany, jak w LOT. A co dopiero w firmach prywatnych. Tam, gdzie właściciel na wszelkie próby nagłośnienia łamania praw pracowniczych odpowiada zniecierpliwionym „moje i mogę robić tu, co chce”. Nie możesz, szanowny prezesie. Nie tylko w LOT-cie, ale i w każdej innej firmie. I jeszcze nie raz i nie dwa będziemy do tego tematu wracali.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]