Polemiki z sąsiadami

Sąsiad z ostatniej strony "Tygodnika", Wojtek Bonowicz, elegancko i subtelnie zareagował na materiał z "Polityki", krytyczny wobec jednej z najbardziej znanych akcji charytatywnych, fundacji Anny Dymnej. Intencją artykułu "Polityki" była sugestia, by odpisywać jeden procent podatku raczej na mniej znane akcje niż na te najbardziej głośne. Intencją Wojtka jest prosty wniosek: żeby komukolwiek pomóc, nie należy nikogo innego pognębiać ani kogokolwiek do pomagania zniechęcać. I jedno słuszne, i drugie. O to z sąsiadem nie zamierzam się spierać. Chcę tylko zauważyć, że dziełu Anny Dymnej na pewno nic zagrozić nie jest w stanie, jak długo ona sama o to się stara tak jak teraz. A małe akcje i dzieła rzeczywiście potrzebują o wiele więcej poparcia niż dotąd, a jednym ze sposobów niezawodnych wydaje mi się to, co od dawna praktykuje Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Jest to po prostu więź z tymi, którzy zaangażowali się w pomoc. Każda przesyłka jest kwitowana, i to nie zdawkową formułką, lecz informacją o Laskach: co się w nich dzieje, co ostatnio zrobiono, co jest najpilniejsze itd. Kiedy czytam, że oto po onegdajszym pożarze odbudowano wreszcie szkołę, i to o wiele lepszą niż dawna, kiedy dowiaduję się np. o szczegółach poprawionej akustyki, tak dla niewidomych ważnej, mam poczucie, że przybyło znowu dobra, że ktoś ma lepiej, że ofiarność naprawdę się przydała, więc nie można ustawać. A to wcale nie jest zjawisko powszechne. Apeli o pomoc jest wiele. Zdawania sprawy z rezultatów - nie za wiele, jak dotąd.
Czyta się kilka minut

O wiele mniej pocieszająca jest sprawa druga. Moim symbolicznym sąsiadem w pisaniu jest Wojciech Wencel z "Gościa Niedzielnego": oboje piszemy na ostatniej stronie naszych tygodników. Wojciech Wencel jest zaprzysięgłym konserwatystą i prawie nigdy się z nim nie zgadzam, ale to nie jest powód, by się spierać. Nawet gdy czytam, w lidzie jego felietonu, że "nie ma lepszej definicji polskości niż pogarda śmierci" (co autor może o tym wiedzieć?). Tym razem jednak chcę bardzo głośno zaprotestować. "Higienizm jest gorszy od faszyzmu", oznajmia nam autor i poświęca całą stronę dowodzeniu, że w starym obrzędzie żegnania zmarłych w domu kryła się głębia mądrości egzystencjalnej, a zjawisko nazwane przezeń tak cudacznym neologizmem, czyli grzebanie zmarłych przez instytucje usługowe (karykaturalnie zresztą przedstawione) kryje jakieś niszczące człowieczą kondycję niebezpieczeństwa. Tak wielkie, że faszyzm, jedno z ponurych zjawisk niedawnej przeszłości, owocujące nienawiścią i śmiercią nieprzeliczonych istnień ludzkich, wydaje mu się o wiele mniej groźny.

Nie ma zgody na to, panie redaktorze, choćby nawet pana "credo" rozbrzmiewało w tak zasłużonym tytule jak katowicki tygodnik diecezjalny.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2009